Najpierw będzie krotka opowieść o nowoczesnej miastowej paniusi, co do czytanej w łózku książki sączyłasobie czerwone wino, nabyte przez Bibsztyla w ramach odkupienia wszystkich grzechów popełnionych oraz tych nie popełnionych jeszcze. Wino w kolorze klarownego bordo piękną cierpkością rozchodziło się po podniebieniu i zamieniało język w papier ścierny. Po kilkunastu stronach i pierwszej wysączonej lampce zawołałam Bibsztyla, który rozbawiony moim nastrojem ('jestem tego warta') posłusznie uzupełnił nektar w moim kielichu.. było przyjemnie, ciepło i cicho.
Czytałam do momentu, kiedy zauważyłam, że od dłuższego czasu mam otwarte już tylko jedno oko, a i to do połowy. Zamknęłam je i zasnęłam. Chwilę później książka zamknęła się sama...
Romantyczny wieczór moich uniesień winno-literackich miał miejsce w sobotę. We środę zauważyłam dziwny cień na ścianie. Po dokładniejszym obejrzeniu okazało się, że to nie cień, tylko ślady rozmazanej krwi!! Co się w tym domu dzieje? :o
Odsunęłam skrzynie służącą za stolik na lampkę nocna i zobaczyłam scenę z horroru! Wszyscy żywi, nie ma krwi! Na podłodze leży biała koszula mojego mężczyzny, a na niej, a krwisto-bordowej plamie stłoczona lampka do wina!!!
Moja ukochana biała koszula Bibsztyla! Koszula, w której Bibsztyl wygląda tak hiper przystojnie, ze sama go sobie zazdroszczę!! :( buuuuuu....
Pierwsze ognie poleciały w dyżurnego winnego - zawsze rzuca ubrania gdzie popadnie! No nie mogłam odżałować, że bałaganiarz zmarnował taka piękną koszule! :(
Dopiero po fali złości i żalu przyszła cicha refleksja, że lampka z winem na skrzyni obok łóżka, to chyba jednak nie był najlepszy pomysł.. :(
Grunt, że Bibsztyl w delegacji – zanim wróci spiorę plamy i nic nie będzie widać. No i właśnie. Po całym wieczorze szorowania i zmieniania środków – zaczynając od zimnej wody, mydła, płynu do mycia naczyń, a na skomplikowanych proszkach wybielających i odplamiających kończąc zrobiłam poszukiwanie porad w internecie i znalazłam jedna naprawdę genialną!! :D
Rada genialna przedstawia się następująco:
Wrzucić zaplamione czerwonym winem ubranie w mleko. :) Mleko w miskę, koszulę w mleko i zostawić to w takim układzie na noc.
Rano większość plam zniknęła, tylko jedna, największa z nich była wciąż widoczna. Nalałam kolejna porcje mleka, wrzuciłam w to koszule i pojechałam do pracy. Wieczorem koszula była idealnie odplamiona. :)
O tej całej historii przypomniało mi się przedwczoraj wieczorem, kiedy Bibsztyl wyciągnął z szafy kilka ubrań i prowokującym głosem powiedział, że niedługo jedziemy na wakacje.. ;)
...znowu będziemy roześmiani i opaleni, ja w mojej pomarańczowej sukience, a on w tej swojej seksownej koszuli, w której mi się tak bardzo podoba.. ;P
Mówiąc to Bibsztyl założył białą koszulę i idąc w moim kierunku krokiem podstarzałego playboya i z uśmiechem z reklamy Marlboro, zaczął zapinać kolejne guziki.. Od dołu, do góry.. Po jednym.. W momencie kiedy był na wysokości klatki piersiowej, od dołu, do góry, po jednym, zaczęły mu się rozpinać guziki na brzuchu!
:D
:D
:D
Mało się nie posikałam ze śmiechu! :D
* * * mleko wyciąga plamy z czerwonego wina.! :)
No comments:
Post a Comment