Wiem, ze to nie powinno byc tak, zeby codziennie patrzec na zegarek i cieszyc sie, ze kolejna godzina juz minela, ale.. ale jest w tym sens – jeszcze 2, moze 5 lat i … wolnosc. Wolnosc nie-absolutna, ale wolnosc blizsza Wolnosci. Teraz jest czas pracy i pensji.. czas zabezpieczania przyszlosci.. za 2 lata zacznie sie czas powolnego budowania podwalin nowego zycia.. za 5 lat gasze za soba swiatlo, zamykam drzwi i ruszam w droge. Taki jest plan, choc pewnie niewykonalny.. ;)
I jakkolwiek pieknie to brzmi w porownaniu z wizja utkwienia w biurowym wiezieniu na zawsze, to jednak i przeraza troche.. 5 lat.. tak krotko i tak dlugo! Ile nowych zmarszczek bede miala za 5 lat. Jak bedzie wygladalo moje cialo, jak moja dusza? Czy wciaz bede sie czula mloda i silna? W jaki sposob sie zmienie? Co osiagne? Jakim bede czlowiekiem?
Czy bede inna, czy taka sama?
Bo w jakis dziwny sposob, w tym, tak niemoim, swiecie, rozwijam sie zawodowo, wskakuje na kolejne stopnie i powoli ide do gory. Choc sama nie wiem, ani jak, ani po co. ;) Chyba tylko po kawalek dachu nad glowa, ktory w koncu kupie i pod ktorym w koncu zamieszkam.
Czy wszyscy tak maja, czy to tylko ja i garsc moich przyjaciol, ktorzy tez poszukuja sensu w tych codziennych przebierankach..?
No comments:
Post a Comment