Jest piosenka, ktorej swego czasu potrafilam sluchac na okraglo. Moze 'na okraglo' to lekka przesada, ale tak z 10-20 razy jeden po drugim, bardzo blicsko glosnikow, zeby nie ucieklo zadne dotkniecie strun smuczkiem, z zamknietymi oczami..
Kocham tekst Adama Ziemianina, kocham myzyke i spiew Starego Dobrego Malzenstwa.
I jakos dzis wieczorem mnie znow na nia napadlo. Pomyslalam, ze sie podziele..
Czasem nagle smutniejesz
To jakby dnia ubywa
I nie wiem jak ci pomóc
Więc tylko proszę wybacz
Czasem łzy w twoich oczach
Na krótką chwilę goszczą
I nie wiem czy coś mówić
I nawet nie wiem po co
Puszczam więc wtedy latwce
Ze śmiechu mego śmieszne
I znowu dnia przybywa
Powietrze staje się lżejsze
I lżejsza staje się wędrówka
Z plecakiem wciaż coraz cięższym
Nad domem przysiadła tęcza
Na nieba niebieskiej gałęzi
a tu mozna posluchac...
Majstersztyk jezyka, dzwieku, emocji...
***UWAGA, od sluchania moga sie wlaczyc tesknoty i moze rozbolec dusza, ale to piekny rodzaj bolu.. ten bol nie zabija.. on uskrzydla! Polecam. :))
trudno mi napisac o czym jest moj blog.. to przygody, wieksze i mniejsze, smieszne lub filozoficzne, ktore przezywam kazdego dnia w pracy, domu, sklepie, jezdzac na rowerze, biegajac, czy tez robiac zdjecia.. to przyjaciele, znajomi i rodzina.. pasje badz ich brak.. zbior mysli uczesanych i gladkich oraz tych skrzypiacych, ktore nie daja spokoju.. ..moje zycie na emigracji.. czasami magiczne i kolorowe, czasami szare do bolu, ale przeciez szary to tez kolor.. ;-)
Friday, 28 September 2012
moja powtarzalnosc
Powoli zaczelam zauwazac moja nowa powtarzalnosc. Codziennie rano w drodze na pomost, z ktorego plyne lodka na drugi brzeg rzeki – do pracy, spotykam mezczyzne odrpowadzajacego synka do przedszkola. Synek co chwile sie zatrzymuje na swojej hulajnodze i zaczyna w cos wpatrywac lub rozgladac dookola, a Tata pogania go delikatnie po francusku. Mijam tez tego samego starszego mezczyzne biegnacego w bialej podkoszulce i czerwonych krotkich spodenkach. Na pomoscie codziennie widze kilka osob, ktore juz rozpoznaje – dziewczyne z gazeta, chlopaka w eleganckich spodniach i koszuli, bez marynarki (pewnie zostawia ja w pracy) sluchajacego muzyki tak glosno, ze mozna rozpoznac zespol, itp . Miedzy moimi rozpoznawalnymi jest tez kobieta z malenstwem w wozku i synkiem (znowu!) na hulajnodze. Maly jezdzi w te i z powrotem po pomoscie do momentu kiedy lodz zaczyna sie zblizac. Zwrocilam na nich uwage, tydzien temu, kiedy chlopczyk sie bardzo ekscytowal, ze nasz clipper ma wlaczone swiatla. ;) Od tego czasu “widze” ich juz codziennie.
Taka moja powtarzalnosc w mojej bajecznej drodze do pracy.
Dzis lodka zaparkowala przy pomoscie z innej niz zazwycaj strony i moj wyprobowany trik siedzenia na najblizszym do wyjscia miejscu zadzialal na moja niekorzysc ;). Wyszlam z lodki jako ostatni pasazer i wartkim krokiem ruszylam ku pracy. Nagle cos zazgrzytalo w rytmie granitorow pedzacych rownomiernie w roznych kierunkach. Kobieta z wozkim kucala obok malucha z hulajnoga I tlumaczyla mu z usmiechem, ze ‘tamten Pan’ wcale na niego nie nakrzyczal.. ze ‘tamten pan’ go na pewno ludzi I nim sie przejmuje.. I ze zwrocil mu uwage, zeby nie jezdzil po rampie miedzy lodzia a pomostem, bosie bal, ze moze sie przewrocic I ze cos mu sie stanie.. I ze to bylo dlatego, ze tamten Pan tez sie o niego troszczy.. I ze wszyscy sie o niego troszcza, bo jest nardzo fajnym chlopcem..
Usmiechnelam sie do kobiety, a ona do mnie.. Chlopiec odwrocil w moja strone buzie.. Nie plakal, choc widac bylo, ze w oczach zebralo mu sie kilka lez.
A dlaczego ta Pani sie do Ciebie usmiecha?
Ta Pani sie do nas usmiecha, bon as tez lubi. Pamietasz te Pania? To ta Pani, ktora ma torbe z krowka I codziennie czyta ksiazka..
Chlopiec pokiwal glowa. Lzy przyschly – chyba zadzialalo odwrocenie uwagi, a ja pomyslalam, ze jestem pania z torba z krowka, ktora codziennie czyta ksiazke.. ;)
I nagle sobie uswiadomilam, ze powtarzalnosc, jesli istnieje, nalezy do wielu osob na raz.. Jak pamiec zbiorowa... najdujac moja powtarzalnosc stalam sie czescia czyjejs..
I jakos juz dziwnie mi sie mysli, ze to jest MOJA powtarzalnosc.. :)
Taka moja powtarzalnosc w mojej bajecznej drodze do pracy.
Dzis lodka zaparkowala przy pomoscie z innej niz zazwycaj strony i moj wyprobowany trik siedzenia na najblizszym do wyjscia miejscu zadzialal na moja niekorzysc ;). Wyszlam z lodki jako ostatni pasazer i wartkim krokiem ruszylam ku pracy. Nagle cos zazgrzytalo w rytmie granitorow pedzacych rownomiernie w roznych kierunkach. Kobieta z wozkim kucala obok malucha z hulajnoga I tlumaczyla mu z usmiechem, ze ‘tamten Pan’ wcale na niego nie nakrzyczal.. ze ‘tamten pan’ go na pewno ludzi I nim sie przejmuje.. I ze zwrocil mu uwage, zeby nie jezdzil po rampie miedzy lodzia a pomostem, bosie bal, ze moze sie przewrocic I ze cos mu sie stanie.. I ze to bylo dlatego, ze tamten Pan tez sie o niego troszczy.. I ze wszyscy sie o niego troszcza, bo jest nardzo fajnym chlopcem..
Usmiechnelam sie do kobiety, a ona do mnie.. Chlopiec odwrocil w moja strone buzie.. Nie plakal, choc widac bylo, ze w oczach zebralo mu sie kilka lez.
A dlaczego ta Pani sie do Ciebie usmiecha?
Ta Pani sie do nas usmiecha, bon as tez lubi. Pamietasz te Pania? To ta Pani, ktora ma torbe z krowka I codziennie czyta ksiazka..
Chlopiec pokiwal glowa. Lzy przyschly – chyba zadzialalo odwrocenie uwagi, a ja pomyslalam, ze jestem pania z torba z krowka, ktora codziennie czyta ksiazke.. ;)
I nagle sobie uswiadomilam, ze powtarzalnosc, jesli istnieje, nalezy do wielu osob na raz.. Jak pamiec zbiorowa... najdujac moja powtarzalnosc stalam sie czescia czyjejs..
I jakos juz dziwnie mi sie mysli, ze to jest MOJA powtarzalnosc.. :)
Thursday, 27 September 2012
historia pewnego usmiechu
...zeby nie bylo, ze tylko smuce ostatnio... ;)
Rozmawialam dzis w pracy z managerem, ktorego jeszcze nie znalam, za posrednictwem firmowego komunikatora. Poprosilam o 5 minut rozmowy, ktorej potrzebuje, zeby mu w czyms tam pomoc skuteczniej. On poprosil o przelozenie rozmowy na jutro i spytal, czy to nie bedzie problem.
Odpisalam:
- No problem. Let’s have a chat tomorrow. (I wstawilam :), czyli usmiech…)
Koniec rozmowy.
Kilka minut pozniej zauwazylam, ze okienko komunikatora jest wciaz otwarte. Kliknelam na nie, zeby je zamknac, ale, O ZGROZO!!, moja uwage przyklula ostatnie linijka rozmowy!!!
- No problem. Let’s have a chat tomorrow. :0
Zrobilo mi sie goraco – zamiast i tak niepotrzebnego usmiechu (!!!) wstawilam :0
Blyskawicznie napisalam kolejna linijke
- Apologise.. to mial byc :)
Po 2 sekundach przyszla odpowiedz: No problem! >;D
Amrita sie prawie poplakala ze smiechu, jak jej pokazalam historie rozmowy. Po pierwsze - zamiast usmiechu wyslalam afcetowi rozdziawiona jape! A po drugie, manager z ktorym rozmawialam ma w firmie opinie bardzo powaznego czlowieka. ;)
Hi hi..
Rozmawialam dzis w pracy z managerem, ktorego jeszcze nie znalam, za posrednictwem firmowego komunikatora. Poprosilam o 5 minut rozmowy, ktorej potrzebuje, zeby mu w czyms tam pomoc skuteczniej. On poprosil o przelozenie rozmowy na jutro i spytal, czy to nie bedzie problem.
Odpisalam:
- No problem. Let’s have a chat tomorrow. (I wstawilam :), czyli usmiech…)
Koniec rozmowy.
Kilka minut pozniej zauwazylam, ze okienko komunikatora jest wciaz otwarte. Kliknelam na nie, zeby je zamknac, ale, O ZGROZO!!, moja uwage przyklula ostatnie linijka rozmowy!!!
- No problem. Let’s have a chat tomorrow. :0
Zrobilo mi sie goraco – zamiast i tak niepotrzebnego usmiechu (!!!) wstawilam :0
Blyskawicznie napisalam kolejna linijke
- Apologise.. to mial byc :)
Po 2 sekundach przyszla odpowiedz: No problem! >;D
Amrita sie prawie poplakala ze smiechu, jak jej pokazalam historie rozmowy. Po pierwsze - zamiast usmiechu wyslalam afcetowi rozdziawiona jape! A po drugie, manager z ktorym rozmawialam ma w firmie opinie bardzo powaznego czlowieka. ;)
Hi hi..
Wednesday, 26 September 2012
ciagot ciag dalszy...
Wiem, ze to nie powinno byc tak, zeby codziennie patrzec na zegarek i cieszyc sie, ze kolejna godzina juz minela, ale.. ale jest w tym sens – jeszcze 2, moze 5 lat i … wolnosc. Wolnosc nie-absolutna, ale wolnosc blizsza Wolnosci. Teraz jest czas pracy i pensji.. czas zabezpieczania przyszlosci.. za 2 lata zacznie sie czas powolnego budowania podwalin nowego zycia.. za 5 lat gasze za soba swiatlo, zamykam drzwi i ruszam w droge. Taki jest plan, choc pewnie niewykonalny.. ;)
I jakkolwiek pieknie to brzmi w porownaniu z wizja utkwienia w biurowym wiezieniu na zawsze, to jednak i przeraza troche.. 5 lat.. tak krotko i tak dlugo! Ile nowych zmarszczek bede miala za 5 lat. Jak bedzie wygladalo moje cialo, jak moja dusza? Czy wciaz bede sie czula mloda i silna? W jaki sposob sie zmienie? Co osiagne? Jakim bede czlowiekiem?
Czy bede inna, czy taka sama?
Bo w jakis dziwny sposob, w tym, tak niemoim, swiecie, rozwijam sie zawodowo, wskakuje na kolejne stopnie i powoli ide do gory. Choc sama nie wiem, ani jak, ani po co. ;) Chyba tylko po kawalek dachu nad glowa, ktory w koncu kupie i pod ktorym w koncu zamieszkam.
Czy wszyscy tak maja, czy to tylko ja i garsc moich przyjaciol, ktorzy tez poszukuja sensu w tych codziennych przebierankach..?
I jakkolwiek pieknie to brzmi w porownaniu z wizja utkwienia w biurowym wiezieniu na zawsze, to jednak i przeraza troche.. 5 lat.. tak krotko i tak dlugo! Ile nowych zmarszczek bede miala za 5 lat. Jak bedzie wygladalo moje cialo, jak moja dusza? Czy wciaz bede sie czula mloda i silna? W jaki sposob sie zmienie? Co osiagne? Jakim bede czlowiekiem?
Czy bede inna, czy taka sama?
Bo w jakis dziwny sposob, w tym, tak niemoim, swiecie, rozwijam sie zawodowo, wskakuje na kolejne stopnie i powoli ide do gory. Choc sama nie wiem, ani jak, ani po co. ;) Chyba tylko po kawalek dachu nad glowa, ktory w koncu kupie i pod ktorym w koncu zamieszkam.
Czy wszyscy tak maja, czy to tylko ja i garsc moich przyjaciol, ktorzy tez poszukuja sensu w tych codziennych przebierankach..?
Tuesday, 25 September 2012
jeden z tych dni...
Dzisiaj byl jeden z tych dni, podczas ktorych mysli egzystencjonalne zagluszaja wselkie inne, niezaleznie od ilosci pracy, zadan i od generalnego samopoczucia. Piekne, sloneczne biuro z oblednym widokiem na marine i na rzeke, pelno ludzi dookola, natlok zadan do wykonania, a w glowie piekaca mysl, ze powinnam byc w domu i szyc zaslony lub zabawki, robic na drutach, pisac, pracowac nad strona www i szukac fotograficznych zlecen, rozwijac jakikolwiek niekorporacyjny biznes, w ktorym kreatywnosc nie zmierzalaby w kierunku zaspokojenia wyznaczonych wskaznikow wydajnosci. Ja powinnam pisac i fotografowac.. Czy to sie kiedykolwiek stanie? Czy to nadejdzie, pojawi sie, nastapi?
Niespokojne mysli wylatuja ze mnie, jak ptaki i szybuja pod sufitem.. potem kieruja sie ku wolnosci, ale po drodze odbijaja sie od zaslaniajacych ja szyb.. wiec wracaja po cichu, zgarbione… i siadaja, smutne, na grzedach we mnie.. i czekaja na 18sta, kiedy w radosci pedu do domu znow zapomne, ze ten jedyny, malutki skrawek czasu, ktory jakims biologiczno-chemicznym cudem zostal mi podarowany, wykorzystuje w tak daleki mi sposob..
A jutro moze mysli nie wyrwa sie z letargu i bede sie cieszyc oblednym widokiem za firmowym oknem, interesujacymi ludzmi, z ktorymi rozmawiam i osiagnieciami w pracy..?
A moze jutro juz tu nie przyjde, tylko zapukam rano do mojej pieknej sasiadki Ishq’i, ktora zmienia imie za kazdym razem, kiedy w kanale medytacji ukaze sie jej nowe i ktora zajmuje sie masazem zen odblokowujacym w jej klientach uwieziona energie.. I po ziolowej herbacie z magiczna Ishq’a i jej corecka Ashvara wroce do domu, usiade przed komputerem i zrobie cos, co juz na zawsze mnie uwolni?
...wiem, ze jutro jeszcze przyjde do pracy. I wiem, ze bede sie cieszyla dniem, bedzie cieplo, konstruktywnie i dobrze.. I tak stanie sie jeszcze wiele razy. Ale kiedys nastapi koniec. Koniec i poczatek... :)
Niespokojne mysli wylatuja ze mnie, jak ptaki i szybuja pod sufitem.. potem kieruja sie ku wolnosci, ale po drodze odbijaja sie od zaslaniajacych ja szyb.. wiec wracaja po cichu, zgarbione… i siadaja, smutne, na grzedach we mnie.. i czekaja na 18sta, kiedy w radosci pedu do domu znow zapomne, ze ten jedyny, malutki skrawek czasu, ktory jakims biologiczno-chemicznym cudem zostal mi podarowany, wykorzystuje w tak daleki mi sposob..
A jutro moze mysli nie wyrwa sie z letargu i bede sie cieszyc oblednym widokiem za firmowym oknem, interesujacymi ludzmi, z ktorymi rozmawiam i osiagnieciami w pracy..?
A moze jutro juz tu nie przyjde, tylko zapukam rano do mojej pieknej sasiadki Ishq’i, ktora zmienia imie za kazdym razem, kiedy w kanale medytacji ukaze sie jej nowe i ktora zajmuje sie masazem zen odblokowujacym w jej klientach uwieziona energie.. I po ziolowej herbacie z magiczna Ishq’a i jej corecka Ashvara wroce do domu, usiade przed komputerem i zrobie cos, co juz na zawsze mnie uwolni?
...wiem, ze jutro jeszcze przyjde do pracy. I wiem, ze bede sie cieszyla dniem, bedzie cieplo, konstruktywnie i dobrze.. I tak stanie sie jeszcze wiele razy. Ale kiedys nastapi koniec. Koniec i poczatek... :)
Labels:
idealy,
marudzenie,
marzenia,
niepokoj,
praca,
przemyslenia,
sens istnienia
Monday, 17 September 2012
historia nowej patelni i weganskich kotletow..
Byc wegetarianinem jest latwo i przyjemnie. W moim wykonaniu oznacza to po protu nie jedzenie miesa ani zadnych potraw, w ktorych pochodzi cokolwiek, dla czego zabito istote zyjaca...
I to jest naprawde latwe.
Bycie weganinem jest juz duzo wieksza sztuka. W sklepach trudno znalezc produkty bez zawartosci mleka, jaka, itp., wiec nie ma za bardzo, jak kupic przegryzki w momencie, kiedy czlowiek zglodnieje na miescie..
...no ale weganin na diecie odchudzajacej, to juz przeklenstwo dla samego siebie! ;)
A teraz bez szumnych nazw i kategoryzowania.. miesa nie jesm, z pewnymi poslizgami, od wielu lat. Zrezygnowanie z produktow odzwierzecych (mleko, sery, jajka) przychodzilo do mnie powoli - z przyczyn etycznych (wystarczy wygooglowac i poczytac o nowoczesnej produkcji jaj czy mleka (biedne krowy i biedni my, pijacy to przestepstwo na ktore ani nasz organizm nie jest do konca przygootowany, ani nie potrzebuje antybiotykow i hormonow, ktore sie krowom anyepidemiologicznie i dla lepszej produkcji wstrzykuje, ze wspomne tylko o niedrastycznych prawdach) i zdrowotnych - od jakiegos czasu czuje, ze moj organizm nie toleruje juz mleka i jaj tak, jak kiedys. Co prawda ser pochlaniam ze smakiem, ale coz.. Przyszedl czas na zmiane.
Obejrzalam kilka filmow dokumentalnych, poczytalam artykuly i badania dostepne w zrodlach niekontrolowanych przez media oficjalne, ktore tak wspieraja odzwierzecy business i produkcje, ze w latach 50tych prowadzily kampanie promocyjne rdzace kobietom nie karmic niemowlat piersia, tylko od razu przestawiac na mleko krowie (sic!) i uczace ludzi, ze mieso to najlepsze, najlatwiej przyswajalne zrodlo protein (bzdura!) i... postanowilam, ze zrezygnuje z jajek i produktow mlecznych, przynajmniej na jakis czas, zeby sprawdzic, jak sie bede z tym bede czula.
A ze Bibsztyl, z przyczyn etycznych i globalnych, wlasnie postanowil zrezygnowac z jedzenia miesa, pomyslalam, ze moge i sobie i jemu w tym pomoc. Dla mnie zmiana jest stosunkowo latwa - odstawiam kilka produktow, dla Bibsztyla - rozsmakowanego miesozercy, to totalna zmiana stylu zycia. A jako, ze Bibsztyl jest dosc duzym czlowiekiem i lubi zjesc cos konkretnego, postanowilam wyspecjalizowac sie w weganskich kotletach i pieczeniach, zeby mu w tym pomoc, a i siebie dowartosciowac. ;)
Kotlety z platkow owsianych (latwizna!) robilo sie przyjemnie, choc smazenie zajelo wieki - potrzebuje nowej patelni!
Przed kolejnym stopniem wtajemniczenia - kotletami z grochu, pojechalam do tesco. Z tesco wyszlam z rumiencem podniecenia na twarzy i nowa boska patelnia... ktora nie dziala na naszej indukcyjnej kuchence, co sie okazalo dopiero po wyrobieniu grochowego ciasta...
Kotlety smazylam na starej patelni prawie 2 godziny.
Kotlety byly pyszne, patelnie wymienilam na dobra, ale poki co, jakos mam dosyc smazenia...
I to jest naprawde latwe.
Bycie weganinem jest juz duzo wieksza sztuka. W sklepach trudno znalezc produkty bez zawartosci mleka, jaka, itp., wiec nie ma za bardzo, jak kupic przegryzki w momencie, kiedy czlowiek zglodnieje na miescie..
...no ale weganin na diecie odchudzajacej, to juz przeklenstwo dla samego siebie! ;)
A teraz bez szumnych nazw i kategoryzowania.. miesa nie jesm, z pewnymi poslizgami, od wielu lat. Zrezygnowanie z produktow odzwierzecych (mleko, sery, jajka) przychodzilo do mnie powoli - z przyczyn etycznych (wystarczy wygooglowac i poczytac o nowoczesnej produkcji jaj czy mleka (biedne krowy i biedni my, pijacy to przestepstwo na ktore ani nasz organizm nie jest do konca przygootowany, ani nie potrzebuje antybiotykow i hormonow, ktore sie krowom anyepidemiologicznie i dla lepszej produkcji wstrzykuje, ze wspomne tylko o niedrastycznych prawdach) i zdrowotnych - od jakiegos czasu czuje, ze moj organizm nie toleruje juz mleka i jaj tak, jak kiedys. Co prawda ser pochlaniam ze smakiem, ale coz.. Przyszedl czas na zmiane.
Obejrzalam kilka filmow dokumentalnych, poczytalam artykuly i badania dostepne w zrodlach niekontrolowanych przez media oficjalne, ktore tak wspieraja odzwierzecy business i produkcje, ze w latach 50tych prowadzily kampanie promocyjne rdzace kobietom nie karmic niemowlat piersia, tylko od razu przestawiac na mleko krowie (sic!) i uczace ludzi, ze mieso to najlepsze, najlatwiej przyswajalne zrodlo protein (bzdura!) i... postanowilam, ze zrezygnuje z jajek i produktow mlecznych, przynajmniej na jakis czas, zeby sprawdzic, jak sie bede z tym bede czula.
A ze Bibsztyl, z przyczyn etycznych i globalnych, wlasnie postanowil zrezygnowac z jedzenia miesa, pomyslalam, ze moge i sobie i jemu w tym pomoc. Dla mnie zmiana jest stosunkowo latwa - odstawiam kilka produktow, dla Bibsztyla - rozsmakowanego miesozercy, to totalna zmiana stylu zycia. A jako, ze Bibsztyl jest dosc duzym czlowiekiem i lubi zjesc cos konkretnego, postanowilam wyspecjalizowac sie w weganskich kotletach i pieczeniach, zeby mu w tym pomoc, a i siebie dowartosciowac. ;)
Kotlety z platkow owsianych (latwizna!) robilo sie przyjemnie, choc smazenie zajelo wieki - potrzebuje nowej patelni!
Przed kolejnym stopniem wtajemniczenia - kotletami z grochu, pojechalam do tesco. Z tesco wyszlam z rumiencem podniecenia na twarzy i nowa boska patelnia... ktora nie dziala na naszej indukcyjnej kuchence, co sie okazalo dopiero po wyrobieniu grochowego ciasta...
Kotlety smazylam na starej patelni prawie 2 godziny.
Kotlety byly pyszne, patelnie wymienilam na dobra, ale poki co, jakos mam dosyc smazenia...
Thursday, 13 September 2012
widelce ponad nozami (forks over knives)
Jesli ktos moze znalezc po polsku, lub nie ma nic przeciwko ogladaniu wersji angielskiej, to BARDZO polecam. Wystarczy wygooglowac i mozna obejrzec za darmo.
Jest o film dokumentalny o tym, od czego powstaja choroby cywilizacyjne, takie jak cukrzyca, choroby wiencowe, serca, a nawet niektore nowotwory. Film z informacjami tak tak oczywistymi, ze to przerazajace.. Pokazujacymi mechanizmy ksztaltujace nasze wierzenia i obalajacymi wszczepione nam prawdy o zywieniu..
Wszystko zalezy od tego, co jemy.. Ile razy slyszalo sie haslo: "jestem tym, co jesz"? A i otylosc genetyczna i wymowkowe "zaburzenia przemiany materii" w naszym dziecinstwie nie istnialy - grubi byli ludzie, ktorzy za duzo jedli.. Z czasem nasza, zachodnia juz coraz bardziej, kultura, zapomniala, ze zeby byc zdrowym, trzeba o siebie dbac i sie zdrowo odzywiac.. I tak.. mieso jadlo sie od tysiecy lat, tyle ze nie 3 rzy dziennie w polaczeniu z chlebem, ziemniakami i zawiesistymi sosami...
Film swietny. Daje do myslenia. Mnie dal, Bibsztylowi dal.
Wiekszosc chorob cywilizacyjnych mozna wyleczyc.
Niektore mozna zahamowac.
Ale do wszystkich mozna NIE DOPUSCIC!
Trzeba tylko otworzyc umysl i zrobic odwazny krok...
Polecam.
Jest o film dokumentalny o tym, od czego powstaja choroby cywilizacyjne, takie jak cukrzyca, choroby wiencowe, serca, a nawet niektore nowotwory. Film z informacjami tak tak oczywistymi, ze to przerazajace.. Pokazujacymi mechanizmy ksztaltujace nasze wierzenia i obalajacymi wszczepione nam prawdy o zywieniu..
Wszystko zalezy od tego, co jemy.. Ile razy slyszalo sie haslo: "jestem tym, co jesz"? A i otylosc genetyczna i wymowkowe "zaburzenia przemiany materii" w naszym dziecinstwie nie istnialy - grubi byli ludzie, ktorzy za duzo jedli.. Z czasem nasza, zachodnia juz coraz bardziej, kultura, zapomniala, ze zeby byc zdrowym, trzeba o siebie dbac i sie zdrowo odzywiac.. I tak.. mieso jadlo sie od tysiecy lat, tyle ze nie 3 rzy dziennie w polaczeniu z chlebem, ziemniakami i zawiesistymi sosami...
Film swietny. Daje do myslenia. Mnie dal, Bibsztylowi dal.
Wiekszosc chorob cywilizacyjnych mozna wyleczyc.
Niektore mozna zahamowac.
Ale do wszystkich mozna NIE DOPUSCIC!
Trzeba tylko otworzyc umysl i zrobic odwazny krok...
Polecam.
Labels:
choroba,
dieta,
idealy,
praktyczne rady,
weganizm,
wegetarianizm
Tuesday, 11 September 2012
czas plynie przez palce
i tyle nowego i tak bardzo nic sie nie zmienia... zagladam pod moje drzewo codziennie i jednak nic nie skrobie..
ale mam kilka cieplych opowiesci. :)
na jutro.. :))
Subscribe to:
Posts (Atom)