Marchewka zabierała się do szukania pokoju kilka miesięcy. Jako, że dziewczę naprawdę dobre, to czekało na znajomych, którzy nie do końca wiedzieli, czy oni się będą przeprowadzać, wyprowadzać czy zostawać na starych śmieciach.. Szukała tez Marchewka roweru. Kupiła, z drugiej reki, śliczny rower marki X. Absolutnie w nim zakochana wymieniła mu oponki, siodełko, kłódki i najszczęśliwsza na świecie wystawiła do ogródka swojego starego rzęcha . Po kilku tygodniach niedobrzy ludzie nowy nowy rower ukradli. Serce Marchewki rozprysło się na tysiąc kawałków. Marchewka skorzystała w kola ratunkowego.. Pol godziny rozmawiałyśmy o niesprawiedliwości i balansie w przyrodzie.. I że to nie będzie tak zawsze, że ona będzie traciła rzeczy które tak kocha.. Tak, jak aparat fotograficzny z kilkoma miesiącami zdjęć, który straciła podczas podroży..
Kilka dni po naszej rozmowie źli ludzie ukradli tez rzęcha..
Tym razem telefon był informacyjny tylko. Kropka nad i. Rece opadły bezsilnie. Nie ma o czym mówić.
Po kilku tygodniach wysłałam smsa. Spotkałyśmy się następnego wieczoru. Roześmiana Marchewka przeszła przez próg i powiedziała: Nie uwierzysz ile się wydarzyło w ciągu ostatniego miesiąca! Kupiłam laptopa bo tamten mi padł! A potem nowy rower! I przeprowadziłam się do świetnego mieszkania! ...I mam chłopaka..! :D
Po stracie poprzedniego roweru Marchewka zaczęła obsesyjnie szukać identycznego. Kiedy zobaczyła zdjęcie czarnego, matowego X, ugięły się pod nią kolana.. Cena była okazyjna. Tego samego dnia była u właściciela. Wróciła do domu rowerem. Szczęśliwa.
Tydzień później, oglądając kolejne mieszkanie z ogłoszenia poczuła nagle dobra energię i pomyślała: chyba mogłabym tu mieszkać.. stwierdziła, że nie będzie wiecznie czekać na znajomych, którzy sami nie wiedza czego chcą, ale na pewno chcą, żeby ona to wszystko załatwiła.. wciąż z wyrzutami sumienia podpisała umowę o najem pokoju. Po kilku tygodniach okazuje się, że znajomi wciąż się nie mogą zdecydować, podczas kiedy Marchewka zaczęła już oddychać pełna piersią.. ..Kilka dni po przeprowadzce poszła z koleżanką do pubu - pogadać, potańczyć i się pośmiać.. Koleżanka przyprowadziła sąsiada, którego Marchewka znała od dawna, ale jakoś nigdy..
Wieczór skończył się rano, kiedy przemarznięci siedzieli nad rzeka i rozmawiali o podróżach, o rowerach, o marzeniach..
Potem spotkali się jeszcze raz.. I jeszcze raz.. I Marchewka mówi, że sama w to wszystko nie wierzy śmiejąc się od ucha do ucha i nie kryjąc ogników radości w oczach!
Wiesz, Aguś.. bo to chyba przyszedł odpowiedni czas po prostu..
No comments:
Post a Comment