z kilku powodow, z ktorych doskonale zdaje sobie sprawe i pewnie jeszcze kilku, o ktorych nie mam zielonego pojecia, ostatnio bylo mi dosc nieswojo..
nagle ocknelam sie, rozgalopowana, z poczuciem, ze nie wiem DOKAD i PO CO biegne, a sily sa juz na wyczerpaniu..
nadszedl wewnetrzny krach
zepsula sie nawet pogoda
cieple poranki zastapil wiatr i deszcze
w przyrodzie dominacja lata oslabla, zaczal nadchodzic czas jesieni
w mojej glowie czas analizy sytuacji i przemyslen..
..co ja mam z tym wszystkim zrobic?
w moim codziennym zabieganym zyciu nie ma zbyt wiele czasu na spokojne myslenie, nie mowiac juz o wewnetrznym dojrzewaniu mysli w warunkach ciut bardziej komfortowych niz manewrowanie rowerem pomiedzy rozpedzonymi samochodami.
tydzien temu poskarzylam sie M, ze nie mam czasu na spokojne zrozumienie, o co mi tak naprawde chodzi..? co jeszcze sklada sie na ten dziwny stan..?
a jesli nie wiem, ktore elementy sa uszkodzone, to co mam modyfikowac i naprawiac..?
i tak jeknelam, rozzalona, w outlookowe ucho M., nie zdajac sobie sprawy z tego, ze jestem uwaznie sluchana nie tylko przez nia..
moja madra i pomocna podswiadomosc przyszla mi z pomoca w najlepszy sposob, jaki potrafila wymyslec.. od 2 dni jestem chora.. chyba grypa, bo miesnie plecow bola mnie, jakby po nich ktos wozem pelnym siana przejechal. pierwszy dzien wytrzymalam w pracy twierdzac, ze nieskuteczna to pomoc, bo przeciez i tak nie wezme wolnego.. drugiego dnia rano nie dalam rady wstac z lozka. ;)
droga podswiadomosci.. najmadrzejsza z madrych, ktora dokladnie wiesz, co sie dzieje we wszechswiecie mojej duszy.. dziekuje za opiekunczosc, dobre intencje i chec pomocy.. czy moglabys jednak podsunac mi kilka dodatkowych mysli, zamiast knock-out'owac mnie z zycia zawodowego? ja wiem, ze swiat sie beze mnie nie zawali, ale kilka spraw sie skomplikuje, co na dluzsza mete moze mi jednak utrudnic zycie..
Podpisano
Aga B
trudno mi napisac o czym jest moj blog.. to przygody, wieksze i mniejsze, smieszne lub filozoficzne, ktore przezywam kazdego dnia w pracy, domu, sklepie, jezdzac na rowerze, biegajac, czy tez robiac zdjecia.. to przyjaciele, znajomi i rodzina.. pasje badz ich brak.. zbior mysli uczesanych i gladkich oraz tych skrzypiacych, ktore nie daja spokoju.. ..moje zycie na emigracji.. czasami magiczne i kolorowe, czasami szare do bolu, ale przeciez szary to tez kolor.. ;-)
Friday, 27 August 2010
Wednesday, 18 August 2010
swinia na szesciu nogach
Rok temu dostalam od Kasi niewielka ksiazke pelna magicznych zdjec.. ksiazke, ktora zajela bardzo duzo miejsca w moim zyciu.. :)
"Swinie z szescioma nogami" wydana przez Towarzystwo Milosnikow Chmur.. :)
I tak sie zaczela Wielka Przygoda.. Przygoda, ktora kazdy przezywa w dziecinstwie, a ktora po okresie dojrzewania juz tylko od czasu do czasu przynosi
chwile wzruszenia.. Wypatrywanie ksztaltow na niebie. :)
I wlasnie niedawno, po wypatrzeniu na niebie najprawdziwszej foki, bardziej niz zwykle zachcialam, zeby do tej mojej przygody Bibsztyl dolaczyl w sposob, na ktory ja ja przezywam.. lub moze odwrotnie, zebym ja zaczela przezywac ja podobniej do niego.. zeby stala sie bardziej wspolna po prostu..
..bo Bibsztyl chmury kocha inaczej. Kocha je bez humanistycznego uniesienia. Jego milosc jest matematyczna, wyliczona i wysrodkowana w szarych komorkach Bibsztylowej glowy.. matematyczna, nie znaczy mniejsza..
Bibsztyl od zawsze lubil chmury, a szczegolnie zafascynowaly go kiedy po raz pierwszy, podwieszony na paraglidarskim skrzydle, poczul wolnosc przestworzy.. urodzily sie emocje.. ogromne, choc inne niz moje.
Kiedy ja dostaje wypiekow radosci na widok wylaniajacego sie z chmury pyska malpy, Bibsztyl widzi cumulusy i kominy termalne, ktore moga go wyniesc wysoko ponad swiat, ponad wszelkie szarosci dnia powszedniego i nawet ponad wlasne marzenia..
Ja widze swiat bajek i wate cukrowa, on analizuje sile wiatru i czyta pogode.. ;)
* * *
Wczoraj kupilam Bibsztylowi ksiazke o chmurach.. W prezencie i zupelnie
znienacka dla niego i dla samej siebie. I juz sie nie moge doczekac listonosza. Niecierpliwie sie, czy zdazy ja dostarczyc w tym tygodniu..?
I mam nadzieje, ze po jej przestudiowaniu, trzymajac sie za rece poszybujemy wysoko miedzy chmurami.. On ciut bardziej dziecinnie niz zwykle, ja zdecydowanie bardziej naukowo.. oboje szukajac ukrytych kszatltow zwierzat i zapowiedzi jutrzejszej pogody..
..az ku podnozu Alp, gdzie Bibsztyl zostawil swoje paraglidarskie serce.. i gdzie tak bardzo chce wrocic, zeby jeszcze choc raz poglaskac puszystego baranka cumulusa wyteskniona dlonia.. :)
"Swinie z szescioma nogami" wydana przez Towarzystwo Milosnikow Chmur.. :)
I tak sie zaczela Wielka Przygoda.. Przygoda, ktora kazdy przezywa w dziecinstwie, a ktora po okresie dojrzewania juz tylko od czasu do czasu przynosi
chwile wzruszenia.. Wypatrywanie ksztaltow na niebie. :)
I wlasnie niedawno, po wypatrzeniu na niebie najprawdziwszej foki, bardziej niz zwykle zachcialam, zeby do tej mojej przygody Bibsztyl dolaczyl w sposob, na ktory ja ja przezywam.. lub moze odwrotnie, zebym ja zaczela przezywac ja podobniej do niego.. zeby stala sie bardziej wspolna po prostu..
..bo Bibsztyl chmury kocha inaczej. Kocha je bez humanistycznego uniesienia. Jego milosc jest matematyczna, wyliczona i wysrodkowana w szarych komorkach Bibsztylowej glowy.. matematyczna, nie znaczy mniejsza..
Bibsztyl od zawsze lubil chmury, a szczegolnie zafascynowaly go kiedy po raz pierwszy, podwieszony na paraglidarskim skrzydle, poczul wolnosc przestworzy.. urodzily sie emocje.. ogromne, choc inne niz moje.
Kiedy ja dostaje wypiekow radosci na widok wylaniajacego sie z chmury pyska malpy, Bibsztyl widzi cumulusy i kominy termalne, ktore moga go wyniesc wysoko ponad swiat, ponad wszelkie szarosci dnia powszedniego i nawet ponad wlasne marzenia..
Ja widze swiat bajek i wate cukrowa, on analizuje sile wiatru i czyta pogode.. ;)
* * *
Wczoraj kupilam Bibsztylowi ksiazke o chmurach.. W prezencie i zupelnie
znienacka dla niego i dla samej siebie. I juz sie nie moge doczekac listonosza. Niecierpliwie sie, czy zdazy ja dostarczyc w tym tygodniu..?
I mam nadzieje, ze po jej przestudiowaniu, trzymajac sie za rece poszybujemy wysoko miedzy chmurami.. On ciut bardziej dziecinnie niz zwykle, ja zdecydowanie bardziej naukowo.. oboje szukajac ukrytych kszatltow zwierzat i zapowiedzi jutrzejszej pogody..
..az ku podnozu Alp, gdzie Bibsztyl zostawil swoje paraglidarskie serce.. i gdzie tak bardzo chce wrocic, zeby jeszcze choc raz poglaskac puszystego baranka cumulusa wyteskniona dlonia.. :)
Subscribe to:
Posts (Atom)