Thursday, 31 May 2012

Wielki Jubileusz...

Beda plywaly statki, rodzina krolewska bedzie laskawie machala wypieelegnowanymi dlonmi, poddani horawiewkami...
Na chodnikach powoli organizuje sie miejsce przeznaczone do padania na kolana. ;)
60ciolecie panowania krolowej Elzbiety..

A my szykujemy kuchenke turystyczna, namiot i rowery, zeby na czas tego szalenstwa uciec do lasu New Forest, gdzie na wolnosci zyja kucyki, swinie i 80 oslow. ;)

Bedziem sie bratac z natura. ;)

PS. Tak sobie mysle, ze Elzbieta jest w zasadzie w wieku mojej Babci... i teraz bedzie truizm.. jak wielka roznice stanowi to, czy urodzisz sie w Puszczy, czy w przypalacowym szpitalu... jesli los by sie nagle odwrocil, zamiast zapasowych detek i smaru do rowerow szykowalabym dzisiaj garsonki od projektantow, zeby wygladac idealnie podczas usmiechania sie do poddanych mojej Babci.. Krolowej Aleksandry.. ;)

Sunday, 13 May 2012

Claire Squires i Samarytanie

W Wielkiej Brytanii biegom publicznym, zdobywaniem szczytow wzgorz, skokom z dachow budynkow, skokom spadochronowym itp. bardzo czesto towarzyszy zbieranie pieniedzy na cele charytatywne. Osoba, ktora zapisuje sie na bieg / polmaraton / maraton / triatlon zaklada strone internetowa na jednym ze specjalnie do tego przeznaczonych portali i rozglasza wsrod znajomych, ze tego i tego dnia bedzie biegl/biegla wyscig dla organizacji charytatywnej i prosi o darowizne dla wspieranej przez niego organizacji.

O tyle, o ile nie do konca zgadzam sie z czystoscia idei (poski sceptycyzm we mnie krzyczy: wplac na konto organizacji pieniadze, ktore zaplaciles za zrobienie sobie przyjemnosci z biegu, skoku itp zamiast prosic znajomych, zeby oni sie zrzucali, Ty ich darowizny przekazesz dalej ;) ) to faktycznie tysiace ludzi robi takie zbiorki i organizacje charytatywne dostaja z tego naprawde porzadne wsparcie, wiec ma to sens..

W tegorocznym Maratonie Londynskim dla organizacji charytatywnej Samarytanie pobiegla Claire Squires. Samarytanie to organizacja ktora zajmuje sie pomaganiem ludziom stojacym na krawedzi. Telefon zaufania dzialajacy 24 godziny na dobe, spotkania twarza w twarz, maile. Ludzie, ktorzy potrafia i chca wysluchac. Poufne wsparcie emocjonalne.

Claire, 30stoletnia fryzjerka z niewielkiego miasta w Anglii biegla Maraton Londynski zbierajac srodki na wsparcie dla Samarytan. Wyglada na to, ze Claire zbierze najwieksza w historii pule dotacji pomimo, ze nie udalo sie jej dobiec do mety. Przewrocila sie na ostatniej prostej, kilkaset metrow przed meta... i umarla.

Tak po prostu, nieodwracalnie, pomimo natychmiastowej pomocy medycznej. Trzydziestoletnia.

Wielu Brytyjczykow potraktowalo to jako najwieksze poswiecenie. Pomimo smierci Claire na jej profil wciaz wplywaja pieniadze. Od niewielkich, symbolicznych sum po naprawde duze..
Fundusz na koncie charytatywnym zalozonym przez Claire przekroczyl juz 930 000 funtow.

Wplacajacy pieniadze ludzie powtarzaja - zbierzmy milion dla Claire.

Profil Claire Squires zbierajacy fundusze dla Samarytan

"I can't imagine how your parents must feel. Let's get you to £1 million."
"what a woman! This needs to get to 1m! xxxx"
"You have touched the hearts of so many people around the world. You will always be remembered and never forgotten. R.I.P Claire x"
"A small donation to help you get to that £1m target. What an amazing lady."
"....have had a recent tragedy with family member with mental health illness. Wish there were more Samaritans to reach out to for help. "
"A small amount extra in memory of the young lady who gave everything. I hope that £1million+ is donated."
"Also, a further small donation ... this SO deserves to hit the million in memory of Claire."


Claire nie umarla dla organizacji charytatywnej. Przeciez to wlasnie zbieranie srodkow dla nich dodawalo jej zyciu radosci, satysfakcji i blasku, ale jej smierc poruszyla setki tysiecy serc. Moze nawet miliony.

Jeden mezczyzna przy swojej darowiznie napisal: Smierc Claire jest ogomna i niepowetowana strata, ale to piekne, ze jej zbiorka charytatywna, ktora wciaz trwa ocali tyle innych zyc..

I jeszcze jeden cytat, ktory mi zapadl w serce...


"Still up and running for you Claire x"


..still up and running..


PS. a Bibsztyl mowi, ze to kolejna moda wsrod ludzi, ktorzy zyja w jednym z najwiekszych dobrobytow na swiecie i ktorym tak naprawde blizni wisi i powiewa... ze gdyby to umarl starszy czlowiek, nikt by sobie glowy ani portfela nie zawracal, ale ze byla to mloda, ladna dziewczyna, to jest kolejny punkt sprzedazowy. wszyscy sie wzruszaja, wpisuja rzewne komentarze, wrzucaja po kilka funtow zastanawiajac sie, jacy sa dobrzy. no troche sie zgadzam, a troche sie nie zgadzam. a pieniadze, nawet jsli wygenerowane w rezultacie zbiorowego zachwytu nad wlasna wrazliwoscia, pojda na dobry cel..

Tuesday, 8 May 2012

magnetofon kasetowy i.. odkrycie zaskakujace co niemiara!

w Bibsztyl domu rodzinnym przegrzebalismy pol strychu. Bibsztyl zaciekle szukal zdjec, ktore pozniej znalazly sie w jego pokoju za szafa.. Natomiast, jako ze nalazly sie dopiero PO przegrzebaniu strychu, w nasze rece wpadlo kilka skarbow.

Jednym ze skarbow bylo ostatnie pudlo z bibsztylowej kolekcji kartonow z kasetami magnetofonowymi. :))

Skarb-nie-skarb, ale jako, ze Bibsztyl przez trzy lata mieszkal z zespolem muzycznym, to na tych kasetach utrwalony jest calkiem spory kawal historii muzyki - niesmiale proby, rozkrecone szalencze jam sessions, podspiewywania, smiechy, falsze i arcydziela. Zespol sie rozpadl jakies 15-20 lat temu, wiec najprawdopodobniej wielkich pieniedzy na posiadaniu tych oryginalow nie zarobimy, ale.. ;) ale kasety magnetofonowe z historia powstawiania nieodkrytych dziel rocka grzecznie leza w pudlach w naszym domu i czekaja az ktos je zarchiwizuje na komputerze...

No i wlasnie w tym celu wraz z ostatnim pudlem kaset przyjechal do nas magnetofon kasetowy! :D

Siedzi Bibsztyl zgarbiony nad magnetofonem, wrzuca  kasete, odsluchuje kawalek, wyciaga ja, wrzuca nastepna, slucha.. chyba bardziej wspomnien niz muzyki, potem kolejna, i jeszcze jedna,
az nagle podskoczyl na krzesle: "sluchaj, sluchaj, ale to byl wieczor! poczekaj, zaraz Ci puszcze!"

Nacisnal przewijanie do poczatku.

szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy szy... przewija magnetofon... szy szy szy szy szy szy szy szy szy...

Siedzimy, patrzymy na czarne pudlo i czekamy.
W koncu zniecierpliwiona spojrzalam na Bibszyla, a on zaczal sie smiac! ;)

Jak to sie czlowiek przyzwyczaja do postepu w technice!
Wlasnie odkrylismy rzecz najzupelniej naturalna w przeszlosci - na przewiniecie utworu do poczatku trzeba CZEKAC!!! :D

Czekanie na to, az kaseta sie przewinie wydaje sie dzis tak dziwne i nienaturalne! ;)

Przed chwila policzylam, ze ostatni raz przewijalam tasme jakies 15 lat temu.. a niech bedzie, ze 12, to i tak smiesznie to brzmi, prawda?

jak ten czas szybko leci.. zeby zakonczyc banalem. ;)


Monday, 7 May 2012

Oscar

Nie ten przyznawany amerykanskim aktorom, tylko tez 11tygodniowy, wybrany przez Emme sposrod 9tki szczeniakow, jako prezent z okazji jej siodmych urodzin.

Oscar jest malym zlotym labradorkiem z oczami jak czarne guziczki i z wciaz jeszcze wyzynajacymi sie zabkami.. Oscar zuje wszystko, co stanie na jego drdze, ze szczegolnym zamilowaniem do rak i stop przedstawicieli gatunku ludzkiego. Po 40 minutach szalenczego zucia i podgryzania - plastikowy kurczak, gumowy piszczacy hamburger, kolko, dwie pilki, kosc PLUS wszystkie rece, stopu, rekawy i buty, ktore nieopatrznie wejda w pole widzenia Oscara; Oscar powoli sie uspokaja (czytac: meczy!) i staje sie pluszowym misiem, ktory przytula sie do wszystkich i wzdycha z przyjemnoscia, kirdy sie go glaszcze po brzuszku.. potem, znienacka, Oscar zaypia w miejscu, w ktorym stoi lub lezy. Klebek szczeniecej radosci i milosci do swiata.

Bo nie trzeba byc psychologiem, czy znawca psow, zeby dostrzec, ze Oscar swiat kocha. Kocha swiat i wszystkich ludzi, ktorych zna; kocha swoje zabawki i czterdziestoletniego zolwia Pana Tommy'ego, ktory dolaczyl do rodziny jakies 25 lat temu i od dnia wprowadzki probuje uciec. ;)
Oscar kocha swiat, a swiat kocha Oscara. Bo jak nie kochac takiego pluszaka, ktory smialo, z rozpedu rzuca sie na wielkie czarne buty Bibsztyla, a potem chowa sie za czyjes nogi, bo boi sie kartonowego pudelka?

I patrze na Bibsztyla, ktory turla sie z Oscarem po podlodze, a potem spi z nim w objeciach..
I widze, ze za kilka godzin, kiedy opuscimy dom Oscara, wielki kawal doroslego i rozsadnego Bibsztylowego serca zostanie tutaj, przy maluchu, dla ktorego jedyna roznice miedzy droga szczenieca zabawka a kawalkiem sznurka stanowi to, czy sznurek lezy bez ruchu, czy ktos sie nim bawi.

Zlodziej ludzkich serc. Dobry duszek - Oscar. :)


Oscar zmeczony polgodzinnym radosnym atakiem na moje stopy...