Saturday, 12 March 2011

hiszpanski czteromasztowiec za moim oknem

Bibsztyl wstal, podrapal sie po siedzeniu i wyjrzal za okno.
 - Aga zobacz, kliper zatrzymal sie na srodku rzeki! Cos sie chyba dzieje..
zanim wstalam, zeby spojrzec na klipera (kursowy katamaran wozacy pasazerow po Tamizie, taki autobus na rzece.. ;) ), Bibsztyl patrzyl juz na cos, totalnie zahipnotyzowany. Na samym srodku Tamizy stal ogromny zaglowiec.
Przepiekny czetromasztowiec powoli obracal sie popychany przez lodzie, ktore wygladaly przy nim jak malutkie zabawki.
Zlapalam aparat i wybieglismy przed dom. Nawet w takiej sytuacji, popychany przez inne lodzie, zaglowiec obracal sie z gracja. Piekny i dumny, z powiewajaca na rufie hiszpanska flaga.
Przygladalismy sie mu do momentu, kiedy zostal 'zaparkowany' i zycie na Tamizie wrocilo do porzadku dziennego.
Po przyjsciu do domu wrzucilismy haslo w google: najwieksze statki hiszpanskie.. na jednym z pierwszych zdjec znalezlismy naszego pieknego przyjaciela: Juan Sebastián Elcano (1927).
http://en.wikipedia.org/wiki/Spanish_ship_Juan_Sebasti%C3%A1n_Elcano_%281927%29 

Juan Sebastián Elcano nalezy do hiszpanskiej marynarki i moze na nim stacjonowac 300 zeglarzy.. dzis, przycumowany w Greenwich pewnie przyjmie na poklad jakies szychy panstwowe..

a tutaj kilka zdjec...


 
i teraz, wieczorem, patrzac na ten dumny i pieknie podswietlony hiszpanski zaglowiec, zastanawiam sie jak to dziwnie, ze ja tutaj rozplywam sie w kategoriach estetycznych, podczas gdy ludzie w Japonii wygrzebuja sie z trzesienia ziemi, tsunami i moze nawet wycieku nuklearnego.. jak to dobrze, ze ja na codzien walcze ze 'standardowym' zestawem 'zyciowych problemow' i ze nie musze sie teraz martwic o moich bliskich..
truizm o oczywistosci.. a jednak..

No comments:

Post a Comment