Dzisiaj byl jeden z tych dni, podczas ktorych mysli egzystencjonalne zagluszaja wselkie inne, niezaleznie od ilosci pracy, zadan i od generalnego samopoczucia. Piekne, sloneczne biuro z oblednym widokiem na marine i na rzeke, pelno ludzi dookola, natlok zadan do wykonania, a w glowie piekaca mysl, ze powinnam byc w domu i szyc zaslony lub zabawki, robic na drutach, pisac, pracowac nad strona www i szukac fotograficznych zlecen, rozwijac jakikolwiek niekorporacyjny biznes, w ktorym kreatywnosc nie zmierzalaby w kierunku zaspokojenia wyznaczonych wskaznikow wydajnosci. Ja powinnam pisac i fotografowac.. Czy to sie kiedykolwiek stanie? Czy to nadejdzie, pojawi sie, nastapi?
Niespokojne mysli wylatuja ze mnie, jak ptaki i szybuja pod sufitem.. potem kieruja sie ku wolnosci, ale po drodze odbijaja sie od zaslaniajacych ja szyb.. wiec wracaja po cichu, zgarbione… i siadaja, smutne, na grzedach we mnie.. i czekaja na 18sta, kiedy w radosci pedu do domu znow zapomne, ze ten jedyny, malutki skrawek czasu, ktory jakims biologiczno-chemicznym cudem zostal mi podarowany, wykorzystuje w tak daleki mi sposob..
A jutro moze mysli nie wyrwa sie z letargu i bede sie cieszyc oblednym widokiem za firmowym oknem, interesujacymi ludzmi, z ktorymi rozmawiam i osiagnieciami w pracy..?
A moze jutro juz tu nie przyjde, tylko zapukam rano do mojej pieknej sasiadki Ishq’i, ktora zmienia imie za kazdym razem, kiedy w kanale medytacji ukaze sie jej nowe i ktora zajmuje sie masazem zen odblokowujacym w jej klientach uwieziona energie.. I po ziolowej herbacie z magiczna Ishq’a i jej corecka Ashvara wroce do domu, usiade przed komputerem i zrobie cos, co juz na zawsze mnie uwolni?
...wiem, ze jutro jeszcze przyjde do pracy. I wiem, ze bede sie cieszyla dniem, bedzie cieplo, konstruktywnie i dobrze.. I tak stanie sie jeszcze wiele razy. Ale kiedys nastapi koniec. Koniec i poczatek... :)
No comments:
Post a Comment