Sunday, 25 November 2012

postanowienia przed-noworoczne

a w zasadzie lista zyczen..

Na urodziny dostalam od Amelii film z Jackiem Nicolson'em i Morganem Freemanem pt. "The Bucket List" - jeden z jej ulubionych. Prezent byl trafiony tematycznie, poniewaz kilka tygodni wczesniej odkrylam Bucket Lists jako takie.
Bucket List to lista, ktora sie spisuje na kartce papieru lub na stronie www. To lista rzeczy, ktore czlowiek  MUSI (czytaj: bardzo chce) zrobic w zyciu. Zanim... no wlasnie.. zanim umrze? Smierc nie jest tu atrybutem koniecznym, ale chyba pomaga, jako koniec nieodwolalny, po ktorym rzeczy ziemskich sie juz robic nie bedzie.. Przynajmniej mi nic o takiej mozliwosci nie wiadomo. ;)

O Bucket Lists dowiedzialam sie czytajac rubryke "Zycie i styl" w brytyjskim Guardianie. Byl tam krotki artykul o mlodej lekarce, ktora zupelnie niespodziewanie dostala wyrok - zlosliwy nowotwor i 14 miesiecy zycia. Kate postanowila, ze te 14 miesiecy wykorzysta w jak najlepszy, najpelniejszy sposob i.. zrobila swoja Bucket List. Sa na niej weekend z mezem (tylko we dwoje) w Londynie, wyjazd do Las Vegas, ktore oboje kochaja, kilka innych mniejszych i wiekszych podrozy, ekskluzywna popoludniowa herbatka w Savoy'u, SPA z kolezankami, kupienie torebki ulubionej firmy za pelna cene (a nie, jak zwykle, na wyprzedazy), ponowne poslubienie wlasnego meza, zobaczenie pand w zoo w Edynburgu, od zawsze odkladana na kiedys nauka wloskiego, zrobienie sobie tatuazu, zebranie 50 000 funtow dla fundacji charytatywnej wsperajacej walke z rakiem...



No wlasnie.. i stad wiem o istnieniu Bucket Lists. Szkoda, ze taka historia naprawde sie pisze...

Film od Amelii obejrzalam dopiero przedwczoraj i naprawde mi sie podobal. Pochlipalam sobie na nim troche i pousmiechalam sie do monitora..  Moze nie jest to film, ktory zmieni moje zycie, ale.. no wlasnie.. moze i zmieni? Kto to tam wie, co sie stanie. Nigdy nie mow nigdy..

Od wczoraj ukladam w swojej glowie Liste Marzen i Chcen. Roznica miedzy mna, a Kate polega glownie na tym, ze ja nie mam przepowiedzianej daty, do ktorej musze punkty z mojej listy zrealizowac. Ten dzien moze nastapic za 50-60 lat, a moze jutro. I pomyslalam, ze moze fajnie by bylo wziac kartke papieru - w moim przypadku caly zeszyt ;), i zaczac spisywac to, co chcialabym zrobic, osiagnac, zobaczyc.. 
Ta lista nie bedzie wyjsciem do kontemplowania porazek i spisem tego, czego mi sie nie udalo zrealizowac. Bedzie latarka do planowania wydarzen i wyjazdow oraz punktem wyjsciowym do swiata marzen i kreatywnosci. Uzurpuje sobie prawo do modyfikowania jej ile mi sie zywnie podoba, przy zachowaniu jednej zasady - kazde skreslenie musi byc zrobione tak, zeby mozna bylo odczytac przekreslona tresc pod spodem.. 

** Kilka tygodni temu przypomnialam sobie jak bardzo kiedys chcialam pojechac do Irlandii i jak za  mlodzienczych lat wyobrazalam sobie koncerty irlandzkiej poezji spiewanej... W Irlandii bylam juz 2 razy. Dzieki dobrym ludziom, ktorzy sie teraz buduja  na polskiej wsi pod wygaslym wulkanem :)) , zobaczylam piekne irlandzkie jeziora z dziesiatkami wysepek, schowane wsrod starych gor. Dzieki innym dobrym ludziom przeszlam dolina innych irlandzkich gor i zobaczylam celycki cmentarz, na ktorym swiatlo zachodzacego slonca bawilo sie okraglymi krzyzami.. Zobaczylam te magie, o ktorej marzylam nastoletnim sercem... I wlasnie wtedy naszla mnie mysl.. Ile moich marzen juz zrealizowalam, nie odczuwajac tego, ze stalo sie wlasnie cos wielkiego? Cos, w co kiedys bym moze nawet nie uwierzyla, ze mogloby sie stac??
A ilu moich marzen juz nie pamietam? Ile z nich odeszlo juz na dobre, ile tylko zasnelo na troche i jeszcze do mnie wroci..?
Moj "Zeszyt Marzen i Chcen" pomoze mi pamietac.. I nawet jesli wiecej bedzie w nim niezrealizowanych planow, niz tych, ktore uda mi sie odhaczyc, to moze kiedys oddam go w prezencie moim dzieciom lub wnukom, zeby dopisywaly do niego swoje marzenia? Albo zeby posmialy sie z sentymentalnej babki, co sie wzrusza, ze widziala cien celtyckiego krzyza, na burozielonej jesiennej trawie w dolinie Glendalough..





I a propos mojej milosci do muzyki szkockiej i irlandzkiej postanowilam, ze pojde na najblizszy koncert Christy'ego Moor'a ( Black is the colour ).. Bedzie jedno marzenie skreslone z listy.. 

Moze tez w jego miejsce pojawi sie kolejne? :)

PS. W listopadzie minelo 14 miesiecy od wyroku Kate. Uda sie jej zrealizowac wiecej niz planowala. :)) 

No comments:

Post a Comment