Monday, 26 November 2012

koniec swiata

Wedlug swiata zachodniego wedlug kalendarza Majow 21 grudnia tego roku nastapi koniec swiata. Wiem, ze zdanie skomplikowane, wiec zeby je uproscic powiem inaczej - potomkowie Majow nie wiedza, ze kalendarz ich przodkow mowi o nadchodzacym koncu swiata. Amerykanie i Europejczycy za to wiedza i niektorzy sie nawet do niego przygotowuja... A wielu przechodzi drobny dreszcz podniecenia na mysl, ze moze jednak Majowie...  ;)

Co prawda wydaje mi sie, ze po absolutnie pewnym koncu swiata, ktory sie nie wydarzyl w zeszlym roku, kazdy przepowiadajacy powinien sie stuknac drewniana palka do mieszania ciasta w czolo, ale coz.. Chyba trzeba by im to bylo stukniecie w czolo podpowiedziec.. ;)

Natomiast (!!!!), zeby tu nie tryskac samymi pomyslami, jak skutecznie wybijac konce swiata wieszczom z glow, na skromne potrzeby naszego blogowego stowarzyszenia chcialam podejsc do tematu z innej strony - od strony potencjalnego konsumenta. No wiec konsumpcji nie bedzie. Jestesmy bezpieczni.

A wiem to na pewno, bo Sliwka, ktora jest w tej chwili w drodze z Gwatemali do Meksyku, obiecala, ze pomodli sie w swiatyni Majow, zeby konca swiata jednak nie bylo.. A jak Sliwka cos robi, to na pewno skutecznie. ;) Taki czlowiek skazany na sukces ona jest i niech jej tak juz zostanie... ;)

Wiec oglasza sie oficjalnie, ze koniec swiata planowany na grudzien 2012 sie nie odbedzie. Mozna na spokojnie kupowac prezenty pod choinke i planowac przyszloroczne wakacje.
;P

PS. A swoja droga, co za porazka z tym zeszlorocznym koncem swiata!! Tamten, dla odmiany, byl chrzescijanski, ogloszony przez czlowieka, ktory juz raz wczesniej przepowiedzial koniec swiata i sie pomylil.. Po uprzedniej pomylce sie zreflektowal, poprawil wszelkie kalkulacje i koniec swiata mial sie wydarzyc juz na pewno! Hi hi hi..


Sunday, 25 November 2012

postanowienia przed-noworoczne

a w zasadzie lista zyczen..

Na urodziny dostalam od Amelii film z Jackiem Nicolson'em i Morganem Freemanem pt. "The Bucket List" - jeden z jej ulubionych. Prezent byl trafiony tematycznie, poniewaz kilka tygodni wczesniej odkrylam Bucket Lists jako takie.
Bucket List to lista, ktora sie spisuje na kartce papieru lub na stronie www. To lista rzeczy, ktore czlowiek  MUSI (czytaj: bardzo chce) zrobic w zyciu. Zanim... no wlasnie.. zanim umrze? Smierc nie jest tu atrybutem koniecznym, ale chyba pomaga, jako koniec nieodwolalny, po ktorym rzeczy ziemskich sie juz robic nie bedzie.. Przynajmniej mi nic o takiej mozliwosci nie wiadomo. ;)

O Bucket Lists dowiedzialam sie czytajac rubryke "Zycie i styl" w brytyjskim Guardianie. Byl tam krotki artykul o mlodej lekarce, ktora zupelnie niespodziewanie dostala wyrok - zlosliwy nowotwor i 14 miesiecy zycia. Kate postanowila, ze te 14 miesiecy wykorzysta w jak najlepszy, najpelniejszy sposob i.. zrobila swoja Bucket List. Sa na niej weekend z mezem (tylko we dwoje) w Londynie, wyjazd do Las Vegas, ktore oboje kochaja, kilka innych mniejszych i wiekszych podrozy, ekskluzywna popoludniowa herbatka w Savoy'u, SPA z kolezankami, kupienie torebki ulubionej firmy za pelna cene (a nie, jak zwykle, na wyprzedazy), ponowne poslubienie wlasnego meza, zobaczenie pand w zoo w Edynburgu, od zawsze odkladana na kiedys nauka wloskiego, zrobienie sobie tatuazu, zebranie 50 000 funtow dla fundacji charytatywnej wsperajacej walke z rakiem...



No wlasnie.. i stad wiem o istnieniu Bucket Lists. Szkoda, ze taka historia naprawde sie pisze...

Film od Amelii obejrzalam dopiero przedwczoraj i naprawde mi sie podobal. Pochlipalam sobie na nim troche i pousmiechalam sie do monitora..  Moze nie jest to film, ktory zmieni moje zycie, ale.. no wlasnie.. moze i zmieni? Kto to tam wie, co sie stanie. Nigdy nie mow nigdy..

Od wczoraj ukladam w swojej glowie Liste Marzen i Chcen. Roznica miedzy mna, a Kate polega glownie na tym, ze ja nie mam przepowiedzianej daty, do ktorej musze punkty z mojej listy zrealizowac. Ten dzien moze nastapic za 50-60 lat, a moze jutro. I pomyslalam, ze moze fajnie by bylo wziac kartke papieru - w moim przypadku caly zeszyt ;), i zaczac spisywac to, co chcialabym zrobic, osiagnac, zobaczyc.. 
Ta lista nie bedzie wyjsciem do kontemplowania porazek i spisem tego, czego mi sie nie udalo zrealizowac. Bedzie latarka do planowania wydarzen i wyjazdow oraz punktem wyjsciowym do swiata marzen i kreatywnosci. Uzurpuje sobie prawo do modyfikowania jej ile mi sie zywnie podoba, przy zachowaniu jednej zasady - kazde skreslenie musi byc zrobione tak, zeby mozna bylo odczytac przekreslona tresc pod spodem.. 

** Kilka tygodni temu przypomnialam sobie jak bardzo kiedys chcialam pojechac do Irlandii i jak za  mlodzienczych lat wyobrazalam sobie koncerty irlandzkiej poezji spiewanej... W Irlandii bylam juz 2 razy. Dzieki dobrym ludziom, ktorzy sie teraz buduja  na polskiej wsi pod wygaslym wulkanem :)) , zobaczylam piekne irlandzkie jeziora z dziesiatkami wysepek, schowane wsrod starych gor. Dzieki innym dobrym ludziom przeszlam dolina innych irlandzkich gor i zobaczylam celycki cmentarz, na ktorym swiatlo zachodzacego slonca bawilo sie okraglymi krzyzami.. Zobaczylam te magie, o ktorej marzylam nastoletnim sercem... I wlasnie wtedy naszla mnie mysl.. Ile moich marzen juz zrealizowalam, nie odczuwajac tego, ze stalo sie wlasnie cos wielkiego? Cos, w co kiedys bym moze nawet nie uwierzyla, ze mogloby sie stac??
A ilu moich marzen juz nie pamietam? Ile z nich odeszlo juz na dobre, ile tylko zasnelo na troche i jeszcze do mnie wroci..?
Moj "Zeszyt Marzen i Chcen" pomoze mi pamietac.. I nawet jesli wiecej bedzie w nim niezrealizowanych planow, niz tych, ktore uda mi sie odhaczyc, to moze kiedys oddam go w prezencie moim dzieciom lub wnukom, zeby dopisywaly do niego swoje marzenia? Albo zeby posmialy sie z sentymentalnej babki, co sie wzrusza, ze widziala cien celtyckiego krzyza, na burozielonej jesiennej trawie w dolinie Glendalough..





I a propos mojej milosci do muzyki szkockiej i irlandzkiej postanowilam, ze pojde na najblizszy koncert Christy'ego Moor'a ( Black is the colour ).. Bedzie jedno marzenie skreslone z listy.. 

Moze tez w jego miejsce pojawi sie kolejne? :)

PS. W listopadzie minelo 14 miesiecy od wyroku Kate. Uda sie jej zrealizowac wiecej niz planowala. :)) 

Thursday, 15 November 2012

balans dla uporzadkowanego wnetrza


Ktos zasmial sie, zartujac z mojej wiecznie rozczochranej szefowej: gdyby swiat byl taki, jak wlosy Lizy, to nigdy bysmy z niczym nie doszli do porzadku.

Liza z powaznym usmiechem powiedziala:

"Slaby dowcip, bo ja mierzwie wlosy wlasnie po to, zeby stworzyc balans z perfekcyjnie uporzadkowanym wnetrzem."

...po czym usmichnela sie krotko, odwrocila sie, podniosla sluchawke i zaczela wybierac numer telekonferencji na poziomie globalnym, w ktora sie miala wdzwonic...


Hmm..
To co ja balansuje moimi wiecznie upietymi na gladko wlosami..?? Wlosami z obsesyjnie przyklepywanym i przypinanym wsuwkami kazdym, niesmialo wyrywajacym sie spod kontroli, kosmykiem???

;)

Tuesday, 13 November 2012

Diwali.. swieto swiatel..

W zwiazku z praca w firmie z korzeniami hinduskimi mam okazje poznac wiecej kultury hinduskiej, niz kiedykolwiek wczesniej..

Mamy listopad, nadszedl czas Diwali.. Diwali to hinduskie swieto swiatel.. 
Od kilku dni moi koledzy sprzataja wszystkie katy, wymiataja kurze, sciagaja pajeczyny, szoruja wszystkie listwy przypodlogowe na najwyzszy polysk. Amrita mowi, ze to dlatego, ze hinduscy bogowie sa bardzo higieniczni! Bogini Lakshmi do brudnego domu nie przyjdzie. ;)

Diwali to najwazniejsze swieto w hinduskim kalendarzu - swieto pelne migoczacych swiatel lampek oliwnych, pelne slodyczy, rodziny, tanca i smiechu. Swieto fajerwerkow i modlitwy o dobrobyt. Tradycyjnie przypada ono na koniec okresu zbiorow w Indiach, kiedy wszyscy modlili sie do bogow w podziekowaniu za miniony sezon i z prosba o to, zeby kolejny byl urodzajny. Bo kiedys dobrobyt oznaczal urodzaj i plodnosc. Dzis, smieja sie moi znajomi, wszyscy modla sie o pieniadze! ;)

Wiec jesli ktos chce miec ustabilizowana sytuacje finansowa, to szoruje sciany i podlogi, az piszczy, zeby Lakshmi-czysciocha weszla do jego domu i uchronila cala jego rodzine od materialnych trosk. ;)

W miniony piatek moi hinduscy koledzy zrobili w pracy biurowe Diwali. Oficjalnie zarzadzono dzien ubran etnicznych, po cichu przed nie-hindusami zrzucono sie na jedzenie (mnostwo jedzenia!), podczas dluzszej niz zwykle przerwy na lunch byly Bollywoodzkie tance, smiechy, kazdy dostal diwali'owa gliniana lampke.

Ja w dodatku dostalam nagrode za najautentyczniej ubrana etnicznie osobe (nagroda ciut polityczna - chwala moim kolegom tak czy siak) i dla najlepszej tancerki Bollywood. ;)
I juz zawsze Diwali bedzie mi sie kojarzylo ze swiatelkami i ze smiechem. ;)

Szczesliwego Diwali, Moi Drodzy! :)






Friday, 2 November 2012

Financial times

Wymyslilam sposob na zdobycie dodatkowej wiedzy i moze przy okazji zrozumienia tego, co sie na tym dziwnym swiecie dzieje. W pokoju dla gosci w moim biurze codziennie rozkladane sa swieze gazety - Times, Financial Times, Guardian. Dobre tytuly.

Postanowilam, ze od czasu do czasu bede brala z pracy Financial times i czytala go w drodze do domu.

Przedwczorajszy otworzylam wczoraj... i co widze?



Artykuly byly naprawde interesujace, choc przewiduja, ze Polska dostanie troche po 4 literach w zwiazku z problemami Unii Europejskiej - glownego rynku zbytu. Natomiast, ogolnie rzecz ujmujac, artykul jest nastawiony do Polski i przemian ustrojowo-ekonomicznych pozytywnie.

Fajnie w obcym kraju, w obcym jezyku, czytac, ze kraj moich korzeni jest rekomendowany azgranicznym inwestorom - wiecej pracy dla "naszych". ;)