Wednesday, 23 December 2015

bigos spieprzony

nawet na obczyznie-juz-nie-obczyznie na swieta bigos byc musi.
nawet jesli weganski...

gotuje bigos os 2 dni

wpadki:

1. kiszona kapusta, pomimo tego, ze kupiona w polskim sklepie okazala sie bardziej slodka niz kwasna.

2. kiszona kapusta, pomimo tego, ze kupiona w polskim sklepie ma wyczuwalny smak kwasku cytrynowego... (jednak trzeba ja bylo dokladnie umyc przed wrzuceniem..)

3. polski pieprz kajenski w proszku jest duzo bardziej pikantny niz miejscowe chilli kajenskie w proszku


chyba po raz pierwszy w zyciu spieprzylam bigos... po kajensku...

Wednesday, 16 July 2014

ultra

za 59 dni biegne 50km wzdluz Tamizy - sama jeszcze nie do konca w to wierze, choc dzis sobie uswiadomilam, ze TO sie jednak stanie i to w dodatku NIEDLUGO!!!!
i tak, jak cale zycie mowilam, ze ja nie dam rady wstawac na bieganie przed praca, to wlasnie przewartosciowuje swoje poglady i pozorne ograniczenia fizyczne - wlasnie, ze bede wstawac, bo te treningowe kilometry jednak wybiegac musze, a wieczorami jest jak dla mnie zbyt cieplo...

budzik nastawiony na 5:40, pomimo ze moge wstac godzine pozniej i wciaz byc pierwsza w pracy...

hmmm...

jutro o 5:40 zaczynam nowe zycie.

zycie ultramaratonczyka
przyszlego ultramaratonczyka

Wednesday, 4 June 2014

szacunek dla siebie - nigdy wiecej

ktos dzis chcial zrobic dla mnie dodatkowy wysilek.
chcial dobrze i bardzo milo

a ja, od razu po podziekowaniu mu za to, podkreslilam, ze nie trzeba..
i przy wszystkich skrytykowalam siebie slowani krytyki, ktore slyszalam wielokrotnie od odoby mi bliskiej..
sprawilam, ze wszyscy zarechotali ze mnie
i podwazylam wartosc w zgodzie z ktora zyje - wbrew sobie, powtarzajac slowa kogos, kto nie potrafil jej uszanowac..

dlaczego i po co?

lekcja zrozumiana - mam nadzieje, ze nastepnym razem zdaze sie ugryzc w jezyk, zanim zaczne ludzi uczyc, ze nie powinni sie dla mnie starac, pomimo tego, ze chca..

nigdy wiecej

Sunday, 1 June 2014

dom

duzo sie stalo

mam dom

ogrodek

pralke

remont

polamany kaloryfer na srodku duzego pokoju

dodatkowe pol kota

niepokoj w duszy i spokoj w duszy

i rower mam.. jezde nim do pracy, jak to przez tyle lat bylo

zycie jest zaskakujace.. z jednej strony ogromny progres, z drogiej, kolejny zatoczony krag.. i nie bede narzekac, bo przeciez az tak duzo mam...

Thursday, 27 February 2014

czy w jakiejkolwiek piosence jest wiecej nadziei i radosci zycia?

Chcialbym... Michal Bajor


Chciałbym mieć
Taką sieć
By w nią wpleść
Życia treść
By nią kraść księżycowe światło
Albo róż
Rannych zórz
Taką sieć
Chciałbym mieć
By w nią wpaść i nie wypaść łatwo.

Chciałbym trwać
Żeby znać
Zapach łąk
Czułość rąk
W ustach mieć kosmyk twoich włosów
Dłonie spleść
Oczy wznieść
Zapaść hen
W piękny sen
Pośród traw i rozkwitłych wrzosów

Być w siódmym niebie
Czuwać kiedy licho śpi
Nucić dla ciebie
Pisać pieśni jak K.I.

Chciałbym dać ci
Jasne sny
Ranne mgły
Wonne bzy
Nocne ćmy ptaki i zwierzęta
Letni sad
Świat bez wad
Stary płot
Ptasi lot
Wszystko co pamięć zapamięta

W pustych drzwiach
Staje Bach
Strząsa szron
Daje ton
Gra nam pieśń na sopelkach lodu
Pragnąłbym
Znaleźć rym
Śpiewać z nim
Słońca hymn
Sławić cud porannego chłodu

Wzrok mieć spokojny
Liczyć tylko dobre dni
Wyrzec się wojny
Śpiewać pieśni jak K.I.

Chciałbym mieć
Taką sieć
Schwytać w nią
Nudę złą
Blaskiem ją rozpromienić w jasność
Potem nieść
Dobrą wieść
Zmienić lęk
W piękny dźwięk
Taką sieć chciałbym mieć na własność

Mógłbym też
Jeśli chcesz
W strofach skryć
Życia nić
Wtedy już zawsze będziesz ze mną
Może świat
Za sto lat
Będzie trwał
Tak bym chciał
Złowić go w moją sieć tajemną

By każda wiosna
Niosła same jasne dni
Ty nam błogosław
Wiecznym piórem swym K.I.

Monday, 3 February 2014

ciezki dzien

ciezszy niz standardowy poniedzialek...

non stop sobie musialam przypominac, ze nie wolno za punk wyjsciowy podsumowan swojego zycia uznawac poniedzialkowego samopoczucia..

brrrrryyyyh!

jutro wtorek. ludze sie mysla, ze w tym tygodniu najgorsze juz za mna. ;)

pieknego i dobrego tygodnia wszystkim!

Wednesday, 29 January 2014

sukces

Kiedys rozmawialam z pewnym mezczyzna o historii jego kariery zawodowej. Rozmowa ta, zupelnie nieoczekiwanie, stala sie jedna z tych waznych, ktore pamieta sie do konca zycia.. szczera, madra, dajaca do myslenia...

Juz po 2-3 minutach poczulam, ze to rozmowa, ktorej nie chce zapomniec.. slowa skrzetnie spisywalam.. znalazlam je przed chwila.. slowa sprzed 6 lat..


Rozmawialismy o pracy, ktora okazala sie absolutnie sprzeczna z wartosciami tego czlowieka, w ktorej dal z siebie wiele, osiagnal wiele, ale jednak po niedlugim czasie odszedl:

“Troche pouczajace doswiadczenie to bylo..
..wie Pani, kazdy taki pomysl na zycie ma swoj czas..
..ja chcialabym miec troche satyskacji z pracy..

..trudno jakby juz bylo zachowac tutaj ten taki entuzjazm, a sama Pani wie, ze w takich korporacjach to jest jakas taka gra pozorow.. trzeba po prostu  pokazywac niewzruszona gotowosc ponoszenia wszelkiego rodzaju poswiecen.. byc moze jestem za stary na to i moze po prostu uplynal juz ten czas.. "

Nie bylo w tym zlosci, nie bylo zalu.. byla interesujaca mysl na temat tego, dlaczego zrezygnowal z ogromnych pieniedzy i "sukcesu" i odszedl..


Odejsciem osiagnal kolejny sukces.

Wednesday, 15 January 2014

motywacja - powiedzenie chinskie


"Najlepszy czas na posadzenie drzewa byl 20 lat temu. Nastepny najlepszy jest teraz"

i bardziej po chlopsku... za rok bede zalowala, ze nie zaczelam dzisiaj.. :))

Zaczynam wiec!

***


"The best time to plant a tree was 20 years ago. The second best is now" - Chinese proverb

Monday, 13 January 2014

motywacji ciag dalszy

motywacji, ale do czego..
bo skoro jej brak, to moze znaczy, ze na rzeczy, do ktorej sie nie mozemy zmotywowac, po prostu nam nie zalezy...

no ale jezeli jednak nam sie wydaje, ze zalezy, to dlaczego tej motywacji od czasu do czasu - zazwyczaj w kluczowych momentach, brak?
hmmm...

poszukam jakichs madrosci i sie podziele..


znow biegam.
czuje sie nieziemsko.
wiec dlaczego nie biegalam przez ostatnie kilka miesiecy?
no wlasnie!


***
Dzis jest Prawoslawny Sylwester. Od jutra zaczyna sie Nowy Rok!

Radosci, satysfakcji i motywacji do robienia rzeczy, na ktorych Wam zalezy! :)

nam wszystkim zreszta.. :)

Saturday, 28 December 2013

Inne Swieta

Swieta nieswiateczne, swieta pelne magii..

Wigilia przeszla bez wiekszego zamieszania, a w pierwszy dzien swiat stala sie magia..
Wyspy Kanaryjskie (lot i hotel kupiony w ofercie lastminute), a w zasadzie Gran Canaria okazala sie bajka. +24 stopnie Celsjusza pod koniec grudnia, piekne plaze, marsjanski krajobraz polwyspu w Las Palmas, a potem ogromny krater Bandama i treking do Roque Nublo. Z Roque Nublo prawie 2 godziny i 900 mtrow schodzenia ku cywilizacji i najblizszemu autobusowi.. Pozniej juz tylko gorskie serpentyny i cicha prosba... Niech ten dzien trwa wiecznie...






















i ostatni widok przez szybe autobusu...

Sunday, 1 December 2013

Hey Mickey!

A tu rezultat pierwszej sesji fotograficznej z Wiolka. Kawalek rezultatu, bo zrobilysmy kilka zestawow ubran. :)

Tak z serca..? O ile moda mnie nie bardzo interesowala, zawsze mialam swoj konkretny minimalistyczny, wygodny styl i nie ciagnelo mnie do eksplorowania dodatkowych idei, o tyle fotografujac Wiolke nabieram fashion rumiencow. I bardzo mi sie to podoba. Moze jeszcze uruchomi sie we mnie dodatkowa plaszczyzna estetyczna. W koncu nie chodzi o cene ubran, ale o kreatywnosc w ich zestawianiu. :)

A tu przgoda z pomaranczowymi butami i Myszka Miki. ;)

Tutaj cala mysia sesja...

Depends On Your Taste



**

A tu jedna mala myszka na zachete ;)


**

Thursday, 28 November 2013

recepta na szczescie

Mozesz wiecej niz myslisz, ze mozesz..

Wydawalo mi sie, ze juz niczego nie wcisne w moj ekstremalnie napiety grafik.. udalo sie.

Po pierwsze zdjecia z Wiolka, ktore przynosza nam obu mnostwo radosci. Jak blog ruszy na powaznie, to wrzuce linka...

Po drugie cwiczenia...

Ja juz naprawde zaczynalam sie czuc staro w swojej wlasnej skorze.. i nawet troche zaczelam cwiczyc, zeby cos tam w sobie zastymulowac.. ale tylko troche.. a potem pojechalismy do Bristolu odwiedzic pewnych  pieknych ludzi.. i ten weekend spowodowal, ze sie zawzielam na kilka dni.. zawzielysmy sie obie..
a teraz juz nie trzeba sie zawzinac.. endorfiny uderzyly do glowy, reka polozona na biodrze czuje, ze to juz inne biodro, podrapanie po ramieniu przynioslo zaskoczenie, ze tam jednak jest miesien! i to u mnie!

I tak jakos sie rozpedzilam, ze sie sama do siebie usmiecham. I naprawde warto kopnac siebie samego w tylek kilka razy, zeby potem czlowiek chodzil z micha usmiechnieta od ucha do ucha, i zeby chcialo mu sie robic rzeczy dobre, i zeby chcialo sie patrzec na przyszlosc rachujac ja nie w kilogramach czy centymetrach, choc wizja fajnego wygladu w jeszcze fajniejszej bieliznie jest kuszaca, ale w swiadomosci wlasnego ciala, w akceptacji siebie  i w radosci z aktywnego zycia. W zadowoleniu z samej siebie.. Wiekszym niz jest. ;)

Co by nie bylo, jednak endorfiny trzepia troche rowniez po samoakceptacji.

Polecam! 40 minut potu z youtube'm dziennie i jakosc wszystkiego przed i po tych 40 minutach tez sie poprawia! :)

I tyle rzeczy mi sie chce robic, ze pomyslalam, ze sie podziele tym entuzjazmem! Niech sie szerzy, zaraza, po swiecie! :)

:)

PS. I juz rozumiem, dlaczego w starozytnym swiecie mowiono: "w zdrowym ciele zdrowy duch"... a nie odwrotnie. ;)



*

Sunday, 17 November 2013

cma

Nie mam nic przeciwko cmom i motylom, chociaz swiata owadow, niezaleznie, czy to motylek, pajaczek czy karaluch... nie wielbie...

no ale jakby to to na mnie usiadlo to bym dostala albo zawalu albo ataku serca! albo w stanie przedzawalowym zamarla na wieki! i bylabym sobie taka spiaca krolewna czekajaca na ksiecia, ktory przyjedzie na bialym koniu i sciagnie ze mnie to wielkie cholerstwo!

Urghghghghyyy!!!!

Sliczna ciemka. Nzywa sie Attacus Atlas, jakby ktos byl ciekawy...Brrrrry!


Monday, 11 November 2013

klipsy z guzikami

W pieknych, pelnych wyzwan latach komunizmu Wiolka i jej siostra dowiedzialy sie o istnieniu hurtowni guzikow wloskich. Hmmm... hurtownia guzikow wloskich. :)

Zainteresowane moda nastolatki wybraly sie w magiczne miejsce.. w hurtowni odebralo im mowe. Tak pieknych guzikow nie byly sobie w stanie nawet wyobrazic, a tutaj mialy je w zasiagu reki!

Tyle pieknych guzikow! Co mozna z nich zrobic, zeby wykorzystac te nieskonczona magie!??

Dziewczyny wpadly na genialny pomysl - w osiedlowym GSie mozna bylo kupic za grosze klipsy z bananami. Po kupieniu klipsow banan lecial do kosza, a na jego miejsce zostawal wklejony piekny wloski guzik. Produkcja szla pelna para, klipsy rozchodzily sie, jak cieple buleczki, dziewczyny byly przeszczesliwe.

I gdyby nie to, ze pewnego dnia w GSie zabraklo klipsow, bylabym dzis znajoma swiatowej producentki bizuterii.. ;)

A moze bym jej wcale nie poznala? ;)



Wednesday, 30 October 2013

niespodziewane okazje - lapac i dusic

za dawnych czasow byla taka rymowanka o szczesciu, ze costam-costam za ogon, zlapac i wydusic jak cytrynke ;)

zawsze mi sie kojarzyla z przechodzacymi obok nas okazjami. niedawno przypomniala mi sie po raz kolejny.

najpierw dostalam wiadomosc na facebooku - czesc Aga, to Wiolka od Macka, mam interes, czy mozesz mi dac swoj numer telefonu?

Wiolke widzialam w zyciu 2-3 razy, kilka lat temu.

podalam.

cisza.

2 dni pozniej sms z info, ze Wiolka chce sie powazniej niz dotad skupic na swoim fotoblogu zwiazanym z moga i stylem zycia i ze potrzebuje fotografa do wspolpracy i ze pomyslalam o mnie.. i czy ja w ogole mieszkam jeszcze w tym samym miescie?

pomyslalam, ze to super okazja, zeby dzielic pasje i symulowac sie do rozwoju - ona blogowaniem modowym, ja w zwiazku z tym - fotografia. moglaby sie z tego wywiazac stymulujaca wspolpraca, a ze ja uwielbiam robic zdjecia ludziom...

wycisnelam.

w niedziele wstalam przed 7 rano, zeby dotrzec do Wiolki odpowiednio wczesnie. polbiegiem zrobilysmy zdjecia kilku zestawom ubran gadajac przy tym, jak nakrecone katarynki.. w koncu trzeba bylo sie poznac, podzielic pomyslami, entuzjazmem i pasja.. silny wiatr, mocne slonce, szpilki w torbie z ikei, koszulka z myszka Mickey i radosc, ze tu i teraz cos waznego sie zaczyna...

dzis Wiolka przejrzala wyselekcjionowane przeze mnie zdjecia. teraz ona selekcjonuje dalej. po tym etapie praca znow przechodzi na mnie - ostateczna edycja i paleczka przechodzi do Wiolki..

blog ozyje, bedzie na nim intensywniej i weselej. :)

a ja juz wiem, co nastepnym razem zrobie inaczej, lepiej..

Mam! "costam-costam minke, zlapac szczescie za ogon i wycisnac, jak cytrynke!"

czy jako tak to bylo.. no wlasnie! lapac okazje. nie puszczac! :D





Saturday, 26 October 2013

zmiana nastawienia

uderzenie przyszlo zniencka, jak to sie zwykle staje.

duzo sie wydarzylo w bliskim mi zyciu i, tak jak bylam zabiegana, teraz czasu ani sil nie ma m juz prawie na nic. jak tylko sie wokol tego wszystkiego zaczelam troche organizowac, dowalono mi poltora etatu w pracy. po cholere tak gonic cale zycie? po cholere pozwalac wrzucac sobie na kark coraz wiecej i wiecej, tylko dlatetgo, ze innym wrzucic nie mozna? czy mi sie kiedykolwiek uda zwolnic? wyglada na to, ze nie.. :(

i jest tylko jedo wyjsice - zmienic do tego nastawienie. dzis od rana zajelam sie szukaniem domu nowego i porzadkowaniem obecnego. w miare kolejnych telefonow do agentow i kolejnych warstw kurzu usuwanych z mebli zaczelo mi sie wszytko ukladac w ciut bardziej sensowny plan.

czasu nie bedzie wiecej. to znaczy bedzie, ale nie o tyle wiecej, zeby to mialo wywolac jakas wielka rewolucje, wiec musze po raz kolejny przeorganizowac to, co mam.

jutro wstaje wczesnie rano. jade robic Wiolce zdjecia. to bedzie zabawa i wyzwanie.. to bedzie dla mnie. odpoczynek. ;)
w drodze powrotnej jde kolejka nadziemna i w drodze rezerwowuje ogladanie mieszkan - moze juz niedlugo bede szczesliwym posiadaczem kredytu (!), potem do BB, potem powrot do domu i praca.. no coz.. w koncu w weekend sie odpoczywa...

jeszcze kilka tygodni i skonczy sie to szalenstwo. zacznie sie jakies inne.

uch..

bedzie dobrze, wszystko bedzie dobrze

a mieszkanie bedzie mialo ogrod albo balkon! :))


PS. O Maroku jszcze kilka rzeczy opowiem.. sni mi sie czasami tamten magiczny czas.. az trudno uwierzyc, ze to tylko 3 godziny stad.


Sunday, 6 October 2013


moje mysli wciaz sie placza po zaulkach marakeskiej Mediny..

od poczatku zeszlego tygodnia czulam brak sil i energii zyciowej. "powakacyjna depresja". dopier we srode wieczorem zrozumialam, ze rozbiera mnie choroba.. potem byl stan podgoraczkowy i dogorywanie do konca tygodnia. i tak jakos przetelepalam sie do soboty. sobota w goraczce, niedziela poprawa..

i jest niedziela wieczor, czuje sie duzo lepiej.. w sercu wlaczyla i sie lampka marokanskiego slonca. :)
i nagle zapragnelam wykasowac miniony tydzien, wrocic do ostatniej niedzieli, wpasc do domu, wycalowac koty, przepakowac sie i wrocic na uliczki Marakeszu, gdzie Nadil i Mohamed z usmiechem dotykali dlonia serca na nasz widok, gdzie brudne koty z dlugimi pyskami siedzialy grzecznie pod krzeslami restauracji, gdzie nie obowiazuja zasady ruchu i motorki zasuwaja waskimi przejsciami  duza predkoscia a, o dziwo!, nie widzialam zadnego wypadku, gdzie smutne osiolki czekaja w pelnym sloncu na doladowanie im wiecej ciezaru, gdzie zaklinacze wezy graja na fletach wciaz te sama melodie, tak bardzo znana z filmow o krajach Afryki Polnocnej, gdzie na horyzncie widac zarys dumnego Atlasu i gdzie zimuja bociany...



zapalilam swieczki w marakeskich lampkach, wlaczylam muzyke z plytki, ktora nagral mi DJ w Sky Barze. w mieszkaniu zrobilo sie cieplej i przytulniej. gdyby jeszcze mozna bylo otworzyc na osciez okna i uslyszec nawolywania mezuinow do modlitwy rozchodzace sie synchronicznie z wiez okolicznych meczetow...










skupiam sie na rzeczach waznych - przygotowuje liste do rzeczy do zrealizowania na ten tydzien - analizowanie i planowanie pomaga odciaganac mysli od nadkruszonych emocji...


...i ciesze sie, ze Marakesz stal sie w moim zyciu. istnieje wewnatrz mnie piekne miejsce, do ktorego moge wracac, kiedy tylko zabraknie mi slonca na zachmurzonym londynskim niebie... kiedy zabraknie mi muzyki...

:)






Jemaa El Fna - cisza przed burza...

Jemaa El Fnaa to najwiekszy rynek w Marakeszu i jeden z najbardziej znanych w Afryce Polnocnej- tutaj spokojny, jak codziennie do 16stej, 17stej, otrzymal status dziedzictwa UNESCO za jego wartosc w podtrzymywaniu tadycji ludzkosci.

Juan Goytisolo powiedzial o Jemaa El Fnaa:  "Spektakl Jemaa El Fnaa powtarza sie codziennie i jest codziennie inny. Zmienia sie wszystko - glosy, dzwieki, gesty, publicznosc go ogladajaca, sluchajaca, wachajaca, smakujaca i dotykajaca przedstawienie. Tradycja ustna obramowana jest tu czyms wiekszym, nienamacalnym."



Wednesday, 2 October 2013

wyjazdy i powroty

wrocilam..

wygrzalam kosci, napatrzylam sie, nawachalam, nasluchalam i wrocilam...

wszystko opowiem...



xx


Sunday, 15 September 2013

moja droga

czytam o zdrowym odzywianiu.. nic nowego, prawda?

tkie sobie przemyslenia na glos... 

od poltora miesiaca wprowadzam zmiany w moim sposobie odzywiania i stylu zycia. zmiany znane i wyprobowane wielokrotnie. znow dzialaja. 
6 tygodni i 5 kilo pozniej wciaz czytam o zdrowym odzywianiu. Ofiary metody "trzeba jesc wszystko z umiarem" lecza po szpitalach choroby wiencowe i metaboliczne, a ja sie zastanawiam, jak daleko zajde z jedzeniem naturalnie.. 

zdrowe jedzenie w domu jest latwe, gorzej kupic cos sensownego, jesli sie nie wezmie lanczu do pracy. w zasadzie we wszystkim jest dodatkowy cukier i dodatkowe skrobia. nie ma co sie nawet zastanawiac nad tym, gdzie i w jakich warunkach warzywa i kasze urosly, czy slady czego (jakiego srodka chemicznego uzyto do plukania warzyw w potrawie) moga w tym byc.

wiec przygotowuje w domu, ile sie da i nosze do pracy w pudeleczkach, a koledzy biurowi podciagaja po lyzeczce i mlaszcza z zachwytem (no dobra - nie zawsze, ale PRAWIE zawsze! ;) ).

wysilek przygotowywania jest, ale coz.. jesli sa rowniez zdrowotne i kosmetyczne efekty, to gra jest warta swieczki. z czasem pewnie naucze sie skrotow w przygotowywaniu posilkow i wszystko bedzie szlo jeszcze szybciej, moze tez wyrobie w sobie kulinarna wyobraznie, ktorej mnie, wychowanej na gotowanych ziemniakach, kotletach mielonych, ciastach, kilelkach i budyniach (nie to zebym marudzila! powidla sliwkowe Mamy mi sie snia do dzis!), wciaz jeszcze brakuje. ;) 

poki co robie podejscie do wlasnej hodowli kielkow. chce miec przez caly rok tak piekne i blyszczace futerko, jak dzikie zwierzaki na wiosne, kiedy swiat kielkuje z radoscia i witaminkami i do zimowej diety dochadza mlode klacza. ;)

a poki co wzbogacam diete o zielone liscie, mnostwo straczkow (bialko bialko bialko!) i soki warzywne. jak dobrze jest zyc w XXI wieku, kiedy mozna sobie pozwolic na sokowirowke! ;) apetyt na kawe bez ktorej nie potrafilam zyc prawie zupelnie mi przeszedl - w zamian pije duzo wody z cytryna i juz nie wyobrazam sobie rozpoczynania dnia od "malej bialej". 

powoli zmienia mi sie smak...



a dzis na kolacje bedzie kapusniak - prawie dokladnie taki, jak u Mamy, tyle, ze z koperkiem. :) Bibsztyl juz sie nie moze doczekac! :)

PS. ostatnio Uniwersytet w Oxford opublikowal badania, ze spozywanie mleka w wieku doroslym jest niezdrowe - nie tylko nie przynosi organizmowi korzysci, ale wrecz jest niezdrowe!

.. no to koniec tych niezorganizowanych wywodow.. jakos tak mnie zebralo...

Monday, 9 September 2013

100 lat, Mamciu!


...pelnych zdrowia i smiechu ! :)

cmok cmok