Kilka miesiecy temu Julek z gory zaczal robic na drutach. Dorwal sie do drutow, kupil piekna wloczke w kolorze ciemnego wina i zrobil Piotrkowi szalik.
W roztrzesionych pasja do rekodziela i miloscia do Piotrka dloniach druty z mozolem nanizywaly kolejne oczka.. nanizywaly i nanizywaly i nanizywaly.. szalik wyszedl nietypowy, jak i zycie Julka i Piotrka.
Szalik byl tak dlugi i szeroki, ze mozna by z niego bylo uszyc sukienke rozmiar 46.. siegajaca przed kolano.. Piotrek szalik zalozyl 2 razy.. Nie ma sensu nosic szalika, ktory nie miesci sie pod kutrke i od ktorego bola ramiona! ;)
Potem Julek kupil kolejna piekna wloczke w kolorze jasnego, tym razem, wina i zaczal robic sobie sweter. przy ktorejs sasiedzkiej herbacie Julek zaczal robic na drutach przy mnie. Jakims tak przedziwnym sposobem, ze zalamalam rece! Kilka razy pokazalywam mu wyprobowany przez pokolenia polski sposob, ktorym wszystkie babcie od wiekow smigaja zimowe skarpetki, ale Julek wciaz robil po swojemu..
On robil po swojemu, a mnie zaczynalo skrecac wewnarz.. Chyba podczas tego pokazywania obuudzily sie jakied drutowe receptory w opuszkach moich palcow. Coraz czesciej i czesciej myslalam o tym, zeby cos zrobic.. COKOLWIEK!
Niedlugo po tym pojechalismy z Bibsztylem odwiedzic jego rodzine i okazalo sie, ze siostra Bibsztyla TEZ ROBI NA DRUTACH!!! podczas drugiego wieczoru, Clair wstala znienacka i powiedziala: Aga, choc ze mna na gore. Poszukamy dla Ciebie jakiejs welny! Ja juz nie moge sie skoncentrowac, jak Ty tak mi patrzysz na rece!
15 minut pozniej bylam szczesliwym posiadaczem motka szarej welny i drutow nr 7,5. Zaczelam robic Bibsztylowi czapke..
i poszlo...
...dzisiaj opublikowalam zdjecia z szostego juz chyba 'projektu', ktory od tamtej pory ukonczylam i jakos tak mi sie zrobilo sentymentalnie.. historia czapki ponizej.. i pomyslalam, ze chce podzielic sie historia czegos bardzo waznego, co sie dzieje w moim zyciu i co daje mi tyle przyjemnosci.. choc jest tak niedzisiejsze.. i co zaczelo sie od motka szarej wloczki, drutow nr 7,5 i od kubka kawy.. w cieplym domu, wypelnionym smiechem i smutkami dobrych ludzi, na poludniu Walii..
No comments:
Post a Comment