Wednesday, 24 August 2011

praktyczne rady... część 3cia - mleko

Najpierw będzie krotka opowieść o nowoczesnej miastowej paniusi, co do czytanej w łózku książki sączyłasobie czerwone wino, nabyte przez Bibsztyla w ramach odkupienia wszystkich grzechów popełnionych oraz tych nie popełnionych jeszcze. Wino w kolorze klarownego bordo piękną cierpkością rozchodziło się po podniebieniu i zamieniało język w papier ścierny. Po kilkunastu stronach i pierwszej wysączonej lampce zawołałam Bibsztyla, który rozbawiony moim nastrojem ('jestem tego warta') posłusznie uzupełnił nektar w moim kielichu.. było przyjemnie, ciepło i cicho.
Czytałam do momentu, kiedy zauważyłam, że od dłuższego czasu mam otwarte już tylko jedno oko, a i to do połowy. Zamknęłam je i zasnęłam. Chwilę później książka zamknęła się sama...

Romantyczny wieczór moich uniesień winno-literackich miał miejsce w sobotę. We środę zauważyłam dziwny cień na ścianie. Po dokładniejszym obejrzeniu okazało się, że to nie cień, tylko ślady rozmazanej krwi!! Co się w tym domu dzieje? :o
Odsunęłam skrzynie służącą za stolik na lampkę nocna i zobaczyłam scenę z horroru! Wszyscy żywi, nie ma krwi! Na podłodze leży biała koszula mojego mężczyzny, a na niej, a krwisto-bordowej plamie stłoczona lampka do wina!!!
Moja ukochana biała koszula Bibsztyla! Koszula, w której Bibsztyl wygląda tak hiper przystojnie, ze sama go sobie zazdroszczę!! :( buuuuuu....
Pierwsze ognie poleciały w dyżurnego winnego - zawsze rzuca ubrania gdzie popadnie! No nie mogłam odżałować, że bałaganiarz zmarnował taka piękną koszule! :(
Dopiero po fali złości i żalu przyszła cicha refleksja, że lampka z winem na skrzyni obok łóżka, to chyba jednak nie był najlepszy pomysł.. :(
Grunt, że Bibsztyl w delegacji – zanim wróci spiorę plamy i nic nie będzie widać. No i właśnie. Po całym wieczorze szorowania i zmieniania środków – zaczynając od zimnej wody, mydła, płynu do mycia naczyń, a na skomplikowanych proszkach wybielających i odplamiających kończąc zrobiłam poszukiwanie porad w internecie i znalazłam jedna naprawdę genialną!! :D
Rada genialna przedstawia się następująco:
Wrzucić zaplamione czerwonym winem ubranie w mleko. :) Mleko w miskę, koszulę w mleko i zostawić to w takim układzie na noc.
Rano większość plam zniknęła, tylko jedna, największa z nich była wciąż widoczna. Nalałam kolejna porcje mleka, wrzuciłam w to koszule i pojechałam do pracy. Wieczorem koszula była idealnie odplamiona. :)

O tej całej historii przypomniało mi się przedwczoraj wieczorem, kiedy Bibsztyl wyciągnął z szafy kilka ubrań i prowokującym głosem powiedział, że niedługo jedziemy na wakacje.. ;)
...znowu będziemy roześmiani i opaleni, ja w mojej pomarańczowej sukience, a on w tej swojej seksownej koszuli, w której mi się tak bardzo podoba.. ;P
Mówiąc to Bibsztyl założył białą koszulę i idąc w moim kierunku krokiem podstarzałego playboya i z uśmiechem z reklamy Marlboro, zaczął zapinać kolejne guziki.. Od dołu, do góry.. Po jednym.. W momencie kiedy był na wysokości klatki piersiowej, od dołu, do góry, po jednym, zaczęły mu się rozpinać guziki na brzuchu! 
:D
:D
:D
Mało się nie posikałam ze śmiechu! :D

* * * mleko wyciąga plamy z czerwonego wina.! :)

Sunday, 21 August 2011

Cheftain


Zupełnie niespodziewanie i zupełnie nie jak na silny i niepokonany holownik przystało, 12-stego sierpnia rano, w Londynie zatonął „Chieftain”. Zniknął pod woda w niecałe 30 sekund, jak mówią świadkowie. Dwóch członków załogi Cheftain'a od razu wyciągnięto z wody. Akcja poszukiwawcza trzeciego i ostatniego z nich, trwała do późnego popołudnia. Nie zakończyła się szczęśliwie..
Ciało mężczyzny znaleziono kilka dni później na brzegu Tamizy.
W zeszły czwartek potężny dźwig wyciągnął z rzeki ciało Chieftain'a i życie na Tamizie wróciło do normy.
Chieftain nie stoi już w doku niedaleko mojego domu, gdzie codziennie mijałam go wracając z pracy. No i jedna rodzina straciła męża i ojca.. Hołd Chieftain'owi i jego załodze.. Chyba nikt by się nie spodziewał...
 

Pogoda nie była sprzyjająca. Zachmurzone niebo, deszczowo, wietrzyscie i zimno, +14 stopni Celsiusa

Zmęczeni ratownicy
 
Skala dźwigu w porównaniu z ratownikami, Cheftain'em i blokiem w tle
 ...

Friday, 19 August 2011

wiara w siebie, poważne firmy i spełnianie marzeń

I znów o szalonej Marchewce. Marchewka znudzona już do westchnień i przewracania oczami swoja poważną i szanowaną, aczkolwiek nudną pracą aplikowała do innej poważnej firmy z założeniem, że nie przejdzie etapu selekcji CV, ale choć cokolwiek zrobi, żeby 'szczęściu' pomoc. Z 1500 kandydatów wybrano 300, których poproszono o wypełnienie testów on-line. Zaskoczona akceptacja CV Marchewka zrobiła testy, ale że zawsze była z testów słaba, wiedziała, że tego etapu nie przejdzie. Przeszła. Poważna firma zaprosiła ja na całodniowe indywidualne i grupowe rozmowy kwalifikacyjne i współzawodnictwa, które mi bardziej przypominają konkursy z obozów harcerskich niż poważny proces rekrutacyjny, ale.. ja się na tym nie znam. Po otrzymaniu tego zaproszenia Marchewka nie wytrzymała i zadzwoniła, żeby mi o wszystkim opowiedzieć. Hurrraaaa!!!!
Na spotkanie rekrutacyjne zaproszonych zostało 180 z 1500 osób. :)
Marchewka opowiadała mi z jakich powodów nie ma szans na zdobycie tej pracy, ja jej tłumaczyłam, z jakich powodów szanse ma. Po długim i męczącym dniu rekrutacyjnym, pomimo dogłębnej analizy wszystkich niedociągnięć i pożegnaniu się ze snem o ciekawszej pracy, z poważnej instytucji przyszła pozytywna decyzja!! Marchewka była tak pozytywnie zaskoczona, ze w przypływie szczęścia napisała mi sasa: „Wiesz Aguś, jak ja te prace dostane, to już chyba naprawdę w siebie uwierzę!” Odpisałam, że trzymam ja za słowo.
I jakoś tak kontakt nam się zawiesił na 2 czy 3 tygodnie...
Od trzech dni myślę o tym, żeby zadzwonić do Marchewki i spytać kiedy ma kolejne całodniowe spotkanie i codziennie, z różnych powodów, nie dzwonię.
20 minut temu przyszedł sms: „Aga dostałam te prace! Jestem w szoku!! Zaczynam w marcu...”
Natychmiast zadzwoniłam. Spotkanie rekrutacyjne było we wtorek, wyniki podano dziś, Marchewka jest w gronie 30stu szczęśliwców wyselekcjonowanych z 1500 kandydatów.
Tak, pamięta tamtego smsa o wierze w siebie i faktycznie czuje, że coś się wewnątrz niej zmienia i umacnia.. i w każdym momencie zachwiania tej wiary będzie sobie o nim przypominała. Z obecnej pracy odejdzie w październiku, może w listopadzie. Spędzi parę tygodni z rodzina, a potem.. A potem pojedzie w jakaś piękną podroż.. Dokładnie tak, jak kocha najbardziej..
Do d... z takimi Marchewkami, co niby nie dadzą rady, a tu i góry zdobywają i je przenoszą, i jeszcze w dodatku realizują marzenia i jeżdżą po świecie.. ;)

**
Za 2 tygodnie opijam z Marchewką i nową pracę i kolejną podroż, na którą tak bardzo czekała.. I z której przywiezie kolejne opowieści.. :))
Brawo, Marchewko! Brawo!

Tuesday, 9 August 2011

zamieszki w Londynie..

Nie zamieszki właściwie, a prawdziwy rozbój. Powybijane szyby, pookradane centra handlowe, płoną samochody, puby, sklepy i domy.. Ulica, na której co sobotę kupuje na bazarku warzywa tez przeszła kilka pożarów. Mnie 'riot' ominął totalnie. Pomimo soboty na bazarku, niedzieli w Greenwich i pracy w centrum przez ostatnie dwa dni, żeby zobaczyć jakiekolwiek zniszczenia muszę pojechać rowerem w inne okolice.

Policja zastrzeliła mężczyznę, urządzono manifestacje przed komisariatem, manifestacja przerodziła się w zamieszki, zamieszki w ogromny zbiorowy rozbój na skale jakiej Europa dawno nie widziała. I co teraz będzie?
Po ponad czterech dobach trochę ucichło. W końcu każdy potrzebuje snu, nawet kryminalista. Ponad 500 osób aresztowanych, 105 już otrzymało kary/wyroki, ale co będzie dalej?
Więcej pieniędzy na policję, czy więcej pieniędzy na edukację..?
No przecież po tym, jak już wszyscy Ci przestępcy zostaną aresztowani i osadzeni w wiezieniach, trzeba będzie coś zrobić z ich młodszym rodzeństwem i sąsiadami dorastającymi we wciąż tych samych okolicach i warunkach..
Tabliczka mnożenia - nie bardzo; tablica rozgrywek finałowych footballu z ostatnich kilku lat - na pamięć. Pompuje się w ludzi kult wyglądu, gadżetów i x-factora, zamiast edukacji.

Te rozboje nie są przecież robione przez ludzi, którzy maja stabilną sytuację materialną na 'przyzwoitym' poziomie, wsparcie w domu i perspektywy na przyszłość..

W transmisji BBC jakaś kobieta (starsza Murzynka) powiedziała zdanie, które do mnie bardzo przemówiło. Że Ci agresorzy, to są ludzie, którzy najbardziej potrzebują pomocy. I że jest na nich wściekła, bo oni właśnie teraz krzyczą o tę pomoc, tylko robią to w taki sposób, że ten krzyk na długo odstraszy od nich wszystkich, którzy mogliby coś dla nich i ich społeczności zrobić. I że owszem, podkreślili problem, ale zarazem przekreślili możliwość rozwiązania go, bo stali się kryminalistami. 

Chodzę i gadam sama ze sobą.
Żyjemy w interesujących czasach, co do tego nie mam żadnych wątpliwości...

Wednesday, 3 August 2011

Odpowiedni czas..

Marchewka zabierała się do szukania pokoju kilka miesięcy. Jako, że dziewczę naprawdę dobre, to czekało na znajomych, którzy nie do końca wiedzieli, czy oni się będą przeprowadzać, wyprowadzać czy zostawać na starych śmieciach.. Szukała tez Marchewka roweru. Kupiła, z drugiej reki, śliczny rower marki X. Absolutnie w nim zakochana wymieniła mu oponki, siodełko, kłódki i najszczęśliwsza na świecie wystawiła do ogródka swojego starego rzęcha . Po kilku tygodniach niedobrzy ludzie nowy nowy rower ukradli. Serce Marchewki rozprysło się na tysiąc kawałków. Marchewka skorzystała w kola ratunkowego.. Pol godziny rozmawiałyśmy o niesprawiedliwości i balansie w przyrodzie.. I że to nie będzie tak zawsze, że ona będzie traciła rzeczy które tak kocha.. Tak, jak aparat fotograficzny z kilkoma miesiącami zdjęć, który straciła podczas podroży..
Kilka dni po naszej rozmowie źli ludzie ukradli tez rzęcha..

Tym razem telefon był informacyjny tylko. Kropka nad i. Rece opadły bezsilnie. Nie ma o czym mówić.

Po kilku tygodniach wysłałam smsa. Spotkałyśmy się następnego wieczoru. Roześmiana Marchewka przeszła przez próg i powiedziała: Nie uwierzysz ile się wydarzyło w ciągu ostatniego miesiąca! Kupiłam laptopa bo tamten mi padł! A potem nowy rower! I przeprowadziłam się do świetnego mieszkania! ...I mam chłopaka..! :D

Po stracie poprzedniego roweru Marchewka zaczęła obsesyjnie szukać identycznego. Kiedy zobaczyła zdjęcie czarnego, matowego X, ugięły się pod nią kolana.. Cena była okazyjna. Tego samego dnia była u właściciela. Wróciła do domu rowerem. Szczęśliwa.
Tydzień później, oglądając kolejne mieszkanie z ogłoszenia poczuła nagle dobra energię i pomyślała: chyba mogłabym tu mieszkać.. stwierdziła, że nie będzie wiecznie czekać na znajomych, którzy sami nie wiedza czego chcą, ale na pewno chcą, żeby ona to wszystko załatwiła.. wciąż z wyrzutami sumienia podpisała umowę o najem pokoju. Po kilku tygodniach okazuje się, że znajomi wciąż się nie mogą zdecydować, podczas kiedy Marchewka zaczęła już oddychać pełna piersią.. ..Kilka dni po przeprowadzce poszła z koleżanką do pubu - pogadać, potańczyć i się pośmiać.. Koleżanka przyprowadziła sąsiada, którego Marchewka znała od dawna, ale jakoś nigdy..
Wieczór skończył się rano, kiedy przemarznięci siedzieli nad rzeka i rozmawiali o podróżach, o rowerach, o marzeniach..
Potem spotkali się jeszcze raz.. I jeszcze raz.. I Marchewka mówi, że sama w to wszystko nie wierzy śmiejąc się od ucha do ucha i nie kryjąc ogników radości w oczach!

Wiesz, Aguś.. bo to chyba przyszedł odpowiedni czas po prostu..