nasze mieszkanie z ogromnymi, pieknymi oknami na rzeke powoli zamienia sie w studio fotograficzne..
:)
kilka tygodni temu kupilam stojak do tla.. B, choc lojalnie uprzedzony, ze stojak jest ogromny, malo sie nie przewrocil na jego widok.. a stojak nie byl nawet rozlozony na cala dlugosc i wysokosc. w ciagu 24 godzin prawie wszyscy aktywni towarzysko (czytaj: telefonicznie) znajomi i rodzina, wiedzieli, ze urzadzilam w mieszkaniu boisko do rugby.. ;)
przez ostatnie 2 tygodnie na stojaku zawisly chyba wszelkie mozliwe przescieradla, obrusy i poszwy na koldry.. swietna zabawa, choc B patrzy na nia z lekkim niesmakiem.. niesmak troche uciszaja moje pelne spokojnej pewnosci siebie hasla, ze 'to przeciez swiezo wyprane' i ze 'oczywiscie, ze tak sie robi'!
;)
dzis mecze przemila Pania o imieniu Tami, zeby oprocz bycia mila zrobila cos konkretnego.. potrzebuje informacji, o ktorej godzinie jutro moja rolka tla fotograficznego dojedzie do mojego mieszkani. :) przemila Tami mowi, ze wszystko sprawdzi i w ciagu 10 minut do mnie oddzwoni.. po pol godzinie dzwonie, odbiera przemila kolezanka Tami, prosi o wszelkie mozliwe szczegoly sprawy, po czym przekazuje je Tami na glos, nie zakrywajac sluchawki dlonia.. Tami nie moze rozmawiac, jest na drugiej linii, ale powiedziala, ze wszystko jest zalatwione!
ale co jest zalatwione?!!!!! :o
ja pytalam tylko, o ktorej godzinie mam czekac w domu na dostawe??
Pani sprawdzi z Tami i oddzwoni..
o ktorej?
za 10 minut..
po kolejnej godzinie zadzwonilam i okazalo sie, ze sprawa zajmuje sie kolega Tami. powiedzial, ze dostawa bedzie jutro i postaraja sie, zeby byla po poludniu.. hmm.. wiec jeszcze nie jest powiedziane, ze bedzie po poludniu? a jesli po poludniu rolki nie dostarcza, to kiedy mam na nia czekac?
kolega Tami nie spytal.. oddzwoni..
poprosilam kolege Tami, zeby wzial dlugopis i zapisal wszystkie moje pytania: o ktorej dostawa? jesli nie dowiaza na czas (bede czekala pod drzwiami, jak pies), to kiedy? czy maja moj numer telefonu? jesli nie - zapisac! (juz mi sie zdazylo 2 dni za laptopem latac, be dostawca powiedzial, ze najpierw nie mogl znalezc adresu, a potem dzwonek nie dzialal i nie bylo nikogo w domu, podczas, gdy ja siedzialam w okreslonym czasie przy oknie wychodzacym na parking czytajac ksiazke (metr od drzwi wejsciowych - i zadnego dostawcy nie bylo!).. jakie sa inne opcje odbioru? gdzie ich najblizszy magazyn? (w najgorszym przypadku, bede z 3metrowej dlugosci rolka papieru zasuwala na wlasnych nogach..)
przemily kolega Tami zadzwonil ponownie po 40 minutach z glosem pelnym dumy i odpowiedziami na wszystkie pytania. sam z siebie zadeklarowal, ze zrozumial logike stojaca za moimi pytaniami (Dzieki! Wreszcie!!!) i ze to przyjemnosc pracowac z kims tak konkretnym. :)
dostawy nie da sie okreslic dokladniej - bedzie jutro po poludniu, ale ma dla mnie numer telefonu do magazynu, zebym miala jakikolwiek kontakt z przesylka. (BRAWO!!!!) :)
a jaki jest numer mojej przesylki? .. kolega Tami zapomnial zapisac, ale sprawdzi..
trudno mi napisac o czym jest moj blog.. to przygody, wieksze i mniejsze, smieszne lub filozoficzne, ktore przezywam kazdego dnia w pracy, domu, sklepie, jezdzac na rowerze, biegajac, czy tez robiac zdjecia.. to przyjaciele, znajomi i rodzina.. pasje badz ich brak.. zbior mysli uczesanych i gladkich oraz tych skrzypiacych, ktore nie daja spokoju.. ..moje zycie na emigracji.. czasami magiczne i kolorowe, czasami szare do bolu, ale przeciez szary to tez kolor.. ;-)
Monday, 29 March 2010
Friday, 26 March 2010
Retail Therapy..
wyglada na to, ze na mnie nie dziala..
po godzinie zakupow ubraniowych wrocilam do domu z 6 parami skarpetek, sztucznymi rzesami i zaawansowana depresja zakupowa..
przemilcze
po godzinie zakupow ubraniowych wrocilam do domu z 6 parami skarpetek, sztucznymi rzesami i zaawansowana depresja zakupowa..
przemilcze
Monday, 22 March 2010
daltonizm..
..chyba jest zakazny..
wyglada na to, ze ludzie w mojej pracy rowniez stali sie daltonistami..
lub nie dopili porannej kawy..
wyglada na to, ze ludzie w mojej pracy rowniez stali sie daltonistami..
lub nie dopili porannej kawy..
Saturday, 20 March 2010
w poszukiwaniu pozaziemskiej inteligencji..
wstalam dzis rano spuchnieta i z bolem glowy - bez konkretnej przyczyny.. ;)
o 10:10
po drugiej porannej kawie wysiorbanej przed komputerem postanowilam rozruszac i siebie i ten dzien - soboty tak maja, ze czlowiek lepiej sie czuje, kiedy cos w domu zrobi, wiec wlaczylam pranie, ktore lezalo w pralce od 3 dni, czekajac na litosc..
szukajac pomyslu, co by tu jeszcze zrobic, zeby podniesc poziom energii, zobaczylam w kacie na polce farbe do wlosow, ktora czekala na litosc znacznie dluzej niz pranie.. ;)
po pol godzinie relaksujacych zabiegow spedzilam 20 minut na szalenczym szorowaniu lazienki z tych przekletych czarnych plamek, ktore pojawiaja sie TYLKO na trudno zmywalnych powierzchniach! lustro i plytki na scianie - idealnie czyste, biale drewniane wykonczenie szafki + drzwi oddalone o metr od lustra - cale w czarnej farbie! to chyba jakas dodatkowa zasada przyciagania, ktorej nie uczyli nas w szkole na lekcjach fizyki: trudno zmywalne powierzchnie przyciagaja niezmywalny brud z sila wieksza niz te, ktore wystarczy przetrzec mokra scierka!
w trakcie zdzierania farby z polek i drzwi podgladalam w lustrze moje pieknie schnace nowe kasztanowe wlosy i stawalam sie coraz szczesliwsza i szczesliwsza.. kiedy moje szczescie weszlo w zenit i trysnelo milionami gwiazdek, jak to sie zdarza w bajkach Disney'a, obudzil sie... Marsjanin..
wciaz nieprzytomny, w polowie pierwszej kawy (ktora mu zaserwowalam osobiscie i z wielkim usmiechem), zaczal mi sie uwaznie przygladac.. ale nic nie powiedzial.
w koncu nie wytrzymalam i spytalam, co sie zmienilo. mysle, oni uwielbiaja te pytania.. ;)
po minucie ogladania mnie, jak konia na sprzedaz i zastanawiania sie prawie trafil! ;)
- Podcielas wlosy?
- nieeeeeeeee.............. zafarbowalam!!! teraz sa brazowe!
- przeciez byly brazowe... ? wygladaja jakby byly mokre.
No oczywiscie, ze byly brazowe, ale byly INNE brazowe!!! Inne i jasniejsze! I juz suche sa!
Coz..
Marsjanie sa daltonistami! Szczegolnie w sobote rano, przed dopiciem pierwszej kawy!
PS. Przd chwila Marsjanin powiedzial, ze moje wlosy juz wygladaja na suche.. no comment. ;)
o 10:10
po drugiej porannej kawie wysiorbanej przed komputerem postanowilam rozruszac i siebie i ten dzien - soboty tak maja, ze czlowiek lepiej sie czuje, kiedy cos w domu zrobi, wiec wlaczylam pranie, ktore lezalo w pralce od 3 dni, czekajac na litosc..
szukajac pomyslu, co by tu jeszcze zrobic, zeby podniesc poziom energii, zobaczylam w kacie na polce farbe do wlosow, ktora czekala na litosc znacznie dluzej niz pranie.. ;)
po pol godzinie relaksujacych zabiegow spedzilam 20 minut na szalenczym szorowaniu lazienki z tych przekletych czarnych plamek, ktore pojawiaja sie TYLKO na trudno zmywalnych powierzchniach! lustro i plytki na scianie - idealnie czyste, biale drewniane wykonczenie szafki + drzwi oddalone o metr od lustra - cale w czarnej farbie! to chyba jakas dodatkowa zasada przyciagania, ktorej nie uczyli nas w szkole na lekcjach fizyki: trudno zmywalne powierzchnie przyciagaja niezmywalny brud z sila wieksza niz te, ktore wystarczy przetrzec mokra scierka!
w trakcie zdzierania farby z polek i drzwi podgladalam w lustrze moje pieknie schnace nowe kasztanowe wlosy i stawalam sie coraz szczesliwsza i szczesliwsza.. kiedy moje szczescie weszlo w zenit i trysnelo milionami gwiazdek, jak to sie zdarza w bajkach Disney'a, obudzil sie... Marsjanin..
wciaz nieprzytomny, w polowie pierwszej kawy (ktora mu zaserwowalam osobiscie i z wielkim usmiechem), zaczal mi sie uwaznie przygladac.. ale nic nie powiedzial.
w koncu nie wytrzymalam i spytalam, co sie zmienilo. mysle, oni uwielbiaja te pytania.. ;)
po minucie ogladania mnie, jak konia na sprzedaz i zastanawiania sie prawie trafil! ;)
- Podcielas wlosy?
- nieeeeeeeee.............. zafarbowalam!!! teraz sa brazowe!
- przeciez byly brazowe... ? wygladaja jakby byly mokre.
No oczywiscie, ze byly brazowe, ale byly INNE brazowe!!! Inne i jasniejsze! I juz suche sa!
Coz..
Marsjanie sa daltonistami! Szczegolnie w sobote rano, przed dopiciem pierwszej kawy!
PS. Przd chwila Marsjanin powiedzial, ze moje wlosy juz wygladaja na suche.. no comment. ;)
Monday, 15 March 2010
Thursday, 11 March 2010
pamietac, zeby nie zapomniec!
kiedy lezalam w wannie zadzwonila M
z M zdarza nam sie rozmawiac w kazdym miejscu i sytuacji: w sklepie, w lazience, w kuchni, w parku, w pociagu.. tylko w godzinach pracy i w nocy jest gwarancja, ze damy sobie spokoj.. ;)
rozmowy podczas kapieli maja to do siebie, ze czlowiek moze sie totalnie oddac sluchaniu drugiej osoby, co przy gotowaniu czy sprzataniu bywa trudne. ich niebezpieczenstwo polega na tym, ze rozmowy w wannie koncza sie dopiero w momencie, kiedy rozowa, pomarszczona skora zaczyna juz odchodzic od kosci! ;)
czasami mi sie wydaje, ze taka skora juz do kosci nie przylgnie i ze trzeba ja bedzie uklepac i przybic tapicerskimi zszywkami z tego pneumatycznego pistoletu, ktory wzbudza we mnie groze.. kilka lat temu widzialam czlowieka, ktory niechcacy przybil sobie palec do boazerii i nie wygladal na szczesliwego, wiec.. hmm.. mam pewne obawy..
no ale! podczas rozmowy z M, nagle sobie przypomnialam, ze zupelnie zapomnialam wyslac Pejowi smsa potwierdzajacego sobotnia wizyte! zapomnaialm wczoraj! na smierc!
a moment pozniej przypomnialam sobie o jeszcze 4 rzeczach, o ktorych zapomnialam w tym tygodniu! 3 z nich mam zapisane w kalendarzu! 1 byla nawet podkreslona, ale dzis podczas lunchu namalowalam na niej drzewo (!!!???)
i choc gleboko wierze, ze o tyle jestesmy szczegolni, o ile kazdy inny, to czasami mam wrazenie, ze jednak MNIE natura troche INACZEJ obdazyla.. hojnie, nie ukrywam.. tyle, ze w niestandardowych obszarach.. i to nie zawsze ulatwia zycie..
jako, ze 4 zapomniane rzeczy musza byc zrobione w ciagu dnia, przepisalam je na jutrzejsza kartke mojego niezawodnego kalendarza, podkreslilam dlugopisem, zakreslilam zoltym flamastrem i otoczylam chmurka!
12 marca obowiazuje oficjalny zakaz malowania drzew!
z M zdarza nam sie rozmawiac w kazdym miejscu i sytuacji: w sklepie, w lazience, w kuchni, w parku, w pociagu.. tylko w godzinach pracy i w nocy jest gwarancja, ze damy sobie spokoj.. ;)
rozmowy podczas kapieli maja to do siebie, ze czlowiek moze sie totalnie oddac sluchaniu drugiej osoby, co przy gotowaniu czy sprzataniu bywa trudne. ich niebezpieczenstwo polega na tym, ze rozmowy w wannie koncza sie dopiero w momencie, kiedy rozowa, pomarszczona skora zaczyna juz odchodzic od kosci! ;)
czasami mi sie wydaje, ze taka skora juz do kosci nie przylgnie i ze trzeba ja bedzie uklepac i przybic tapicerskimi zszywkami z tego pneumatycznego pistoletu, ktory wzbudza we mnie groze.. kilka lat temu widzialam czlowieka, ktory niechcacy przybil sobie palec do boazerii i nie wygladal na szczesliwego, wiec.. hmm.. mam pewne obawy..
no ale! podczas rozmowy z M, nagle sobie przypomnialam, ze zupelnie zapomnialam wyslac Pejowi smsa potwierdzajacego sobotnia wizyte! zapomnaialm wczoraj! na smierc!
a moment pozniej przypomnialam sobie o jeszcze 4 rzeczach, o ktorych zapomnialam w tym tygodniu! 3 z nich mam zapisane w kalendarzu! 1 byla nawet podkreslona, ale dzis podczas lunchu namalowalam na niej drzewo (!!!???)
i choc gleboko wierze, ze o tyle jestesmy szczegolni, o ile kazdy inny, to czasami mam wrazenie, ze jednak MNIE natura troche INACZEJ obdazyla.. hojnie, nie ukrywam.. tyle, ze w niestandardowych obszarach.. i to nie zawsze ulatwia zycie..
jako, ze 4 zapomniane rzeczy musza byc zrobione w ciagu dnia, przepisalam je na jutrzejsza kartke mojego niezawodnego kalendarza, podkreslilam dlugopisem, zakreslilam zoltym flamastrem i otoczylam chmurka!
12 marca obowiazuje oficjalny zakaz malowania drzew!
Tuesday, 9 March 2010
studium na temat mentalnosci narodow tudziez refleksja nas sztuka 'sprzedazy'....
Diabel zawolal na skraj przepasci Anglika, Francuza, Niemca i Polaka. Podchodzi do Anglika io mów:
- Skacz w przapasc!
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
Anglik skoczyl. Podchodzi Diabel do Francuza i rozkazuje:
- Skacz.
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
- Nie skocze i juz.
- Ale przeciez teraz to jest modne!?
Francuz skoczyl. Diabel podchodzi do Niemca:
- Skacz!
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
- Nie skocze i juz.
- Ale teraz to jest modne!
- Nie skocze powiedzialem.
- To rozkaz!
I Niemiec skoczyl. Diabel podchodzi do Polaka:
- Skacz.
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
- Nie skocze i juz.
- Ale teraz to jest modne!
- Nie skocze powiedzialem.
- To rozkaz!
- Mam gdzies Twoje rozkazy!
- Aaaaa to nie skacz!
Polak zastanowil sie chwile... i skoczyl.....
- Skacz w przapasc!
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
Anglik skoczyl. Podchodzi Diabel do Francuza i rozkazuje:
- Skacz.
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
- Nie skocze i juz.
- Ale przeciez teraz to jest modne!?
Francuz skoczyl. Diabel podchodzi do Niemca:
- Skacz!
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
- Nie skocze i juz.
- Ale teraz to jest modne!
- Nie skocze powiedzialem.
- To rozkaz!
I Niemiec skoczyl. Diabel podchodzi do Polaka:
- Skacz.
- Nie skocze.
- Gentleman by skoczyl.
- Nie skocze i juz.
- Ale teraz to jest modne!
- Nie skocze powiedzialem.
- To rozkaz!
- Mam gdzies Twoje rozkazy!
- Aaaaa to nie skacz!
Polak zastanowil sie chwile... i skoczyl.....
Monday, 8 March 2010
szara owieczka - czyli filozofowanie..
kilka dni temu stalam w autobusie obok Bardzo Powaznego Czlowieka! Bardzo Powazny (wlasciwie chyba bardzo skupiony, a nie bardzo powazny..) Czlowiek obserwowal wilgotny swiat za oknem z kreska zaciekawienia pomiedzy uniesionymi brwiami.. stonowana szarosc spodni i kurtki, szara czapka pilotka, czarny sportowy plecak.. zadbana, elegancka kobieta na siedzeniu obok, delikatnie podtrzymujaca jego lokiec..
wygladal na kogos z domu gdzie sa i ksiazki i pieniadze.. i gdzie do glebi szanuje sie czlowieka..
mial moze z metr wzrostu, a w dloniach okrytych szarymi rekawiczkami w pajaki kurczowo trzymal szara usmiechnieta od ucha do ucha owieczke.. owieczke w kolorze nieba za zaparowanym oknem..
i tak sie zastanawialam przez cala wspolna droge i zastanawiam sie wciaz jeszcze: kim bedzie Chlopiec z Owieczka? czy bedzie managerem banku, czy dyrektorem finansowym jakiejs miedzynarodowej korporacji?
a moze po studiach rzuci swiat szarych uniformow i szarego nieba i wyjedzie na misje do Afryki?
(tysiace scenariuszy sprowokowanych jedna tak dorosle skupiona buzia..)
a moze wlasnie na odwrot - moze chlopiec tak pokocha swiat dyskusji i ksiazek, ze zostanie wykladowca literatury staroangielskiej na Oxfordzie..?
**
..i czy za te 15 lat, kiedy juz ukonczy swoje renomowane studia i zabierze sie za doktorat, bedzie pamietal usmiechnieta szara owieczke..?
bo rekawiczek w pajaki nie bedzie pamietal
tak mysle
wygladal na kogos z domu gdzie sa i ksiazki i pieniadze.. i gdzie do glebi szanuje sie czlowieka..
mial moze z metr wzrostu, a w dloniach okrytych szarymi rekawiczkami w pajaki kurczowo trzymal szara usmiechnieta od ucha do ucha owieczke.. owieczke w kolorze nieba za zaparowanym oknem..
i tak sie zastanawialam przez cala wspolna droge i zastanawiam sie wciaz jeszcze: kim bedzie Chlopiec z Owieczka? czy bedzie managerem banku, czy dyrektorem finansowym jakiejs miedzynarodowej korporacji?
a moze po studiach rzuci swiat szarych uniformow i szarego nieba i wyjedzie na misje do Afryki?
(tysiace scenariuszy sprowokowanych jedna tak dorosle skupiona buzia..)
a moze wlasnie na odwrot - moze chlopiec tak pokocha swiat dyskusji i ksiazek, ze zostanie wykladowca literatury staroangielskiej na Oxfordzie..?
**
..i czy za te 15 lat, kiedy juz ukonczy swoje renomowane studia i zabierze sie za doktorat, bedzie pamietal usmiechnieta szara owieczke..?
bo rekawiczek w pajaki nie bedzie pamietal
tak mysle
Saturday, 6 March 2010
tryb kreatywny
jestem w trybie kreatywnym. tak sie dzis obudzilam - z bolem glowy i tym cudownym szumem dziwnej energii wewnatrz, ktory sprawia, ze masz tylko 2 opcje: wybuchnac lub cos stworzyc..
Bibsztyl przysypia na sofie sluchajac audycji radiowej na temat globalnego ocieplenia (wlasnie mowia o wulkanach - tak a propos wybuchow.. ;) ), a ja wywoluje w komputerze zdjecia.. przechodze ponownie przez cieple spacery z Madzia, celebruje Piesn nad Piesniami recytowana po slowacku przez Mame Panny Mlodej na ostatnim slubie - piekna i rozbrajajaca, jak we wszystkich chyba jezykach swiata.. ogladam ponownie magicznie czerwony wschod slonca z minionego poniedzialku.
i spisuje wszystkie szalone i nie szalone pomysly, ktore wpadaja mi do glowy wywolujac jeszcze wieksze podniecenie. te pomysly, ktore nie zapisane uciekaja gdzies w przestrzen i nie wracaja juz nigdy, zostawiajac po sobie cichy cien niepokoju, ze wlasnie cos waznego znikelo na zawsze..
moze to po prostu za duzo kawy od rana..?
a moze to wlasnie TEN moment, w ktorym mogloby powstac kolejne dzielo Moneta lub Dostojewskiego..?
Bibsztyl przysypia na sofie sluchajac audycji radiowej na temat globalnego ocieplenia (wlasnie mowia o wulkanach - tak a propos wybuchow.. ;) ), a ja wywoluje w komputerze zdjecia.. przechodze ponownie przez cieple spacery z Madzia, celebruje Piesn nad Piesniami recytowana po slowacku przez Mame Panny Mlodej na ostatnim slubie - piekna i rozbrajajaca, jak we wszystkich chyba jezykach swiata.. ogladam ponownie magicznie czerwony wschod slonca z minionego poniedzialku.
i spisuje wszystkie szalone i nie szalone pomysly, ktore wpadaja mi do glowy wywolujac jeszcze wieksze podniecenie. te pomysly, ktore nie zapisane uciekaja gdzies w przestrzen i nie wracaja juz nigdy, zostawiajac po sobie cichy cien niepokoju, ze wlasnie cos waznego znikelo na zawsze..
moze to po prostu za duzo kawy od rana..?
a moze to wlasnie TEN moment, w ktorym mogloby powstac kolejne dzielo Moneta lub Dostojewskiego..?
Monday, 1 March 2010
chomikiem byc...
dzisiaj rano po raz pierwszy w tym roku ogladalam wschod Slonca..
wstalo slicznie i zolciutko, na poczatku niesmialym rabkiem, jeszcze troche zaspane.. a pozniej cala okragla usmiechnieta buzia! pieknie wstalo! przepieknie! i po raz pierwszy dostatecznie wczesnie, zebym sie mogla z nim chwile porozmawiac! :)
przygladalam sie temu cudowi natury nad kubkiem zielonej herbaty (cala kawe wypilismy przez weekend, wiec dzien zaczelam zdrowiej niz zwykle), az do momentu, kiedy bylo jakies 2 centymetry nad budynkiem po drugiej stronie rzeki.
wciaz pograzona w szczesliwym transie spojrzalam na zegarek, automatycznie dopakowalam moja pomaranczowa kurtke deszczowa do plecaka, wskoczylam na rower i po kilkunastu szybkich obrotach pedalow poczulam sie jak chomik wrzucony w oszalale kolko.. chomik, ktory biegnie, jakby go ktos gonil, jakby od tego mialo zalezec jego zycie.. a biegnie zupelnie donikad wirujac w powietrzu wokol niezaleznej od niego osi...
chomik bardzo nieszczesliwy.. :(
wschod slonca! radosc! cieplo! zycie! :)
STOP!
pobudka, rower, praca, jedzenie, zmywanie, prysznic, sen, pobudka, rower, praca.. :(
zlamanie tego stanu zabralo kilka godzin mojej ciezkiej walki ze soba o nie-myslenie + kilka rozmow ukradzionych z czasu Panny M i BB na przerwie..
i dzisiaj jeszcze wciaz jestem chomikiem.. ale odkad pomyslalam, ze trasa w moim oblednym kolku dokads prowadzi, to troche mniej nieszczesliwym.. ;)
bo jednak ISTNIEJE sens tej drogi.
moje kolo toczy sie po sciezce, ku okreslonemu celowi.. i jest coraz blizej..
a teraz za oknem wisi na niewidzialnym sznurku ogromny, okragly Ksiezyc..
Panno M, BB.. dziekuje! :)
wstalo slicznie i zolciutko, na poczatku niesmialym rabkiem, jeszcze troche zaspane.. a pozniej cala okragla usmiechnieta buzia! pieknie wstalo! przepieknie! i po raz pierwszy dostatecznie wczesnie, zebym sie mogla z nim chwile porozmawiac! :)
przygladalam sie temu cudowi natury nad kubkiem zielonej herbaty (cala kawe wypilismy przez weekend, wiec dzien zaczelam zdrowiej niz zwykle), az do momentu, kiedy bylo jakies 2 centymetry nad budynkiem po drugiej stronie rzeki.
wciaz pograzona w szczesliwym transie spojrzalam na zegarek, automatycznie dopakowalam moja pomaranczowa kurtke deszczowa do plecaka, wskoczylam na rower i po kilkunastu szybkich obrotach pedalow poczulam sie jak chomik wrzucony w oszalale kolko.. chomik, ktory biegnie, jakby go ktos gonil, jakby od tego mialo zalezec jego zycie.. a biegnie zupelnie donikad wirujac w powietrzu wokol niezaleznej od niego osi...
chomik bardzo nieszczesliwy.. :(
wschod slonca! radosc! cieplo! zycie! :)
STOP!
pobudka, rower, praca, jedzenie, zmywanie, prysznic, sen, pobudka, rower, praca.. :(
zlamanie tego stanu zabralo kilka godzin mojej ciezkiej walki ze soba o nie-myslenie + kilka rozmow ukradzionych z czasu Panny M i BB na przerwie..
i dzisiaj jeszcze wciaz jestem chomikiem.. ale odkad pomyslalam, ze trasa w moim oblednym kolku dokads prowadzi, to troche mniej nieszczesliwym.. ;)
bo jednak ISTNIEJE sens tej drogi.
moje kolo toczy sie po sciezce, ku okreslonemu celowi.. i jest coraz blizej..
a teraz za oknem wisi na niewidzialnym sznurku ogromny, okragly Ksiezyc..
Panno M, BB.. dziekuje! :)
Subscribe to:
Posts (Atom)