codziennie rano, kiedy ruszam rowerem w strone pracy, niedaleko domu natykam sie na starsza azjatycka Pania.. trudno mi okreslic, z ktorego kraju pochodzi. w zasadzie wydaje mi sie, ze rozrozniam narodowosci azjatyckie - na pewno Japonczykow, Chinczykow i Wietnamczykow, ale bardzo mozliwe, ze polowa rozroznionych przeze mnie 'Wietnamczykow' pochodzi z Korei.. ;) co do niej - nie ma pojecia skad mogla tu przyjechac..
Pani jest starsza, malutka, w dresie przypominajacym pizame (zdrowy rozsadek karze mi napisac, ze to dres, moje serce nie ma watpliwosci, ze to pizama!!) i w ogromnych okularach slonecznych zaslaniajacych 3/4 twarzy.
jedna z tych azjatyckich starszych pan, co bardziej przypominaja ksztaltem dorodne warzywo pak-choi niz bambusowa tyczke.
Pani chodzi. uprawia drazniacy mnie do bolu marsz podczas ktorego wymachuje rekoma i szura stopami. stawia je tak, jakby chciala stopy wsunac pod dywan betonowego nabrzeza rzeki, a swoje stawy kolanowe miala nie w kolanach, a gleboko w d...
bynajmniej nie jest to podbijajacy Europe nordic walking
na poczatku Pani mnie doprowadzala do kilkusekundowej pasji.. najpierw z daleka dochodzil mnie odgloc wszurywanych pod asfalt stop, potem zza budynku/rogu/drzewa wylaniala sie okraglawa sylwetka w rozowej/seledynowej/niebieskiej pizamie machajaca rekoma tak, ze czlowiek sie zastanawia czy to mial byc kraul czy zabka. draznila mnie, jak czerwona plachta byka. na poziomie podswiadomym.. probowalam nawet wychodzic z domu o innych godzinach, zeby jej nie spotykac - bezskutecznie.
chyba nigdy wczesniej nie spotkalam nikogo, na kogo ragowalabym w ten sposob. czulam sie tak winna i wredna, ze nauczylam sie usmiechac na mysl o niej i zamiast zlosliwosci rodzacej sie na widok azjatyckiej pani obudzilam w sobie rozbawienie.. ;)
juz mnie nie drazni zupelnie - pewnie zreszta jest fajna, energiczna babcia z dziesiatka wnukow. ;) zaczela mnie po prostu interesowac. ogladam kolekcje pizam, zastanawiam sie, w jakim jest nastroju, co robi popoludniami..
15 minut temu wyjrzalam przez okno i zobaczylam Pania ponownie.. szuranie nog, pizama, okulary.. moja codzienna, poranna powtarzalnosc..
z jedna roznica
ta kobieta szla TYLEM
trudno mi napisac o czym jest moj blog.. to przygody, wieksze i mniejsze, smieszne lub filozoficzne, ktore przezywam kazdego dnia w pracy, domu, sklepie, jezdzac na rowerze, biegajac, czy tez robiac zdjecia.. to przyjaciele, znajomi i rodzina.. pasje badz ich brak.. zbior mysli uczesanych i gladkich oraz tych skrzypiacych, ktore nie daja spokoju.. ..moje zycie na emigracji.. czasami magiczne i kolorowe, czasami szare do bolu, ale przeciez szary to tez kolor.. ;-)
Thursday, 29 April 2010
Monday, 26 April 2010
trawka...
tak na oslode po calym dniu poniedzialkowej depresji pracowej, przypomnialo mi sie zdarzenie sprzed kilku tygodni..
dzwonie do firmy X
- Dzien dobry, poprosze z Panem Dariuszem Trawa..
- Chyba Trawka?
- A tak! Trawka! Przepraszam..
- Proszke!
..gdyby nie to, ze przesypatyczna pani sekretarka mnie od razu przelaczyla, chyba bym sie poplakala ze smiechu!
:D
dzwonie do firmy X
- Dzien dobry, poprosze z Panem Dariuszem Trawa..
- Chyba Trawka?
- A tak! Trawka! Przepraszam..
- Proszke!
..gdyby nie to, ze przesypatyczna pani sekretarka mnie od razu przelaczyla, chyba bym sie poplakala ze smiechu!
:D
Monday, 19 April 2010
kaczka
kilka dni temu wprowadzilam zakaz palenia w domu. przestrzegamy go na jakies 60-70%, wiec od czasu do czasu wychodze z Bibsztylem na papierosa..
niecala godzine temu Bibsztyl zaczal sie ubierac do wyjscia, wiec zawiesilam aparat na szyi i zalozylam buty.
na dworze byla przepiekna, jasna pogoda, cieplo.. bardzo wysoki poziom wody w Tamizie.. pstryknelam kilka zdjec palacemu Bibsztylowi i okolicy..
obok schodow prowadzacych ze starej bramy do rzeki plywala kaczka, jakby walczac ze spychajacymi ja na beton falami. weszlam na 3 schodki i zaczelam jej robic zdjecia.
kaczka zaczela pozowac. zawolalam Bibsztyla i pokazalam mu pozujaca kaczke, ktora ewidentnie juz ustawiala sie bokiem do obiektywu filuternie przechylajac swoj smieszny kaczy leb..
zaczelismy sie smiac z gotowej do pozowania kaczki.. ;)
pstryknelam jej kolejne zdjecie, powiedzialam: kwa, kwa
odwrocilam sie
i spadlam ze schodow
***
czlonki lewej strony ciala mam w kilku miejscach posiniaczone i poobdzierane ze skory - prawa strona ciala nietknieta.. ..bo w prawej rece trzymalam aparat! :)
instynkt aparatozachowawczy..
*
niecala godzine temu Bibsztyl zaczal sie ubierac do wyjscia, wiec zawiesilam aparat na szyi i zalozylam buty.
na dworze byla przepiekna, jasna pogoda, cieplo.. bardzo wysoki poziom wody w Tamizie.. pstryknelam kilka zdjec palacemu Bibsztylowi i okolicy..
obok schodow prowadzacych ze starej bramy do rzeki plywala kaczka, jakby walczac ze spychajacymi ja na beton falami. weszlam na 3 schodki i zaczelam jej robic zdjecia.
kaczka zaczela pozowac. zawolalam Bibsztyla i pokazalam mu pozujaca kaczke, ktora ewidentnie juz ustawiala sie bokiem do obiektywu filuternie przechylajac swoj smieszny kaczy leb..
zaczelismy sie smiac z gotowej do pozowania kaczki.. ;)
pstryknelam jej kolejne zdjecie, powiedzialam: kwa, kwa
odwrocilam sie
i spadlam ze schodow
***
czlonki lewej strony ciala mam w kilku miejscach posiniaczone i poobdzierane ze skory - prawa strona ciala nietknieta.. ..bo w prawej rece trzymalam aparat! :)
instynkt aparatozachowawczy..
*
Saturday, 17 April 2010
utrata kontroli nad wiedzmim kapeluszem
e-mail -> ja do Panny M:
Kochana Boziu i Kosmosie..
To prawda, ze moglam jeszcze troche poczekac, ale buty do biegania naprawde byly mi potrzebne..
Co do koszulki i spodenek nie mam wytlumaczenia..
Jednak w zwiazku z tym, ze kupilam tylko 1 komplet i oparlam sie pokusie posiadania drugiego (tego z pieknymi rozowymi lamowkami wzdluz nogi…), bardzo Was prosze o wsparciem finansowe w przyszlym miesiacu.. Moze o dokumenty z Balkanow, zebym mogla dokonczyc realizacje projektu klienta? Takie rozwiazanie uszczesliwilo by to tez kilka innych osob.. a oni nie rozpieprzyli pieniedzy na ubranka do biegania.. ;)
Z gory dziekuje i obiecuje w intencji wspierania kosmicznej pomocy spac w wiedzmim kapeluszu przez 3 noce.
Wasza szczesliwa i splukana
ja
*****
e-mail -> Panna M do mnie:
Zobaczymy co da sie zrobic...
I nie 3 noce w kapeluszu, a 4, plus wywietrzenie kapelusza na kawie z Twoja przyjaciolka M 24go kwietnia.
Kosmos
PS Milego biegania:)
*****
e-mail -> ja do Panny M:
O w morde!!!!!!!!!!!!!!!
Mam go nosic przy ludziach?????
M.. czy Ty tu nie zalatwiasz jakichs swoich prywanych porachunkow ze mna przypadkiem...?
;)
*****
e-mail -> Panna M do mnie:
a skad...
ale kapelusz wlozysz?
*****
(dostalam dokumenty)..
*****
e-mail -> ja do Panny M:
Ok, Boziu i Kosmosie.. dziekuje!
...to teraz poprosze, zeby wszysycy podpisali dokumenty na poniedzialek rano i zeby caly projekt zamknal sie do przyszlej srody...
W zamian za to dam sie nacieszyc wrednej malpie-przyjaciolce i wloze wiedzmi kapelusz, ku radosci wczesniej wspomnianej, na kawe z owa – 24 kwietnia! :)
*****
e-mail -> Panna M do mnie:
I love you:)
Kosmos
xxx
...
i pomimo, ze zblizam sie do realizacji mojego celu, to czuje sie troche wrolowalna.. tylko nie wiem przez kogo.. bo najpierw K wymyslila motyw spania w wiedzmim kapeluszu w intencji wspierania kosmicznej mocy, potem wyklepalam ten smieszny pomysl M zalewajac sie lzami rozchichotanej radosci, a teraz nagle okazuje sie, ze bede w nim pila kawe z Panna M na miescie..
czuje sie troche tak, jakby to wiedzmi kapelusz przejal kontrole nad sytuacja..
ale wezme go na te kawe na miescie! obiecuje!
skoro tak bardzo chce pojsc na spacer - wyprowadze go, gdziekolwiek zechce!
Kochana Boziu i Kosmosie..
To prawda, ze moglam jeszcze troche poczekac, ale buty do biegania naprawde byly mi potrzebne..
Co do koszulki i spodenek nie mam wytlumaczenia..
Jednak w zwiazku z tym, ze kupilam tylko 1 komplet i oparlam sie pokusie posiadania drugiego (tego z pieknymi rozowymi lamowkami wzdluz nogi…), bardzo Was prosze o wsparciem finansowe w przyszlym miesiacu.. Moze o dokumenty z Balkanow, zebym mogla dokonczyc realizacje projektu klienta? Takie rozwiazanie uszczesliwilo by to tez kilka innych osob.. a oni nie rozpieprzyli pieniedzy na ubranka do biegania.. ;)
Z gory dziekuje i obiecuje w intencji wspierania kosmicznej pomocy spac w wiedzmim kapeluszu przez 3 noce.
Wasza szczesliwa i splukana
ja
*****
e-mail -> Panna M do mnie:
Zobaczymy co da sie zrobic...
I nie 3 noce w kapeluszu, a 4, plus wywietrzenie kapelusza na kawie z Twoja przyjaciolka M 24go kwietnia.
Kosmos
PS Milego biegania:)
*****
e-mail -> ja do Panny M:
O w morde!!!!!!!!!!!!!!!
Mam go nosic przy ludziach?????
M.. czy Ty tu nie zalatwiasz jakichs swoich prywanych porachunkow ze mna przypadkiem...?
;)
*****
e-mail -> Panna M do mnie:
a skad...
ale kapelusz wlozysz?
*****
(dostalam dokumenty)..
*****
e-mail -> ja do Panny M:
Ok, Boziu i Kosmosie.. dziekuje!
...to teraz poprosze, zeby wszysycy podpisali dokumenty na poniedzialek rano i zeby caly projekt zamknal sie do przyszlej srody...
W zamian za to dam sie nacieszyc wrednej malpie-przyjaciolce i wloze wiedzmi kapelusz, ku radosci wczesniej wspomnianej, na kawe z owa – 24 kwietnia! :)
*****
e-mail -> Panna M do mnie:
I love you:)
Kosmos
xxx
...
i pomimo, ze zblizam sie do realizacji mojego celu, to czuje sie troche wrolowalna.. tylko nie wiem przez kogo.. bo najpierw K wymyslila motyw spania w wiedzmim kapeluszu w intencji wspierania kosmicznej mocy, potem wyklepalam ten smieszny pomysl M zalewajac sie lzami rozchichotanej radosci, a teraz nagle okazuje sie, ze bede w nim pila kawe z Panna M na miescie..
czuje sie troche tak, jakby to wiedzmi kapelusz przejal kontrole nad sytuacja..
ale wezme go na te kawe na miescie! obiecuje!
skoro tak bardzo chce pojsc na spacer - wyprowadze go, gdziekolwiek zechce!
Thursday, 8 April 2010
moja godzina
wrocilam dzis do domu wczesniej niz zwykle..
o zgrozo i gromy swiata we mnie, wyszlam dzis z pracy tylko 10 minut po 'standardowym' czasie + nie weszlam po drodze do Tesco na zakupy!!
Jakie lamanie zasad spolecznych! Ja - zdrajca systemu! Ja - buntownica!
Kobieta bohater! ;)
..dzieki tej zdradzie systemu zdazylam wejsc do mieszkania wciaz jeszcze zalanego swiatlem.. na poczatku zaniemowilam z wrazenia, a potem nagle uslyszalam swoj wlasny glos: kocham Cie, Domku..
bylo tak pieknie i cieplo i jasno, ze az chcialo sie zyc, ruszac, robic cos! Obudzila sie energia zupelnie inna niz ta, ktora czeka na mnie codziennie wieczorem, kedy wracam po wielu godzinach do ciemnego mieszkania. Obudzila sie energia poranka! ..bo przeciez swiatlo dzienne w domu oznacza poczek dnia roboczego!!!
co za glupie uwarunkowanie!? PRECZ!! ;)
cale szczescie, ze firme mi zamykaja na noc, bo bym chyba wypila kawe i popedalowala z powrotem, taka byla we mnie chec dzialania!
zniknelo zmeczenie. obudzila sie kreatywnosc! :)
wyciagnac plotna, farby i malowac!!! malowac fiu bzdziu i niebieskie migdaly.. a potem pisac, pisac i pisac. a potem pobiec tak daleko, zeby wybiegac cala reszte energii i wrocic juz gotowym na spokojny cichy sen..
:)
radosnie rozedrgana z kubkiem goracej herbaty usiadlam na chwile na parapecie mojego najpiekniejszego na swiecie wykuszowego okna, w moim pieknym jasnym mieszkaniu.. chwile potem zauwazylam, ze za oknem jest juz ciemno.
kubek pusty..
zniknelam godzine.
dlugo zastanawialam sie, gdzie bylam w tym czasie.. na co spozytkowalam te 60 minut? dokad sie wybralam myslami?
moze teleportowalam sie, zeby dokonczyc jakies wiecznie nie domkniete sprawy?
a moze tej godziny po prostu nie bylo?
moze ona sie w ogole nie stala?
to chyba zupelnie nie ma znaczenia..
wiem, ze bylo mi tam dobrze.
** na pamiatke po zniknionej godzinie zostal mi cichy usmiech i lupanie w plecach..
wyglada na to, ze mamy przeciag.. ale to tez nie ma znaczenia.
o zgrozo i gromy swiata we mnie, wyszlam dzis z pracy tylko 10 minut po 'standardowym' czasie + nie weszlam po drodze do Tesco na zakupy!!
Jakie lamanie zasad spolecznych! Ja - zdrajca systemu! Ja - buntownica!
Kobieta bohater! ;)
..dzieki tej zdradzie systemu zdazylam wejsc do mieszkania wciaz jeszcze zalanego swiatlem.. na poczatku zaniemowilam z wrazenia, a potem nagle uslyszalam swoj wlasny glos: kocham Cie, Domku..
bylo tak pieknie i cieplo i jasno, ze az chcialo sie zyc, ruszac, robic cos! Obudzila sie energia zupelnie inna niz ta, ktora czeka na mnie codziennie wieczorem, kedy wracam po wielu godzinach do ciemnego mieszkania. Obudzila sie energia poranka! ..bo przeciez swiatlo dzienne w domu oznacza poczek dnia roboczego!!!
co za glupie uwarunkowanie!? PRECZ!! ;)
cale szczescie, ze firme mi zamykaja na noc, bo bym chyba wypila kawe i popedalowala z powrotem, taka byla we mnie chec dzialania!
zniknelo zmeczenie. obudzila sie kreatywnosc! :)
wyciagnac plotna, farby i malowac!!! malowac fiu bzdziu i niebieskie migdaly.. a potem pisac, pisac i pisac. a potem pobiec tak daleko, zeby wybiegac cala reszte energii i wrocic juz gotowym na spokojny cichy sen..
:)
radosnie rozedrgana z kubkiem goracej herbaty usiadlam na chwile na parapecie mojego najpiekniejszego na swiecie wykuszowego okna, w moim pieknym jasnym mieszkaniu.. chwile potem zauwazylam, ze za oknem jest juz ciemno.
kubek pusty..
zniknelam godzine.
dlugo zastanawialam sie, gdzie bylam w tym czasie.. na co spozytkowalam te 60 minut? dokad sie wybralam myslami?
moze teleportowalam sie, zeby dokonczyc jakies wiecznie nie domkniete sprawy?
a moze tej godziny po prostu nie bylo?
moze ona sie w ogole nie stala?
to chyba zupelnie nie ma znaczenia..
wiem, ze bylo mi tam dobrze.
** na pamiatke po zniknionej godzinie zostal mi cichy usmiech i lupanie w plecach..
wyglada na to, ze mamy przeciag.. ale to tez nie ma znaczenia.
Monday, 5 April 2010
muzyka
czasami uskrzydla
czasami zapiera dech w piersi
wypelnia do dreszczy
i do bez-dechu...
tak, ze od-dychac juz sie nie chce..
d'n'b...
* * *
czasami zapiera dech w piersi
wypelnia do dreszczy
i do bez-dechu...
tak, ze od-dychac juz sie nie chce..
d'n'b...
* * *
Subscribe to:
Posts (Atom)