jestem w trybie kreatywnym. tak sie dzis obudzilam - z bolem glowy i tym cudownym szumem dziwnej energii wewnatrz, ktory sprawia, ze masz tylko 2 opcje: wybuchnac lub cos stworzyc..
Bibsztyl przysypia na sofie sluchajac audycji radiowej na temat globalnego ocieplenia (wlasnie mowia o wulkanach - tak a propos wybuchow.. ;) ), a ja wywoluje w komputerze zdjecia.. przechodze ponownie przez cieple spacery z Madzia, celebruje Piesn nad Piesniami recytowana po slowacku przez Mame Panny Mlodej na ostatnim slubie - piekna i rozbrajajaca, jak we wszystkich chyba jezykach swiata.. ogladam ponownie magicznie czerwony wschod slonca z minionego poniedzialku.
i spisuje wszystkie szalone i nie szalone pomysly, ktore wpadaja mi do glowy wywolujac jeszcze wieksze podniecenie. te pomysly, ktore nie zapisane uciekaja gdzies w przestrzen i nie wracaja juz nigdy, zostawiajac po sobie cichy cien niepokoju, ze wlasnie cos waznego znikelo na zawsze..
moze to po prostu za duzo kawy od rana..?
a moze to wlasnie TEN moment, w ktorym mogloby powstac kolejne dzielo Moneta lub Dostojewskiego..?
No comments:
Post a Comment