Tuesday, 23 November 2010

Jack Daniels

w zeszly weekend byly u nas Dziabcie z Irlandii..
Dziabcie mialy, co prawda swoj plan na zwiedzanie Londynu, ale byly otwarte na sugestie i podpowiedzi, wiec moglam sie troszke wykazac. dziwnym zbiegiem okolicznosci kilka moich glownych pomyslow Dziabcie mialy w swoim planie uwzglenionych - za cos sie w koncu lubimy.. ;)

jednym z pomyslow byl Greenwich Market, na ktory wskoczylismy w drodze z Muzeum Morskiego i poludnika 0.. Greenwich Market juz sie zamykal na cztery spusty, ale zdazylismy poczuc choc odrobine roznorodnosci tych kolorow, wzorow, smakow i zapachow, ktore za dnia Market oferuje oszolomionym turystom probujacym w siebie wcisnac trzy egzotyczne potrawy na raz..
no wlasnie.. zapachy.. nagle oblednie zapachnialo kawa.. odwrocilam sie i zobaczylam wciaz jeszcze otwarte stoisko, pokryte kilkudziesiecioma woreczkami magicznych ziarenek. na widok mojego wydluzajacego sie nosa i wygladajacych zza niego zachwyconych oczu, Pan od Kawy sie usmiechnal i podal mi szufelke do wachania.. tzn, do nabierania kawy, ktora sie chce powachac.. ;)
po minucie wachania kawy bylam cala wypelniona jej aromatem.. (wlasnie mi sie skojarzylo, ze chyba podobnie wygladaja zasady wachania kleju.. jeszcze nigdy nie mialam 'przyjemnosci' sprobowac, ale mysle, ze jakby ktos mi dal klej o zapachu kawy, to bym sie niezle nasztachala! ;) O! niespodzianka! nie mam pojecia skad ja wiem, ze klej sie sztacha! ale ze sie sztacha, to wiem na pewno! ;P ) ..Pan od Kawy z arabskim usmiechem zmielil mi ziarenka o zapachu Belgijskiego Cynamonu, a dla Bibsztyla - milosnika whiskey, Jack'a Daniels'a.
kawa pachniala przepieknie i tak mocno, ze w drodze do domu Dziabcie czuly ja przez wszystkie opakowania i moja torbe..

w domu bylo cieplo i przyjemnie, Bibsztyl gotowal obiad.
radosnie oderwalam go od przypraw i powiedzialam, ze kupilam mu kawe Jack'a Daniels'a. Bibsztyl niewinnie spytal, czy w butelce...
 - "nie! w papierowej torebce, baranie!" :D
rozesmialismy sie oboje i zostalam odprawiona z naszej kuchni..

i w zasadzie nie bylo by w tym zadnej historii, gdyby nie to, ze Bibsztyl i BBdlugo siedzieli tej nocy..
i, ze kiedy ja oraz oba Dziabcie juz dawno spalismy snem spokojnym, Bibsztyl i BB dopili ostatnia krople alkoholu..  i wtedy Bibsztyl zaczal szukac butelki.. bo przeciez Aga kupila mu Jack'a Daniels'a na Greenwich Market..

ale ze kupila KAWE O ZAPACHU Jack'a Daniels'a Bibsztyl po prostu zapomnial..
:D

Friday, 19 November 2010

zycie.. :)

..piatkowy wieczor.. U2 w tle.. U2, ktore oboje kochamy, a ktorego oboje nie sluchalismy od wiekow.. "Joshua Tree".. U2 nieskonczenie boskie.. niezmiennie.
(kto mysli inaczej, niech spojrzy Kini w oczy i niech sam zacznie swoje rozprute tepym nozem cialo napychac nadzieniem, zeby je upiec i oddac psom na pozarcie! i niech udzwignie pogarde spojrzenia Kiniowych oczu.. pieknych i nieujarzmionych, jak bladozielone, pelne muszelek morze.. i cieple i zimne zarazem.. i bliskie i zawsze dalekie.. i zawsze dzikie i zawsze rozmarzone..

..i w takim klimacie Kiniowych oczu, z "Joshua Tree" w tle, dokonczylam jakies pol-rozzartowane zdanie i wciaz rozesmiana pobieglam do lazienki...
z resztka smiechu na ustach sciagnelam dresiki i gola pupa usiadlam na mokrej (urgh!) muszli toaletowej.. czyli na sedesie z podniesiona klapa!

i pomyslalam: $@%^@$@!!!!!
w politycznie poprawnym tlumaczeniu: kocham moje zycie, niezaleznie od podniesionej klapy toaletowej! :)

czyli, jakby powiedziala Mama Kasi: No do jasnej cholerki!!!!!

:D

Wednesday, 17 November 2010

Czeremszyna

dzis, nietypowo dla siebie, wracalam z pracy autobusem a nie rowerem.. w drodze na przystanek wsadzilam w uszy sluchawki i wlaczylam w telefonie muzyke na rozruch nog i serca. chyba sie naprawde rozruszalam, bo po minucie przypomnialo mi sie, ze M miala dzis wazny dzien i wlasnie powinna byc w drodze do domu, pelna informacji i wrazen!
szybko zadzwonilam na przeglad tematow wyzszych. pozegnalysmy sie po 15 minutach, kiedy juz siedzialam na gornym pokladzie autobusu z wyciagnietymi z plecaka materialami coachingowymi.
rozlaczylam rozmowe z M i wlozylam telefon do kieszeni wyszarpujac z niego kabelek od sluchawek.
nagle, na pol autobusu rozniosl sie wykrzykiwany pelnymi piersiami Czeremszyny i bateria mojego Sony Ericcsonna bialoruski folklor! :o

zaskoczona nagla muzyka zaczelam wyszarpywac telefon z kieszeni i na zmiane prawie go upuszczac i prawie lapac nad wlasnymi kolanami.. kiedy juz go zlapalam na dobre niezla chwile zajela mi walka z odblokowaniem drania i sciszeniem go na tyle, zeby na spokojnie wylaczyc muzyke.. jeszcze kilka sekund nioslo sie w autobusie (a moze to tylko w mojej glowie) rytmiczne echo "Oj na hory dwa dubki"..  zdziwieni nagla nieznana muzyka kolorowi pasazerowie pochadzacy z tak roznych miejsc swiata, na pierwszy rzut oka polaczeni niewieloma rzeczami oprocz tego miejsca, jezyka angielskiego i usmiechu na widok mojej nieporadnej 'akcji ratunkowej', wrocili do patrzenia sie na swoje odbicia w zadeszczonych lustrach szyb..
Nagle zrobilo mi sie dziwnie cicho i pusto.. tak, jakby ktos wylaczyl zrodlo ciepla..

wlozylam sluchawki w uszy i znow wlaczylam Czeremszyne. tym razem juz tylko dla siebie..
po chwili czerwony pietrowy autobus mknacy mokrymi ulicami poludniowego Londynu wypelnil sie radoscia gluchego bebna, swidrujacej dusze fujarki i charakterystycznego spiewu, ktory chyba juz zawsze bedzie mnie przyprawial o dreszcze.. i nagle stalo sie jakby cieplej, jakby suszej i jakby przytulniej.. na pierze autobusu w mokrym listopadowym Londynie..

"Hej diwczyno czyjaz Ty
Hej diwczyno czyjaz Ty
Hej diwczyno czyjaz Ty czyjaz Ty
Czy Ty wyjdisz hulaty.."
..

Thursday, 11 November 2010

ufoludek

mialam dzis isc z Flo na roller disco!
mialam zalozyc czerwone rajstopy i kolorowe podkolanowki - zawsze w paski (wlasnie mi przyszlo do glowy, ze Flo jest cala w kropki.. kazdej jakos odwalilo, choc kazdej w inny desen! ;P - przepraszam Flo, nie moglam sie powstrzymac! ;P)
mialam na nie naciagnac moje fioletowe getry z primarka
do tego miala byc kolorowa koszulka, czarna mini i .. wrotki, oczywiscie!
i tak sie mialam z Flo i Kotletem krecic dookola sali przez kilka godzin

sala by pewnie byla ubranych sztampowo, jak ja, wrotkowiczow
(jak roller disco, to roller disco, nie wierze, zeby komus starczylo inwencji tworczej na styl gotycki czy business smart..)
muzyka na najwyzszym discowym poziomie ;) , kilka przewrotek, mnostwo smiechu i w ogole bylo by zabawnie


tymczasem zostalam w domu.
po wysprzataniu mieszkania i prawie godzinnym skype'owaniu z Mama postanowilam zafarbowac wlosy..

i siedze sobie teraz w dresach, rozciagnietym dziurawym swetrze i z szaro-blekitnym parujacym od utleniania lbem zerkajac co chwila na zegarek.. i czuje, ze az rozsadza mnie wewnetrzna energia, choc nie wiem, co z nia zrobic.. jakbym miala teleport to wskoczylabym na chwile do Flo i Kotleta zrobic kosmiczne wrazenie na roller parkiecie.
albo do M bym wskoczyla na chwile (to by byla lepsza jazda niz wrotki!!!), bo M wlasnie ociera lzy wzruszenia po ostatnim akcie Romeo i Julii w Royal Opera House..
taki ufoludek jak ja zrobilby niezle zamieszanie!
:D

a w tle moich przemyslen, zatopiona w czekaniu na pore zmywania z glowy tego cennego wynalazku XX wieku, za ktory polowa zenskiej populacji 'blondynek' sprzedalaby dusze, koncze wlasnie kolejny rozdzial ksiazki: Co powinienem zrobic ze swoim zyciem? ("Whay should I do with my life?") Po Bronsona.. i co spojrze w lustro przychodzi mi do glowy mysl, ze z moim to w tej chwili niewiele sie chyba da zrobic.. ;P

hi hi..

Monday, 1 November 2010

praktyczne rady i wyjasnienia.... cz.1

kilka dni temu odkrylam, ze blogi maja statystyki.. Eureka!

ze statystyk mojego bloga wynika, ze najwiecej osob zajrzalo na niego google'ujac pytanie: dlaczego moj stanik skrzypi?
a ja tu gornolotnie o niepokojach duszy, o tesknocie za kawatem paproci z Puszczy i o Herbercie maszerujacym z Konopnicka.. w wyproscie i na kolanach.. ;-P

no coz.. polot polotem, a tu najwyrazniej wychodzi na to, ze istnieje zapotrzebowanie na porady praktyczne i wyjasnienia zjawisk dziwnych..

skrzypienie biustonosza niech wiec pojdzie na pierwszy ogien..
Pani Ala z Bialorusi powiedziala, ze wcale nie skrzypia druty, jak to z Mama wydedukowalysmy otumanione skrzypiacym zdziwieniem.. bo wlasnie, ze skrzypi material. przeprowadzilam dwudniowy test. zgadza sie. wyglada na to, ze to wlasnie material skrzypi.
tylko co z tego? co za roznica?
niestety, co z takim, za przeproszeniem, materialem mozna zrobc, zeby nie skrzypial, Pani Ala juz nie powiedziala..

opcja wyrzucenia jest wciaz jedyna dostepna praktyczna rada..
no chyba, ze ktos inny ma jakis pomysl na pozbycie sie skrzypienia...


*   *   *