Thursday, 28 November 2013

recepta na szczescie

Mozesz wiecej niz myslisz, ze mozesz..

Wydawalo mi sie, ze juz niczego nie wcisne w moj ekstremalnie napiety grafik.. udalo sie.

Po pierwsze zdjecia z Wiolka, ktore przynosza nam obu mnostwo radosci. Jak blog ruszy na powaznie, to wrzuce linka...

Po drugie cwiczenia...

Ja juz naprawde zaczynalam sie czuc staro w swojej wlasnej skorze.. i nawet troche zaczelam cwiczyc, zeby cos tam w sobie zastymulowac.. ale tylko troche.. a potem pojechalismy do Bristolu odwiedzic pewnych  pieknych ludzi.. i ten weekend spowodowal, ze sie zawzielam na kilka dni.. zawzielysmy sie obie..
a teraz juz nie trzeba sie zawzinac.. endorfiny uderzyly do glowy, reka polozona na biodrze czuje, ze to juz inne biodro, podrapanie po ramieniu przynioslo zaskoczenie, ze tam jednak jest miesien! i to u mnie!

I tak jakos sie rozpedzilam, ze sie sama do siebie usmiecham. I naprawde warto kopnac siebie samego w tylek kilka razy, zeby potem czlowiek chodzil z micha usmiechnieta od ucha do ucha, i zeby chcialo mu sie robic rzeczy dobre, i zeby chcialo sie patrzec na przyszlosc rachujac ja nie w kilogramach czy centymetrach, choc wizja fajnego wygladu w jeszcze fajniejszej bieliznie jest kuszaca, ale w swiadomosci wlasnego ciala, w akceptacji siebie  i w radosci z aktywnego zycia. W zadowoleniu z samej siebie.. Wiekszym niz jest. ;)

Co by nie bylo, jednak endorfiny trzepia troche rowniez po samoakceptacji.

Polecam! 40 minut potu z youtube'm dziennie i jakosc wszystkiego przed i po tych 40 minutach tez sie poprawia! :)

I tyle rzeczy mi sie chce robic, ze pomyslalam, ze sie podziele tym entuzjazmem! Niech sie szerzy, zaraza, po swiecie! :)

:)

PS. I juz rozumiem, dlaczego w starozytnym swiecie mowiono: "w zdrowym ciele zdrowy duch"... a nie odwrotnie. ;)



*

Sunday, 17 November 2013

cma

Nie mam nic przeciwko cmom i motylom, chociaz swiata owadow, niezaleznie, czy to motylek, pajaczek czy karaluch... nie wielbie...

no ale jakby to to na mnie usiadlo to bym dostala albo zawalu albo ataku serca! albo w stanie przedzawalowym zamarla na wieki! i bylabym sobie taka spiaca krolewna czekajaca na ksiecia, ktory przyjedzie na bialym koniu i sciagnie ze mnie to wielkie cholerstwo!

Urghghghghyyy!!!!

Sliczna ciemka. Nzywa sie Attacus Atlas, jakby ktos byl ciekawy...Brrrrry!


Monday, 11 November 2013

klipsy z guzikami

W pieknych, pelnych wyzwan latach komunizmu Wiolka i jej siostra dowiedzialy sie o istnieniu hurtowni guzikow wloskich. Hmmm... hurtownia guzikow wloskich. :)

Zainteresowane moda nastolatki wybraly sie w magiczne miejsce.. w hurtowni odebralo im mowe. Tak pieknych guzikow nie byly sobie w stanie nawet wyobrazic, a tutaj mialy je w zasiagu reki!

Tyle pieknych guzikow! Co mozna z nich zrobic, zeby wykorzystac te nieskonczona magie!??

Dziewczyny wpadly na genialny pomysl - w osiedlowym GSie mozna bylo kupic za grosze klipsy z bananami. Po kupieniu klipsow banan lecial do kosza, a na jego miejsce zostawal wklejony piekny wloski guzik. Produkcja szla pelna para, klipsy rozchodzily sie, jak cieple buleczki, dziewczyny byly przeszczesliwe.

I gdyby nie to, ze pewnego dnia w GSie zabraklo klipsow, bylabym dzis znajoma swiatowej producentki bizuterii.. ;)

A moze bym jej wcale nie poznala? ;)