Monday, 28 November 2011

twarde szkło... z chińskiej huty... (fotografom serce pokroi sie w plasterki)

Sobota 4 rano.
Rozpoczyna się cotygodniowy rytuał. Mąż, klnąc pod nosem na ziąb i szarugę za oknem, zwleka się z łóżka i przecierając niewyspane oczy, otwiera szafkę zapełnionę po brzegi sprzętem fotgraficznym. Jakże on nie znosi tych wyborów – no cóż tym razem ze sobą zabrać? Miły dla ucha świst zamka błyskawicznego YKK i już przepastny plecak fotograficzny stwoi przed nim otworem. Z atencją godną królewskich insygniów pakuje do niego mordercę kręgosłupa - Pentaksa 67II, SMC Pentax Fish-Eye 67 35mm f/4.5, którego i tak nigdy nie używa, swój najukochańszy SMC Pentax 67 45mm f/4, dla którego w 1994 sprzedał swojego Kadetta i przede wszystkim SMC Pentax 67 300mm f/4 ED[IF], za którego ponownie oddałby swoją nerkę, gdyby ją jeszcze miał. Gdy przytroczył już do plecaka 10 kilowy statyw, na chwilę zawahał się, ponownie otworzył szafkę, by wyjąć z niej Leike M7 z Summicronem-M 35mm - w drodze powrotnej, jeśli tylko światło będzie łaskawe, zatrzyma się na ulicy, gdzie już dawno wymarzył sobie to jedno zdjęcie życia - potrzeba tylko niewielkiego zbiegu okoliczności.

Gdy wybór zdawał się być dopełniony, poszedł do kuchni przygotować strawę na długi dzień poza domem. Zamykając lodówkę, kątem oka dostrzega smutno zerkająca spod półki z wedlinami Velvię. Nie myśląc długo, zabiera 4 rolki, a do plecaka dokłada jeszcze Pentaksa Z1p z kompletem Limitedow.

Do domu wraca wieczorem. Westchnąwszy z ulgą, zrzuca z siebie brzemię fotoamatora, wyciąga z bocznej kieszonki 5 szerokich Delt 100 i 3 rolki małobrazkowego triksa, by po chwili, przygarbiony, poczłapać w kierunku ciemni, z której wychodzi dopiero nad ranem. Otumaniony oparami utrwalacza, z pustymi, podkrążonymi oczyma, marzący już tylko i wyłącznie o śnie.

Serce małżonki krajało się za każdym razem, gdy musiała oglądać te weekendowe cierpienia mężczyzny swego życia. Postanowiła coś z tym zrobić. Przecież Mirek, jej pierwsza miłośc ze szkolnej ławy, którego odnalazła niedawno na Naszej Klasie, robi bardzo ładne zdjęcia, do tego kolorowe i nie musi przeżywać takich cierpień jak jej mąż. Nie myśląc długo, zastukała do Mirka na GG. W kilku zdaniach suto okraszonych emotikonkami wyjaśniła mu dręczący ją problem, a niezawodny Mirek po 15 minuatach podsunął jej genialne rozwiązanie.

Gdy mąż wyjechał na delegację, zrobiła zdjęcie jego gratów telefonem komórkowym, wystawiła na allegro i sprzedała wszystko na jednej aukcji jako "Stare aparaty po dziadku". Nigdy nie zrozumiem mężczyzn, pomyślała, gdy po ten cały szmelc przyjechał pewien człowiek z Zielonej Góry, nalegając że dołoży krotność wylicytowanej kwoty.
- A co mi tam - powiedziała do siebie uśmiechając się perliście. - Przynajmniej wystarczy mi na torbę kolt, o której wspominał Mirek.
Mężczyzna z Zielonej Góry potrzebował trzech rund na 3 piętro i z powrotem, by załaodować cały sprzęt do samochodu. Gdy w końcu odjechał, niesiona na skrzydłach małżeńskiego oddania małżonka udała się do MediaMarkt i kupiła polecany przez Mirka profesjonalny aparat Nikon D40x z imponującym obiektywem Tamron SP AF 18-200mm F/3.5-6.3 XR Di II LD IF Makro.

Nie mogła doczekać się powrotu męża. Ubrana w swą najlepszą sukienkę, wypatrywała go w oknie. A może zrobi mi ładne zdjęcia swoim nowym aparatem, pomyślała delikatnie się rumieniąc.

W czasie sekcji zwłok, lekarz sądowy, zwrócił się do swojego asystenta:
- Niewiarygodne, nawet podczas wypadków samochodowych, odłamki szkła nie wbijają się tak głęboko w czaszkę!
- Twarde szkło... z chińskiej huty - odpowiedział asystent... 

Saturday, 26 November 2011

connected, up and running

po trzech miesiącach walki z dostawca internetu, który podłączając nas w nowym mieszkaniu odciął całą klatkę schodową od telewizji i miał to w nosie... po półtora miesiąca bez internetu, ponieważ zarządca budynku, który w końcu sam naprawił telewizję sąsiadom, musiał wyciągnąć nasz kabelek z klatkowego gniazda telewizyjnego (!!!), wiec byliśmy fizycznie unplagged..
po kolejnych nadziejach, rozczarowaniach i próbach podłączenia nas do netu z sześcioma grupami 'technicznych managerów' (żaden z nich managerem nie był - ściema call centre), oraz z dziesiątkami kolejnych osób ze starym dostawca netu, i ostatecznie otrzymaniu pozwolenia na odejście bez płacenia kary za zerwanie umowy (!!!???)
po ponad miesiącu czekania na nowy internet, który powinien być zainstalowany maksymalnie w ciągu 2 tygodni od dnia nawiązania współpracy..
po godzinie walki z komputerem, który znalazł internet nowego dostawcy dopiero po tym, kiedy ponownie zainstalowałam wireless managera od dostawcy starego.. (czy to się nie powinno gryźć i wykluczać??)

jestem plugged again!
i happy!

i nawet wiedząc, ze mój "czas wolny" będzie teraz czasem grzebania po sieci, blogowania, mailowania - ciesze się. czuję ekscytację i intensywną, dziecinną radość.

wiem już, ze potrafię żyć bez cowieczornego dostępu do internetu. 
wiem, ze potrafiłabym żyć bez internetu.
i wiem, ze wole jednak go mieć, moc sprawy bankowe załatwiać z domu, odpowiadać na listy znajomych, na bieżąco sprawdzać wiadomości, które są mi potrzebne i te których zupełnie nie potrzebuje.

connected, up and running

***
no to teraz, za jednym zamachem, możne również 'running' da się ponownie zainstalować w wieczornej rutynie..? :)

PS. mam podpowiedz. jeśli będziecie mieli problemy z internetem czy czymkolwiek innym co wiąże Was umowa i nie działa nie marnujcie czasu na rozmowy z kilkudziesięcioma konsultantami na help linii.. poproście o przełączenie do działu rozwiązywania umów. tylko Ci ludzie maja prawo podejmowania jakichkolwiek decyzji. reszta przełącza Was do kolejnych konsultantów i w nieskończoność potwierdza dane konta..

Wednesday, 23 November 2011

jak rozpetalem trzecia wojne swiatowa ;)


Humor sytuacyjny!

Mail wyslany przez jednego z moich sympatycznych (aczkolwiek ciut nadmiernie starajacych sie i ciut nadmiernie aranzujacych przyjemne wydarzenia z managerami) kolegow do miejscowego zespolu i Waznego Szefa zza granicy.

****

Kochani,

Gauthier bedzie w miescie przez klka dni, wiec pomyslalem, ze skoro wszyscy i tak jestesmy w biurze tego dnia (spotkanie!!!), moze poszlibysmy wszyscy razem na kilka drinkow po pracy. Nic nadzwyczajnego, po prostu kilka drinkow i rozmowa poza biurem. :)

Dajcie mi znac, czy jetescie w wieczor dostepni i chetni, zeby pokazac naszemu francuskiemu koledze troche goscinnosci. 

Dzieki

XYZ 


***** Odpowiedz Waznego Szefa zza granicy:

French colleague???
People started wars for less than that! :)


*****
ha ha ha..
nie mam pojecia skad pochodzi Gauthier, ale po ilosci podwojnych b, a oraz k w nazwisku wnioskuje, ze Belg lub Dunczyk! :D

Spytam przy piwie! :D

Friday, 18 November 2011

motorniczy

rano, jak zwykla wbieglam na peron, zeby wskoczyc w pociag, wyciagnac ksiazke i .. pojechac do pracy.

na peronie, jak nigdy, stalo w zbitej grupce kilkanascie osob, grzecznie sluchajacych mezczyzny w kolejowym uniformie, granatowej kurtce i z zarzuconym na jedno ramie jaskrawym, zielono-zoltym plecaczkiem. na tablicy ogloszen wielkimi literami bylo napisane, ze zaden pociag z tego perony nigdzie nie ma zamiaru jechac..
no dobra.
spytalam kilku osob z grupi, co sie dzieje i uslyszalam:
- nie ma kierowcy do naszego pociagu.
- jak to nie ma kierowcy? :D
- no normalnie. motorniczego nie ma... szukaja innego..

no dla mnie to wcale nie jest normalnie, ze stoi pociag a nie ma do niego 'kierowcy' :D
chwile pozastanawialam sie, co mam zrobic.. kolejny pociag za 8 minut, ale wlecze sie przez wszystkie okoliczne mysie dziury i jedzie 30 minut dluzej niz ten.. moze warto jednak poczekac az znajda nam jakiegos motorniczego?..

nale tlumek ruszyl biegiem w kierunku drzwi pociagu. podporzadkowujac sie psychologii tlumu pobieglam razem z nimi (tyle ze szybciej, bo chcialam siedziec z przodu pociagu)

usiadlam, wyjelam ksiazke, pociag ruszyl.
z glosniczkow odezwal sie glos konduktora:
- Witam serdecznie na pokladzie pociagu X do YZ. Planowana godzina dojazdu do YZ to 8:15. Pociag ma w tej chwili 5 minut opoznienia, co postaramy sie nadrobic podczas trasy. Za niedogodnosci i opoznienie podrozy spowodowane spoznieniem sie motorniczego do pracy serdecznie przepraszamy.

Pol pociagu ryknelo smiechem! :D
Nie ma zadnej tragedii! Motorniczy zaspal do pracy! Pewnie wszystkim sie to zdarzylo po raz pierwszy w zyciu jechac pociagiem, do ktorego spoznil sie motorniczy! :D
Chlopakow w tle ze smiechem powiedzial na glos: Dzizas.. malo ze sie spoznil, to pewnie jeszcze ma kaca giganta! Ja na nastepnej stacji wysiadam! :D

Sunday, 6 November 2011

basta

..tyle sie dzieje historii wartych przekazania dalej, ze wymyslilam, co zrobie. ;)
bede je wklepywala w laptopa wieczorami i wrzucala w internet rano w pracy. :)

w sumie to nie do konca 'legalne', bo nie powinnam pracowego laptopa uzywac do spraw prywatnych, ale przeciez te wszystkie historie znikna, jesli nie zostana zapisane.. za kilka tygodni, miesiecy, nawet ja juz nie bede ich pamietac.. znikna przykryte kolorami kolejnych dni, jak jesienne liscie, pod kolejnymi jesiennymi liscmi. pozniej przyjdzie zima, snieg, wiosna i juz nikt nie bedzie pamietal, ze w ogole sie zdarzyly.

szkoda by bylo zgubic dobre mysli.. takie dobre mysliprzydaja sie w najmniej oczekiwanych momentach.
wracam do wielkiego sejwowania! ;)

basta!

Friday, 4 November 2011

:((

wciaz nie mam internetu... :(
za tydzien ma byc podlaczony, ale ja juz tym wszystkim draniom nie ufam..

Urgh!