Friday, 28 January 2011

Thursday, 27 January 2011

minetki i fotografia

zbieram sie do pracy
pelna energii i zawodolona z zycia, przyjemnie sie bedzie dzis pedalowalo, pomimo powrotu zimna.

na sofie leza niedokonczone rekawiczki. minetki w zasadzie.
brakuje im jeszcze z 1,5 godziny do wykonczenia... ;)

i tak sie nagle zastanowilam, ze jesli tak dalej pojdzie, to bede musiala zmienic profil bloga na robotkowy, bo w zasadzie codziennie chce napisac cos jeszcze o tym, co robie na drutach, na szydelku, lub co wlasnie skonczylam! no prosze, jak sie moje hobby rozwija.. ;)

ale jest piekna smuna historia, ktora opowiem dzis lub jutro i ktora nie ma nic wspolnego z drutami.. za to wiele z moja inna pasja.. historia o cichej, dobrej kobiecie i o fotografii..

Saturday, 22 January 2011

historia czapki Bibsztyla i nie tylko

Kilka miesiecy temu Julek z gory zaczal robic na drutach. Dorwal sie do drutow, kupil piekna wloczke w kolorze ciemnego wina i zrobil Piotrkowi szalik.
W roztrzesionych pasja do rekodziela i miloscia do Piotrka dloniach druty z mozolem nanizywaly kolejne oczka.. nanizywaly i nanizywaly i nanizywaly.. szalik wyszedl nietypowy, jak i zycie Julka i Piotrka.
Szalik byl tak dlugi i szeroki, ze mozna by z niego bylo uszyc sukienke rozmiar 46.. siegajaca przed kolano.. Piotrek szalik zalozyl 2 razy.. Nie ma sensu nosic szalika, ktory nie miesci sie pod kutrke i od ktorego bola ramiona! ;)

Potem Julek kupil kolejna piekna wloczke w kolorze jasnego, tym razem, wina i zaczal robic sobie sweter. przy ktorejs sasiedzkiej herbacie Julek zaczal robic na drutach przy mnie. Jakims tak przedziwnym sposobem, ze zalamalam rece! Kilka razy pokazalywam mu wyprobowany przez pokolenia polski sposob, ktorym wszystkie babcie od wiekow smigaja zimowe skarpetki, ale Julek wciaz robil po swojemu..
On robil po swojemu, a mnie zaczynalo skrecac wewnarz.. Chyba podczas tego pokazywania obuudzily sie jakied drutowe receptory w opuszkach moich palcow. Coraz czesciej i czesciej myslalam o tym, zeby cos zrobic.. COKOLWIEK!

Niedlugo po tym pojechalismy z Bibsztylem odwiedzic jego rodzine i okazalo sie, ze siostra Bibsztyla TEZ ROBI NA DRUTACH!!! podczas drugiego wieczoru, Clair wstala znienacka i powiedziala: Aga, choc ze mna na gore. Poszukamy dla Ciebie jakiejs welny! Ja juz nie moge sie skoncentrowac, jak Ty tak mi patrzysz na rece!

15 minut pozniej bylam szczesliwym posiadaczem motka szarej welny i drutow nr 7,5. Zaczelam robic Bibsztylowi czapke..
i poszlo...
...dzisiaj opublikowalam zdjecia z szostego juz chyba 'projektu', ktory od tamtej pory ukonczylam  i jakos tak mi sie zrobilo sentymentalnie.. historia czapki ponizej.. i pomyslalam, ze chce podzielic sie historia czegos bardzo waznego, co sie dzieje w moim zyciu i co daje mi tyle przyjemnosci.. choc jest tak niedzisiejsze.. i co zaczelo sie od motka szarej wloczki, drutow nr 7,5 i od kubka kawy.. w cieplym domu, wypelnionym smiechem i smutkami dobrych ludzi, na poludniu Walii..



Friday, 21 January 2011

zmiany

od statosunkowo niedawna w mojej zyciowej rutynie zmienily sie 3 rzeczy:

1. zaczelam robic na drutach
2. zaczelam pracowac z afirmacjami
3. regularnie sie ruszam dalej i intensywniej niz do lodowki, lazienki, czy wyciagajac skarpetki spod lozka.. cwicze / biegam

i jestesm szczesliwsza! :D

obnizyl mi sie poziom marudzenia we krwi, podniosl poziom energii, radosci zycia i motywacji do wszystkiego co robie..
i z ktorejkolwiek przyczyny by sie to nie stalo, to zmiana jest jak najbardziej przyjemna i pozadana! :)

a dzisiaj w dodatku jest piatek! sliczny styczniowy piatus i za kilka godzin Szanowny Bibsztyl wysiadzie  pociagu i idac peronem w moja strone, jak zawsze bedzie udawal, ze mnie nie widzi! :D

zaczyna sie kolejny dobry dzien... :)

Saturday, 15 January 2011

Cindy Crawford

czas mojego dojrzewania przypadl na okres, w ktorym do Polski zaczely naplywac cuda kultury zachodniej - MTV, nic nie wnoszace seriale, McDonalds, reklamy w telewizji (w ilosci do obrzydzenia) i... super modelki konca lat 80-tych i poczatku 90-tych.. Naomi Campbell, Claudia Schiffer i Cindy Crawford..
Swiat mody nie wzbudzil we mnie jakiegos szczegolnego zachwytu, ale trzeba przyznac, ze bylam pod wrazeniem piekna niektorych modelek. zastanawialam sie, jak to mozliwe, zeby byc tak doskonalym fizycznie? I, jak wiekszosc moich kolezanek mialam swoja faworytke. Cindy Crawford byla najpiekniejsza!! ;)
Na ktores-tam moje urodziny (chyba 17ste) dostalam od Anity kasete video z cwiczeniami Cindy Crawford. Podchodzac do tego z poczuciem humoru (zeby nie bylo, ze z durnym zachwytem!) nawet troche z ta kaseta pocwiczylam! :) Na wakacjach malowalysmy sobie z Kaska pieprzyki i zalewajac sie smiechem machalysmy z Cindy nogami, sprawdzajac co chwila, czy juz jestesmy do niej podobne! ;)
Tak naprawde byla to jedyna kaseta/DVD/itp. w moim zyciu, ktora zatrzymala moja uwage na dluzej niz jedno przewiniecie. No i bylo to wieki temu.. ;)

To tak g'woli wstepu..

Przeskok do czasow obecnych.. Przesuwamy sie nascie lat po linii czasu - po drodze mijamy wiele upadkow i wzlotow, zwiazkow i ich rozpadow, zmiane kraju, przekroczenie "Rubikonu nieuniknionego trzydziestaka", ...  i... mamy styczen 2011.. Wchodze na wage. Schodze z wagi i wchodze na nia ponownie.

Hmmm.

No wlasnie. Kilka dni temu postanowilam, ze najwyzszy czas zmienic moj styl zycia i wprowadzic wiecej regularnej aktywnosci fizycznej. ;)
Uwielbiam rower, ale przez lata codziennego dojezdzania do pracy stal sie on moim srodkiem transportu, a nie dyscyplina sportowa. Zreszta.. gdzie w miescie sie powysilac na rowerze? Na ulicy? Manewrujac miedzy samochodami? Odpada.
Kocham biegac, natomiast w zeszlym roku 3 razy probowalam wrocic do regularnego biegania, szukajac zewnetrznego wzmocnienia motywacji kupilam nawet nowe buty i piekne ubranko biegowe.. i nic. Trzy podejscia i lipa.
Z jakiegos powodu po kilku przebiezkach, zamiast "wpadac w ciag", wybijalam sie z rytmu i wszystko sie konczylo.. Moze to nieodpowiedni czas na powrot do biegania? Moze powinnam troche odczekac? 
 
Kilka dni temu dostalam natchnienia! Cindy! Kaseta video juz dawno umarla smiercia naturalna, ale przeciez mialam Cindy gdzies w komputerze! Mialam i mam! I smieje sie sama z siebie, ale juz 2 razy w tym tygodniu cwiczylam z Cindy! Dzis nawet zrobilam rozgrzewkowe 20 minut biegu przed programem i cwiczylam rowno z nia nie odpuszczajac zadnego powtorzenia.. I czuje, ze cwiczenia Cindy Crawford z 1992 roku moga mi pomoc przepoczwazyc sie z marudzacego kanapowca w szczesliwsza, zdrowsza i bardziej zadowolona z siebie mnie. Bo, pomimo pobolewania w dupsku, bokach i tricepsach (a moze to dzieki temu pobolewaniu wlasnie!) czuje sie naenergetyzowana i szczesliwsza!
I mam nadzieje, ze za miesiac nie pojawi sie tu wpis, ze siedze na kanapie i nic mi sie nie chce!
Trzymam kciuki za siebie i za Cindy!

A tak na marginesie, to ta plytka jest rewelacyjnie zrealizowana - dobra muzyka, swietne ujecia i kompozycje zdjeciowe.. Kolor, czarno-bialy, sepia.. Plaza, sla treningowa, dach budynku. Rewelacja! Do piet jej nie dorastaja dzisiejsze tanie, plastikowe produkcje z finalistkami BigBrother'ow w grolach doradcow fitnessu. Cindy wciaz jest najlepsza! :D

Tuesday, 11 January 2011

chrypa, grypa i choroba psychiczna

w poniedzialek po Nowym Roku zaczelam czuc sie zle, we wtorek poszlam do pracy, choc czulam sie juz prawie tragicznie.. ostatni firmowy telefon mialam umowiony po 19stej.. zadzwonilam juz z domu i.. byl to ostatni telefon, jaki wykonalam przez nastepne kilka dni - stracilam glos. stracilam go zupelnie! jakby sie za cos obrazil i wyprowadzil do jakiegos innego gardla. jedyne na co mnie bylo stac to skrzypiace piski.
we srode przyszlam do pracy spozniona - wszyscy rozumieli to ze wspolczuciem kiwajac glowani..
w czwartek dojechalam o 11stej i zostalam wygoniona o czwartej..
w piatek juz nie dalam rady wstac z lozka..
caly weekend w domu, poniedzialek rowniez. w poniedzialek udalo mi sie dostac do lekarza.. po 2 godzinach rozdzierajacego kaszlu w poczekalni pojawilo sie okienko dla mnie - niezarejestrowanej..

dostalam antybiotyki (w kraju gdzie lekarze traktuja je jak wroga i ostateczna ostatecznosc!!), specjalny syrop na kaszel i poczulam sie troche lepiej psychicznie, ze mam potwierdzenie powagi sytuacji..

dzis jest juz troche lepiej. po calym tygodniu zazywania wszystkiego, co dostepne bez recepty.. i po jednym dniu na antybiotykach!

kaszle z czestotliwoscia raz na poltorej minuty zamiast raz na 40 sekund. kaszel jakby mniej rozpaczliwy jest tez.. idzie ku dobremu. do jutra rana oczekuje cudownego ozdrowienia!

a to co sie stalo niepokojacego, to rozbudzenie duszy..
szaleje we mnie kreatywnosc, jakby sie zerwala z lancucha. nie wiem w co rece wsadzic! szydelko, druty, malowanie, zszywanie swetra, a moze aktywniej? moze wypelnic pokoj jakims transowym lub buczacym w duszy drum'n'bass'owym kawalkiem i zaszalec sie w tancu do ostatniego kaszlniecia.. ;) a moze wlasnie spokojny jazz i udawanego partnera na mojej drewnianej podlodze?

z tego rozwirowania duszy niespokojnej w koncu zabralam sie za druty.. z wypiekami na policzkach robilam inspirowany tangiem i podpatrzonymi na roznych stronach internetowych pomyslami szalik i czapke z roza. komplet choinkowy dla M, ktora wciaz czeka na spozniony prezent od Swietego Mikolaja i ktora zupelnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka desperacka walke stoczylam z calym welnianym swiatem w poszukiwaniach winno-krwistej czerwieni na roze, ktora tak idealnie pasowalaby do czarnego plaszacza M zrzucanego z ramion tuz przed zajeciami z tanga..

ostatecznie z braku goracej czerwieni do plaszcza M bedzie musial pasowac fioletowy burgund..
szkoda, ze w wirze robienia na drutach kaszle sie tak samo okrutnie..
dobrze, ze mniej sie na to zwraca uwage.. ;)

i temperatura uspokaja sie troche.. a moze to nie temperatura sie uspokaja? moze to temperament?

Thursday, 6 January 2011

Szczesliwego Nowego Roku!!

Mamy 6 stycznia, juz prawie tydzien odkad zaczal sie Nowy Rok.

Nowy, 2011, sliczniusi..
Niosacy wiekszosci z nas wiele nadziei.

Niech sie spelnia wszystko, co sie spelnic samo moze, a na reszte zycze wszystkim, z soba na czele, duzo sil, konsekwentnego uporu i wytrwalosci..
Wczoraj, szukajac zewnetrznej noworocznej motywacji, przeczytalam oczywista i radosnie-smutna prawde.. To nieprawda, ze wystarczy "bardzo chciec". Trzeba jeszcze zaczac intensywnie i konsekwentnie podazac w kierunku wypragnionego celu. Zamiast godziny czytania artykulow i bzdur w internecie, 40 minut czytania artykulow i 20 minut pompowania brzuszkow / uprawiania jogi / relaksacji / czytania ksiazki / powtarzania hiszpanskich slowek / angielskich slowek / niemieckich slowek, czy cokolwiek ktokolwiek ma na swojej noworocznej liscie postanowien..
Samo sie nie zrobi.
Za to My mozemy zrobic wszystko, jesli 'tego' chcemy i jesli 'to' robimy! :)

I leniwie kombinuje od wczoraj, jakie zmiany w mojej rutynie dnia moge wprowadzic, zeby sie wysilic jak najmniej, a osiagnac jak najwiecej..
I wlasnie wpadlo mi do glowy, ze gdybym mniej kombinowala, a wiecej robila, to efekty by sie pewnie pojawily znacznie szybciej.. ;)

Strefa komfortu to taka ukryta pulapka.Cieplo w niej i znajomo, bycie w niej jest bezpieczne.. tyle, ze ono niewiele daje. A przeciez na liscie postanowien noworocznych znajduja sie glownie rzeczy spoza naszej strefy komfortu, ktore chcielibysmy w niej miec! trzeba ja zaczac powoli rozpychac i powiekszac, zeby za rok z satysfakcja spojrzec na minione 12 miesiecy i poczuc, ze mozliwe jest jeszcze wiecej i jeszcze lepiej i jeszcze przyjemniej.. bo My mozemy to ZROBIC i OSIAGNAC.. nie cudem z nieba i zbiegiem okolicznosci (chociaz niech nam wszystkie cuda swiata pomagaja, ile sie da!), ale wlasna praca, ktora po pewnym czasie staje sie nierozlaczna czescia dnia i... przyjemnoscia. :)

Pieknych marzen, pieknych planow oraz konsekwencji w ich realizowaniu. Duzo beztroski i radosci, samych madrych decyzji oraz bycia dobrym dla siebie i innych.. I wielu milych niespodzianek w Nowym Roku.

Niech sie dobrze dzieje! Powodzenia we wszystkim, co dla nas bedzie wazne!