Tuesday, 25 May 2010

ksiezniczka na ziarnku grochu

..po kilku miesiacach cowieczornego rwacego bolu przeszywajacego przy co trzecim kroku moje zmeczone ja poszlam do lekarza. wytlumaczylam, ze boli dokladnie tam, gdzie w dziecinstwie pani Jakubiakowa wladowala mi serie zastrzykow 'delbety' i ze boli, jakby mi ktos wyrywal z biodra, szarpiac graltownie w dol, ogrooomne drzewo, ktore tam wroslo do gory korzeniami.. tudziez odwrocona do goty 'nogami' blyskawice..
lekarz sie usmial do lez z tlumaczenia, ale powiedzial, ze wie dokladnie o jaki rodzaj bolu chodzi. cos gdzies mi uciska na nerw.. lekarz byl bardzo sympatyczny i wzbudzal zaufanie, wiec dalam sobie wytlumaczyc, ze moze kiedys samo przejdzie i wzielam recepte na leki przeciwbolowe.

po kilku miesiacach ponownie bylam w przychodni

tym razem nie dalam sobie wytlumaczyc, ze ten bol, to jak integralna czesc mnie i prawa istnienia. uparlam sie, ze perspektywa 40 lat na lekach przeciwbolowych to nie jest rozwiazanie, ktore biore pod uwage i musimy poszukac innego.
lekarz zasugerowal ponownie, ze jesli bol zostawimy tak, jak jest to moze sam kiedys przejdzie
LUB
moze mi wypisac skierowanie na skomplikowane badanie komputerowe, zeby sprawdzic, gdzie nerw jest uwieziony i wtedy bedzie albo operacja podciecia przytrzasnietego nieszczesnika albo zastrzyk w wiazke nerwowa, zeby ja znieczulic.. jako, ze zastrzyki naleza u mnie do kategorii: "zestaw tortur z dziecinstwa", chcialam sie ze wszystkiego wycofac, ale..
zacinsnelam dlonie i postanowilam: decyzje podejme PO badaniu

po kilku tygodniach czekania na list z kliniki i rezerwowania terminow przyjela mnie dziewczyna mlodsza ode mnie. po krotkim wyjasnieniu, co mi lekarz powiedzial, stwierdzila, ze lekarze sie nie znaja - znaja sie fizjoterapeuci.
zrobila mi kilkanascie testow polagajacych na wciskaniu mi nog w staw biodrowy lub wyrywaniu ich z niego, po czym powiedziala, ze mam zbyt napiete miesnie w lewym udzie i... lewym posladku! ;)
miesnie sa tak spiete, ze testy sie daja oczekiwanych rezultatow! tam, gdzie powinno mnie ciagnac z tylu nogi, mnie ciagnie z przodu, kiedy powinien zabolec posladek, mi strzyka w biodrze.. ona nie wie dokladnie, co sie dzieje, ale dopoki nie rozluznie posladka - wiedziec nie bedzie!
dostalam zestaw cwiczen rozciagajacych i pileczke do tenisa ziemnego.
od 2 tygodni, 2 razy dziennie siadam moim zbyt jedrnym posladkiem na pilce do tenisa i jezdze po podlodze.. 10 cm do przodu.. 10 cm do tylu.. i 10 cm do przodu.. i znowu 10 cm do tylu.. nudne to i boli, jak cholera.. zadam nagrody dla mojego ciala za te wszystkie meki!

jesli przez to przechodzila ksiezniczka na ziarnku grochu, to ja jej naprawde wpsolczuje..

Tuesday, 11 May 2010

najpiekniejszy jezyk swiata 2

.. poza tym, ze Pan serwisant wyslawial sie pieknie po polsku, udzielil mi tez bardzo praktycznej rady.. okazalo sie, ze to wcale nie raczka od przerzutek sie zapsula, tylko najbanalniej na swiecie pekla linka!!!! co to byla za ulga! zamiast wymiany calego, dosc drogiego mechanizmu, wymiana jednej linki! ufff! normalnie myslalam, ze facetowi powiem, ze go kocham! :)
a w zwiazku z tym, ze serwis byl doslownie zastawiony rowerami, pieknie mowiacy Pan poradzil mi, zebym sama ja sobie wymienila.. no i pewnie, ze tak lepiej! bo przeciez ja potrafie wymienic linke! nie pierwsza i nie ostatnia w moim zyciu cyklisty! :)
po otrzymaniu wszelkich porad i kupeniu linki wprost z serwisu wrocilam do domu i przystapilam do dziela postanawiajac, ze przy okazji zrobie rowerowi porzadny salon odnowy biologicznej.. nalezy mu sie, skoro nie jest az tak zdezelowany..
po 1,5 godziny czyszczenia wszystkich mozliwych czesci przystapilam do wymiany linki.

z drobnymi potknieciami (niktorym ludziom krzywa nauki zajmuje trzy pelne okregi..) i po 1 zmarnowanej lince (obcielam nie te koncowke, co cowinnam..) rower byl naprawiony..
i wciaz nie dzialal.

raczka od przerzutki jest zepsuta!

QRWA MAC! ;)

Sunday, 9 May 2010

najpiekniejszy jezyk swiata

Kilka tygodni temu, zupelnie bez ostrzezenia, zepsula mi sie raczka od przerzutki biegow w rowerze. Rano wszystko dzialalo normalnie, po pracy juz bylo zepsute. Glowne ryzyko zostawiania roweru w miejscu publicznym, to nie potencjala strata, a wszedobylskie rece przechodniow, ktorzy podczas dojadania hamburgera czy tez rozmowy przez komorke bawia sie raczkami od biegow i przerzuek przypietych do poreczy rowerow. Kiedys zlapalam stojacego kolo mojego roweru chlopaka, ktory rozmawial przez telefon, na ciagnieciu za linki biegnace wzdluz ramy.. Spytalam go, czy on zdje sobie sprawe, ze malo ze mnie naprawa roweru kosztuje pieniadze, to jeszcze w dodatku moge miec przez jego bezgraniczna glupote wypadek, bo mi w trakcie jezdy pusci hamulec.. Bylo mu bardzo glupio.. I dobrze! ale zarazem: I co z tego..?
never ending story..
Podejrzewam, ze raczka od przerzutki przestala dzialac w dokladnie taki sam 'magiczny' sposob..
Pojechalam dzis do Decathlonu, zeby sprawdzic, czy w ogole jest mozliwosc naprawienia tej raczki, zamiast wymiany calego mechanizmu.. Weszlam do sklepu, skonczylam rozmowe z BB i ustawilam sie w kolejce. Znienacka podszedl do mnie od tylu pracownik serwisu. Zaskoczyl mnie swoja obecnoscia za moimi plecami zupelnie, wiec w pospiechu zaczelam mu tlumaczyc, co sie z rowerem stalo..
Facet sie usmiechnal i powiedzial:
- To moze ja zaczne jeszcze raz, powoli i od poczatku. Czym moge sluzyc?
Dopiero wtedy zalapalam, ze odezwal sie po polsku! :)
Smiejac sie powiedzialam:
- Juz po jednym zdaniu Pan rozpoznal moj akcent?
- Nie, stalem obok Pani i czekalem, az Pani skonczy rozmowe. Wiec w czym moge pomoc?

I tak mi sie jakos cieplo zrobilo.. niespodziewanie, w srodku Londynu, przyjemny i spokojny glos czlowieka poprawnie wyslawiajacego sie w najpiekniejszym jezyku swiata - po polsku! :)
- ...czekalem, az Pani skonczy rozmowe. Wiec w czym moge pomoc?

ladnie brzmi, prawda?

:)