czasami w taki sposob zaczynaja sie historie dlugich interesujacych znajomosci
czasami dokaldnie tak zaczynaja sie hitorie krotkie
a czasem zadne
wczoraj rano, na kilka metrow przed bramkami prowadzacymi do wind targajacych zaspane glowy na wysokie pietra mojego pracowego wiezowca, w obrebie mojego wzroku pojawila sie sylwetka z walizka..
i dokladnie tak, jak mija sie wielu ludzi bez zwrocenia na nich najmniejszej uwagi (ba! czasami znajomych sie nie zauwaza na ulicy!), tak ta sylwetka w moim swiecie zaistniala.
wysoki mezczyzna z walizka, stojacy na srodku ogromnego holu, gdzie czasami dokanczam poranny telefon z Lasiczka, po czym pomykam ku bramkom i daje sie polknac potworowi, ktory wypluwa mnie, przerzuta, kilkanascie godzin pozniej..
po przejsciu przez bramki uslyszalam glos ochroniarza mowiacego: "nie! z walizka prosze dookola! przepisy BHP! bramka sie moze z Panem zablokowac!" - usmiechnelam sie do siebie. ;)
wchodzac do windy, wcisnelam rutynowy guzik, drzwi zaczely sie zamykac.. jakies pol metra od upragnionej ostatniej minuty samotnosci i ciszy uslyszalam zblizajace sie ku windzie kroki.. secunda trzepotu mysli.. no nie.. nie zrobie tego czlowiekowi rano - malo co nie przycial sie w bramce - nalezy mu sie ludzki gest..
otworzylam drzwi. facet wszedl, kiwnal glowa, drzwi sie zamknely, winda ruszyla..
nie wcisnal zadnego pietra...?
Porannie, grzecznie spytalam po angielsku:
- Na ktore pietro?
- Na Xnaste
- (na moje??) ??
- Pracuje w Firmie, tylko zadko tu bywam, bo moja lokalizacja to Inne Miasto..
- Inne Miasto? Ten projekt???? :o (w Innym Miescie jest tylko jeden, MOJ projekt!!!)
- Tak.., pracuje na Tym projekcie..
- Ja tez! Ja na Ten projekt .... bla bla bla...
2 zdania pozniej Mezczyzna wyciagnal dlon: Bartosz.
- Agnieszka... :D
malo, ze nie wiedzialam, ze pracuja tam jacykolwiek Polacy, to w dodatku okazalo sie, ze bedziemy na pewnych plaszczyznach ze soba troche wspolpracowac. :)
po poludniu spotkalismy sie, zeby troche porozmawiac o projekcie. fajny czlowiek.
warto bylo zrezygnowac z kojacej chwili samotnosci w windzie i, po ludzku, przytrzymac drzwi nieznajomemu.
PS. tesknie za bieganiem... juz niedlugo..
trudno mi napisac o czym jest moj blog.. to przygody, wieksze i mniejsze, smieszne lub filozoficzne, ktore przezywam kazdego dnia w pracy, domu, sklepie, jezdzac na rowerze, biegajac, czy tez robiac zdjecia.. to przyjaciele, znajomi i rodzina.. pasje badz ich brak.. zbior mysli uczesanych i gladkich oraz tych skrzypiacych, ktore nie daja spokoju.. ..moje zycie na emigracji.. czasami magiczne i kolorowe, czasami szare do bolu, ale przeciez szary to tez kolor.. ;-)
Wednesday, 20 February 2013
Sunday, 17 February 2013
bilet do nieba
bylam dzis w Lewisham, ktore jest dzielnica... hmmm... interesujaca.. niezbyt bogata, niezbyt wyksztalcona.. stosunek zasilkow do ludzi pracujacych na pewno jest tam wyzszy niz w standardowych dzielnicach Londynu..
na srodku Lewisham w soboty odbywa sie market.
srzedawcy warzyw na bazarze wykrzykiwali (naprawde glosno, modulujac frazy) dziwne halsa majace odciagnac kupujacych od miski burakow za funta na sasiednim kramie i przyciagnc do miski burakow za funta na ich kramie..
inni ludzie, z bibliami w dloniach, pokrzykiwali, zeby kochac ich boga, bo i on przeciez nas wszystkich kocha... jeszcze inni ludzie nawolywali przechodzacych do wsparcia protestu przeciwko zamknieciu izby wypadkow i chorob naglych w lokalnym szpitalu.
..i tak mnie jakos meczy, ze nie podeszlam do tych, co egoistycznie zarabiaja na wlasny bilet do nieba i nie powiedzialam im, ze jesli dolacza do tej drugiej grupy, to im szansa na niebiosa wzrosnie..
*** i tu mozna przestac czytac...
**** a tu dodatek..
niestety pozniej Bibsztyl mnie wyprowadzil z pomylkowego myslenia o egoistyzcnym, ale jednak akceptowalnym pomysle zarabiania na bilet do nieba.. Ci krzyczacy zazwyczaj naleza do ktoregos z wielu malych kosciolow odlamowych, ktorych, prawda, w okolicach Lewisham mnostwo.. oni nie na bilet do nieba zarabiaja.. oni zarabiaja po prostu.. ogladam dzis w internecie filmiki z ksiezami takich kosciolow, ktorzy z roznych powodow zdecydowali sie opowiedziec, jak to sie na wiernych zarabia audycjami radiowymi.. pelen pasji glos: "jesli kochasz Chrystusa zasadz ziarenko milosci, Chrystus odda Ci je z nadwyzka w ciagu 5 tygodni.. John wyslal 10 dolarow, 7 dni pozniej wygral 300 na loterii, Anna zasadzila ziarenko 50 dolarow i 4 tygodnie pozniej dostala nieoczekiwany spadek po ciotce, ktorej nie znala.. jesli kochasz Chrystusa otworz portfer teraz, jest w nim 10ciodolarowka? jezeli jest to zadadz ziarenko milosci, a Pan Ci zwroci milosc z nawiazka..."
Ci ksieza dobrze wiedza, co robia.. statystycznie takiej audycji slucha 5000 osob, 500 zajrzy do portfela, 400 bedzie mialo 10ciodolarowke, 200 "zasadzi zierenko milosci". 15 minut namietnej audycji w malej koscielnej rozglosni, 2000 dolarow na koncie.
w d.. lokalny szpital i ratowanie innych, w d.. niebo, zrobmy sobie niebo na ziemi, z Chrystusem na ustach.. "My Lord loves you, Maam.."
**** a jesli ktos sie zniesmaczyl druga czescia wpisu, to moze wrocic do pierwszej i pozostawic sprawe na moim naiwnym komentrzu.. Lewisham to dzielnica socjalnych dziwow. ;)
na srodku Lewisham w soboty odbywa sie market.
srzedawcy warzyw na bazarze wykrzykiwali (naprawde glosno, modulujac frazy) dziwne halsa majace odciagnac kupujacych od miski burakow za funta na sasiednim kramie i przyciagnc do miski burakow za funta na ich kramie..
inni ludzie, z bibliami w dloniach, pokrzykiwali, zeby kochac ich boga, bo i on przeciez nas wszystkich kocha... jeszcze inni ludzie nawolywali przechodzacych do wsparcia protestu przeciwko zamknieciu izby wypadkow i chorob naglych w lokalnym szpitalu.
..i tak mnie jakos meczy, ze nie podeszlam do tych, co egoistycznie zarabiaja na wlasny bilet do nieba i nie powiedzialam im, ze jesli dolacza do tej drugiej grupy, to im szansa na niebiosa wzrosnie..
*** i tu mozna przestac czytac...
**** a tu dodatek..
niestety pozniej Bibsztyl mnie wyprowadzil z pomylkowego myslenia o egoistyzcnym, ale jednak akceptowalnym pomysle zarabiania na bilet do nieba.. Ci krzyczacy zazwyczaj naleza do ktoregos z wielu malych kosciolow odlamowych, ktorych, prawda, w okolicach Lewisham mnostwo.. oni nie na bilet do nieba zarabiaja.. oni zarabiaja po prostu.. ogladam dzis w internecie filmiki z ksiezami takich kosciolow, ktorzy z roznych powodow zdecydowali sie opowiedziec, jak to sie na wiernych zarabia audycjami radiowymi.. pelen pasji glos: "jesli kochasz Chrystusa zasadz ziarenko milosci, Chrystus odda Ci je z nadwyzka w ciagu 5 tygodni.. John wyslal 10 dolarow, 7 dni pozniej wygral 300 na loterii, Anna zasadzila ziarenko 50 dolarow i 4 tygodnie pozniej dostala nieoczekiwany spadek po ciotce, ktorej nie znala.. jesli kochasz Chrystusa otworz portfer teraz, jest w nim 10ciodolarowka? jezeli jest to zadadz ziarenko milosci, a Pan Ci zwroci milosc z nawiazka..."
Ci ksieza dobrze wiedza, co robia.. statystycznie takiej audycji slucha 5000 osob, 500 zajrzy do portfela, 400 bedzie mialo 10ciodolarowke, 200 "zasadzi zierenko milosci". 15 minut namietnej audycji w malej koscielnej rozglosni, 2000 dolarow na koncie.
w d.. lokalny szpital i ratowanie innych, w d.. niebo, zrobmy sobie niebo na ziemi, z Chrystusem na ustach.. "My Lord loves you, Maam.."
**** a jesli ktos sie zniesmaczyl druga czescia wpisu, to moze wrocic do pierwszej i pozostawic sprawe na moim naiwnym komentrzu.. Lewisham to dzielnica socjalnych dziwow. ;)
Sunday, 10 February 2013
"Co z tym swiatem?"
czytam swietna ksiazke..
skomponowana z wywiadow rozmowe dziennikarki "Zwierciadla" Renaty Rudzikowskiej z Wojciechem Eichelbergerem..
rozmowe o traktowaniu kobiet i ziemi przez wspolczesny swiat, o jedzeniu miesa, o chorobach i depresjach, o agresji w szkolach, o nieustannej walce, ktora stalo sie nasze zycie..
walce o wartosci, ktore sa dla nas nienaturalne, wiec zamiast spokoju i satysfakcji, przynosza jeszcze wieksza depresje, niepokoj i samotnosc..
polecam...
interesujaca dyskuja.. niezaleznie od tego, czy czytajac kiwamy przytakujaco glowa, czy nie zgadzamy sie z pogladami rozmowcow, na pewno ksiazka jest swietnym powodem, zeby po raz kolejny przemyslec, co jest dla nas wazne i czy pilnujemy, zeby te przewodnie wartosci odzwierciedlac w naszym zyciu codziennym..
a to w XXI wieku, w swiecie korporacji, agresywnego kapitalizmu i zerowego bezpieczenstwa socjalnego, bardzo trudna sztuka...
skomponowana z wywiadow rozmowe dziennikarki "Zwierciadla" Renaty Rudzikowskiej z Wojciechem Eichelbergerem..
rozmowe o traktowaniu kobiet i ziemi przez wspolczesny swiat, o jedzeniu miesa, o chorobach i depresjach, o agresji w szkolach, o nieustannej walce, ktora stalo sie nasze zycie..
walce o wartosci, ktore sa dla nas nienaturalne, wiec zamiast spokoju i satysfakcji, przynosza jeszcze wieksza depresje, niepokoj i samotnosc..
polecam...
interesujaca dyskuja.. niezaleznie od tego, czy czytajac kiwamy przytakujaco glowa, czy nie zgadzamy sie z pogladami rozmowcow, na pewno ksiazka jest swietnym powodem, zeby po raz kolejny przemyslec, co jest dla nas wazne i czy pilnujemy, zeby te przewodnie wartosci odzwierciedlac w naszym zyciu codziennym..
a to w XXI wieku, w swiecie korporacji, agresywnego kapitalizmu i zerowego bezpieczenstwa socjalnego, bardzo trudna sztuka...
Labels:
idealy,
książki,
literatura,
przemyslenia,
sens istnienia,
szczęście,
tesknoty,
weganizm,
wegetarianizm
Subscribe to:
Posts (Atom)