Friday, 27 April 2012

Aniol

w czwartek rano jechalam do pracy. przesiadlam sie z metra do pociagu, otworzylam ksiazke, oparlam glowe o szybe, zamknelam oczy... otworzylam lewe oko - Clapham Junction, otworzylam prawe oko - Richmond, ktos dotknal mojej dloni..

- Przepraszam, wydaje mi sie, z to Twoja stacja..

powiedziala niesmialo usmiechnieta ladna dziewczyna w czerwonym plaszczu i poszla w strone drzwi. podziekowalam dziewczynie, spojrzalam przez okno - rzeczywiscie pociag hamowal na mojej stacji!!

wstalam szybko, podeszlam do drzwi i wysiadlam. kilka minut pozniej zobaczylam te same dziewczyne w kursowym autobusie laczacym stacje kolejowa z centrum businessu. podziekowalam jej jeszcze raz. powiedzialam, ze nie wiem, czy mi uratowala zycie, ale na pewno uratowala mi mnostwo zyciowej radosci i humor na caly dzien. :))

wysiadla na moim przystanku i poszla w inna niz ja strone.

aniol
w czerwonym plaszczu


Wednesday, 18 April 2012

Żądło

w ramach powrotu do cwiczen i proby ratowania bolacego od kilku lat biodra, od kilkunastu tygodni w miare regularnie cwicze pilates.

przedwczoraj  wspomnialam o tym w pracy, a dzis uradowana Piwonia przyniosla mi dvd z pilatesem instruowanym przez Trudie Styler - zone Stinga.

i jakos tak nie mogac sie do cwiczenia zebrac zaczelam grzebac po youtube, zeby popatrzec, kim ta Trudie jest... obejrzalam kilka zdjec i wywiadow, i tak jakos mi sie melancholijnie zrobilo.. 18 lat malzenstwa. przed slubem przezyli razem 10 lat i urodzili trojke dzieci. od 21 lat bardzo intensywnie dzialaja charytatywnie, walcza o lasy rownikowe, prawa mieszkajacych w nich ludzi - do zycia i wody pitnej, podnosza swiadomosc zwyklych ludzi o tym, jakie zlo wyrzadza Chevron i inne korporacje czerpiace zyski z paliwa i cennego drewna.. i prosza o wylaczanie komputerow, zamiast zostawiac je na funkcji czekania, o gaszenie swiatla w pokojach, w ktorych nikogo nie ma. walcza o planete.

i pomimo ponad 28 lat razem sa mlodzi, piekni, silni i.. wciaz sie kochaja.
jaki jest sekret udanego zwiazku?
nie wiedza do konca. twierdza, ze chyba chodzi o to, ze oni sie naprawde bardzo lubia...


obie zainteresowane psychologia, obie zainteresowane ludzmi, rozmawialysmy niedawno z Piwonia na temat powodow nidosytu zyciowego i generalnie panujacego wsrod naszych znajomych poczucia, ze nie sa dosc dobrzy, ze ich zycie nie jest takie, jak 'powinno' byc, ze nie osiagaja tego, co 'powinni' lub co osiagaja inni...

jedna z recept na szczescie jest uspokojenie sie we wlasnej pogoni, docenienie tego, co sie ma i nauka radosci z rzczy malych. obnizenie poprzeczki ktora sie zyciu i (przede wszystkim!!) sobie stawia...

no Trudie i Sting nijak nie pomagaja w tym zadaniu...
wydaje mi sie, ze im sie udalo dojtrzec w miejsce, o ktorym tak wielu marzy.. sluchajac tego, co mowia, poprzeczka oczekiwan sama idzie w gore. ;)

az milo popatrzec na nich razem. i trzymam kciuki, zeby im sie udalo, skoro zaszli juz tak daleko! :)


*** a tu link do wywiadu z Trudie i Stingiem. pierwsze 20 minut - Ona o ich dzialalnosci charytatywnej, pozniej we dwoje o lasach rownikowych, dzieciach, zwiazku, o czytaniu ksiazek..
wywiad z Trudie Styler i Stingiem

Thursday, 12 April 2012

Brzydkie Kaczatko

zdjecia sa bardzo slabejjakosci - zrobione moim nieszczesnym aparatem w komorce, ale to taki przyjemny dokument...

zaprzyjaznione labedzie spodziewaja sie dzieci..  :)

za kila tygodni pojawi sie na swiecie szesc brzydkich kaczatek! ;)





a ja nastepnym razem pojde nad staw z normalnym aparatem..

wiosna?

nie wiem, czy to wiosna, czy tylko kolejna wymowka, ale strasznie mi sie nie chce pracowac ostatnio..
zamiast dostac zastrzyk zyciowej energii, czuje, jakby gdzies cos peklo i ta energia zaczela ze mnie uciekac.

i nawet pobicie wlasnego rekoru na 10km nie cieszy (bo oszukiwane - przerwe zrobilam), i nawet polmaraton Shakespeare'a jakos nie cieszy - przeciez jeszcze nie wiadomo, czy na niego w ogole pojade..

i planowanie wakacji nie cieszy.. i poznawianie ciekawych ludzi nie cieszy..

praca dobra, pieniadze nienajgorsze - mozna robic szczesliwe plany, rodzina zdrowa, Bibsztyl grzeczny, wiosna idzie, zaprzyjaznione labedzie wysiaduja 6 wielkich jaj, a tu cos sie w pusta glowe stalo i radosc z niej znika, jak tylko ludzie znikaja za drzwiami. na prywatne potrzeby jej juz nie starcza.

i niby dzielic sie myslami nie chce, bo nie ma czym, tak naprawde.. ale jak zaczne opowiadc, to jakbym wiadrem je komus lala na glowe.

i sama jeszcze nie wiem, po co, to tak i na co..

kryzys wieku sredniego mnie naszedl czy co?

ide na latwizne - lykam ekstrakt z gingko biloba i pije wyciag z zenszenia. jesli to nie odbuduj moich sil witalnych i radosci zycia, trzeba bedzie podejsc do sprawy bardziej drastycznie i pogrzebac w sobie.. moze tam jakas cholera za tym siedzi. utopic babe, jak Marzanne, albo spalic czarownice.

chce miec siebie spowrotem, na wlasnosc, jak kiedys...


PS. przed chwila, szukajac googlowych inspiracji wpadlam na link: "Teraz nauczysz się prostej i skutecznej metody jak już za 5 minut cieszyć się życiem podążając za swoją inspiracją." zamrugala mi czerwona lampka w glowie. czyli sa ludzie, ktorzy maja proste i skuteczne metody cieszenia sie zyciem na sprzedaz? coz.. moze to glupia postawa, ale nie sprawdze, co sie za tym linkiem kryje. ;)

Monday, 2 April 2012

troche metalowej radosci

moj stary sprzet gasl po kawalku od ponad roku. robil coraz mniej, coraz wolniej, az w koncu przestal sie wlaczac. i juz.

zamowienie nowego potwierdzilam w miniony czwartek po poludniu :)

Piotrek, glowa IT'owa, ktorego dosc dlugo glupio mi bylo o podpowiedz prosic, bo na pierwszym wspolnym rejsie pojawil sie w koszulce z napisem: NO, I WON'T REPAIR YOUR COMPUTER, na moje prosbe o podpowiedz zareagowal niesamowicie - w ciagu kilku minut przeslal mi 2 czy 3 linki do fajnych laptopow, do tego informacje o najlepszych ofertach, swoje porady i sugestie. wybralam w ciagu kilku kolejnych minut i.. od soboty sledzilam moj laptopik na stronie przewoznika:

- skan fabryczny w Szanghaju
- skan celny w Szanghaju
- skan odbioru w Dubaju
- skan zalaldunku w Dubaju
- skan w Niemczech
- odprawa celna w Niemczech
- skan zaladunku w Niemczech
- skan rozladunku w UK
i wreszcie dzis, o 5:20 rano skan odbioru do dostawy.. :))

Doreczycielowi przesylki powiedzialam, ze czekalam na niego caly dzien.
Odpowiedzial, ze widzi to po usmiechu radosci! ;)

To chyba przyjemny zawod - dostarczac ludziom wyczekiwane paczki... ;)

...juz instaluja sie po kolei photoshop, lightroom, skype.. bede miala na czym obrabiac moje zdjecia!
koniec wymowek. przez nastepne tygodnie bede sie przedzierac przez metry kwadratowe obrazow z Polski, Chrowacji, z Niemiec.. z polowania na skamieliny, na ktore wybralismy sie z Bibsztylem wczoraj! :))

i wiem, ze to troche dziecinne, ale.. na jakis dziwny sposob, wraz z ta kilkukilogramowa przesylka moje zycie odzyskalo cien sensu z przeszlosci.. zdjecia, pisanie, smecenie, ekscytacje.. na moim laptopie, nie na firmowym, gdzie jednak czlowiek nie czuje sie do konca swobodnie..

i moze nawet zdjec bede znow wiecej robic.. :))

moj nowy komputer



PS. Piotrkowi za blyskawiczna, bezinteresowna i tak ogromna pomoc zaproponowalam butelke, pol krolestwa i brata za meza.. Nie przyjal nagrody. ;)