Tuesday, 29 March 2011

malowany swiat, wycinany swiat

jakoś tak bardzo nie mam nastroju na pisanie..
w zasadzie mam nastrój - mogłabym zapisać grube zeszyty, czy też megabajty pamięci mojego laptopa.. tylko to wszystko, co chce napisać jest tak ciemne i smutne.. i tak płaczliwe i bez-nadziejne, że aż mi się głupio robi..
i nie ma kół ratunkowych, nie pomagają telefony do przyjaciół..
i tak, jak zazwyczaj z większością rzeczy ważnych i blachych biegnę ku moim najbliższym, tak teraz jest mi już wszystko jedno.
co słychać? to samo.
oni też już maja dość, tylko nie potrafią mi pomoc jakoś efektywniej, a u mnie pomaganie samej sobie trwa trochę dłużej niż zwykle . ;)


..wiec nadszedł czas zmiany.. coś się kończy, coś się zaczyna.. coś umiera, powstaje coś nowego..
przełomowi towarzyszy pustka i cisza.. cisza dudniąca, dusząca, natrętna.. a nawet ona momentami staje się totalnie obojętna..
dobrze by było, żeby ta zmiana dopełniła się trochę szybciej, skoro dojrzewa już od jakiegoś czasu.. i to mnie w zasadzie złości. nie lubię oddawać ośrodka odpowiedzialności i władzy sprawczej na zewnątrz. denerwują mnie bezsilne owce czekające na magiczne wybawienie, a myślenie o sobie jako o bezsilnej owcy denerwuje mnie jeszcze bardziej! ;) (ta jednak ta złość to ewidentny przejaw życia w moim życiu i potwierdzenie, że nie wszystko jest tak totalnie obojętne!)
wracając do tempa dojrzewania i zmiany filozofie wschodu mówią, że świat jest doskonały taki jaki jest, a nie taki, jakim my byśmy go chcieli widzieć..
wiec moja zmiana dopełnia się w dokładnie takim tempie, w jakim powinna..
i nawet jeśli jest to bardzo doskonale, to jest zarazem bardzo mało budujące.


dziś wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. zjadłam kolacje przy świetle dziennym - jak milo.., i po raz kolejny postanowiłam, że najwyższy czas zrobić coś bardziej wydajnego, na czym szybciej przesunę się w kierunku mojego lepszego życia! i pomyślałam, że może ja sobie namaluje ten mój świat?
i w głowie obudziła mi się piosenka z dzieciństwa..:



malowany świat, wycinany świat, kolorowy, że aż miło,
może śmieszny jest i ma trochę wad, ale sam go wymyśliłem.
kto zazdrości mi, temu radę dam i na teraz i na potem.
wycinany świat możesz zrobić sam, jeśli tylko masz ochotę...



robię sobie wycinanki
w głowie

Saturday, 12 March 2011

hiszpanski czteromasztowiec za moim oknem

Bibsztyl wstal, podrapal sie po siedzeniu i wyjrzal za okno.
 - Aga zobacz, kliper zatrzymal sie na srodku rzeki! Cos sie chyba dzieje..
zanim wstalam, zeby spojrzec na klipera (kursowy katamaran wozacy pasazerow po Tamizie, taki autobus na rzece.. ;) ), Bibsztyl patrzyl juz na cos, totalnie zahipnotyzowany. Na samym srodku Tamizy stal ogromny zaglowiec.
Przepiekny czetromasztowiec powoli obracal sie popychany przez lodzie, ktore wygladaly przy nim jak malutkie zabawki.
Zlapalam aparat i wybieglismy przed dom. Nawet w takiej sytuacji, popychany przez inne lodzie, zaglowiec obracal sie z gracja. Piekny i dumny, z powiewajaca na rufie hiszpanska flaga.
Przygladalismy sie mu do momentu, kiedy zostal 'zaparkowany' i zycie na Tamizie wrocilo do porzadku dziennego.
Po przyjsciu do domu wrzucilismy haslo w google: najwieksze statki hiszpanskie.. na jednym z pierwszych zdjec znalezlismy naszego pieknego przyjaciela: Juan Sebastián Elcano (1927).
http://en.wikipedia.org/wiki/Spanish_ship_Juan_Sebasti%C3%A1n_Elcano_%281927%29 

Juan Sebastián Elcano nalezy do hiszpanskiej marynarki i moze na nim stacjonowac 300 zeglarzy.. dzis, przycumowany w Greenwich pewnie przyjmie na poklad jakies szychy panstwowe..

a tutaj kilka zdjec...


 
i teraz, wieczorem, patrzac na ten dumny i pieknie podswietlony hiszpanski zaglowiec, zastanawiam sie jak to dziwnie, ze ja tutaj rozplywam sie w kategoriach estetycznych, podczas gdy ludzie w Japonii wygrzebuja sie z trzesienia ziemi, tsunami i moze nawet wycieku nuklearnego.. jak to dobrze, ze ja na codzien walcze ze 'standardowym' zestawem 'zyciowych problemow' i ze nie musze sie teraz martwic o moich bliskich..
truizm o oczywistosci.. a jednak..

Wednesday, 9 March 2011

Ana

Ana znowu placze..
Ana ma 21 lat, buzie rozmarzonej szesnastolatki, proste bond wlosy z jeszcze prostsza, prasowana codziennie rano grzywke.. Ana ma tez rewelacyjne rezultaty w pracy, ktora zaczela dopiero 11 miesiecy temu. Za te rezultaty wlasnie Ana dostanie jutro firmowy samochod. Pierwszy samochod w jej 21letnim zyciu.
Ana wymyslila go znienacka, po tygodniu ogladania katalogow z ofertami srebrnych i bialych Audi, Vauxhall’ow itp. Zadzwonila do swojego szefa o osmej wieczorem i spytala, czy ona moze chciec niebieskiego Mini Morrisa. Takiego jasniutkiego, jak woda. Prawie przezroczystego..
Firma dystrubuujaca samochody zlapala sie za glowe.. W calym kraju mieli tylko jednen taki w magazynie. I wlasnie ten przyjedzie do Any jutro.
A dzis rano Ana znowu placze. Cichutko, starajac sie nikomu nie pokazac swoich lez, jak juz kilkanascie razy w ciagu ostatnich trzech miesiecy. Placze i slucha mowiacej do niej kolezanki. I pewnie, jak to juz kilkanascie razy bylo, w koncu zaczenie sie smiac i dzien wroci do normy. Ana bedzie bardzo efektywnie pracowac na swoje kolejne nagrody i prowizje i bedzie cieszyc sie swoim slicznym Mini Morrisem, na ktorego tak bardzo czeka..

A za kilka dni Ana znow bedzie cichutko plakac w pracy.. Niezaleznie od Mini Morrisa i od tego, ze tak dobrze uklada jej sie zycie zawodowe i prywatne..
Trzy miesiace temu Ana sie dowiedziala, ze ma stwardnienie rozsiane. Kolejne badania, ktore mialy znalezc inna przyczyne stanu zdrowia Any tylko potwierdzaly diagnoze.. Stwardnienie rozsiane + dwie inne rzadko wystepujace choroby. Nie dopytuje jakie.. Nie potrafie. Jak Ana jest w dobrym humorze, mowi, ze po odebraniu wynikow powinna kupic los na loterii, bo tego dnia trafiala 1 na 995 tysiecy.
Ale od czasu do czasu Ana nie jest w humorze dobrym na tyle, zeby nie myslec o tym, ze jej stwardnienie rozsiane rozwija sie bardzo szybko. I wtedy ani jej 21 lat, ani wyglad szesnastolatki, ani kochajacy od kilku lat chlopak, ani nawet przyjezdzjacy jutro Mini Morris nie sa w stanie zatrzymac jej lez.
A ja patrze na to od czasu do czasu. I tak niewiele moge zrobic.

Wednesday, 2 March 2011

3 życia - nowego biura ciąg dalszy

oprócz tego, że dostałam moje własne okno, otrzymałam też specjalny laserowy kluczyk do drzwi wejściowych, który powinnam mieć przy sobie cały czas.
kluczyk z angielska nazywa się 'fob'. ;)

kiedy w poniedziałek rano weszłam do budynku, Pan w recepcji spytał mnie o imię i z góry przeprosił, jeżeli zapomni lub pomyli w tym tygodniu, ale z czasem nauczy się naszych wszystkich imion i nie będzie już potrzebował z nimi pomocy. ;)
zanim zdążyłam odpowiedzieć, Pan spojrzał na listę i spytał:
- Aga?
- Tak! :) Jak Pan zgadł? :)
- W sumie to nie zgadłem.. Jesteś pierwsza na liście..
...no tak.. inteligencję trzeba jednak zawsze przy sobie nosić. przynajmniej w miejsca, gdzie spotyka się innych ludzi..

Pan spytał, czy mam przy sobie fob'a i poprosił, żebym nosiła go cały czas, bo ... i …. a w razie jakiegoś kataklizmu, pożaru itp. on mniej więcej wie, ile osób jest w budynku i strażacy, czy tez Pan we własnej osobie, np. nie wyburzają budynku póki nie upewnią się, że ostatni delikwent z listy uciekł przez okno, a nie został w środku. ;)
..dla mnie dość istotne jest to, że Pan nie jest portierem do otwierania drzwi, tylko administratorem i opiekunem budynku, więc mam o swój kluczyk i o siebie zadbać sama.

po tych kataklizmowo-humanistycznych instrukcjach i przemyśleniach zapomniałam fob'a już na pierwszą przerwę. :P
przypomniałam sobie o nim wysiadając z windy na dole. powiedziałam Panu, że jeśli trzeba, to mogę wrócić na góre..

Pan się uśmiechnął szeroko i powiedział:
- Nie przejmuj się.. u mnie masz 3 życia. :D - pośmiałam się, poszłam na przerwę, wróciłam, Pan mnie wpuścił do środka i z przeszczęśliwym uśmiechem powiedział:
- Jedno wykorzystałaś. zostały Ci jeszcze dwa! :D


no i już fob'a na pewno nie zapomnę! :D

PS. i tak śmieje się z tego cały dzień, a dopiero teraz mi do głowy przyszło, że on może być seryjnym mordercą, który mnie uczciwie uprzedza, co się stanie, jak go zdenerwuję! ;)
ha ha ha.. i to by był jeszcze lepszy dowcip! ;)

PS2. Pan mordercą nie jest. Jest przesympatycznym starszym Panem z rewelacyjnym poczuciem humoru! to tak, jakby były jakiekolwiek wątpliwości.. ;)