w zeszly weekend byly u nas Dziabcie z Irlandii..
Dziabcie mialy, co prawda swoj plan na zwiedzanie Londynu, ale byly otwarte na sugestie i podpowiedzi, wiec moglam sie troszke wykazac. dziwnym zbiegiem okolicznosci kilka moich glownych pomyslow Dziabcie mialy w swoim planie uwzglenionych - za cos sie w koncu lubimy.. ;)
jednym z pomyslow byl Greenwich Market, na ktory wskoczylismy w drodze z Muzeum Morskiego i poludnika 0.. Greenwich Market juz sie zamykal na cztery spusty, ale zdazylismy poczuc choc odrobine roznorodnosci tych kolorow, wzorow, smakow i zapachow, ktore za dnia Market oferuje oszolomionym turystom probujacym w siebie wcisnac trzy egzotyczne potrawy na raz..
no wlasnie.. zapachy.. nagle oblednie zapachnialo kawa.. odwrocilam sie i zobaczylam wciaz jeszcze otwarte stoisko, pokryte kilkudziesiecioma woreczkami magicznych ziarenek. na widok mojego wydluzajacego sie nosa i wygladajacych zza niego zachwyconych oczu, Pan od Kawy sie usmiechnal i podal mi szufelke do wachania.. tzn, do nabierania kawy, ktora sie chce powachac.. ;)
po minucie wachania kawy bylam cala wypelniona jej aromatem.. (wlasnie mi sie skojarzylo, ze chyba podobnie wygladaja zasady wachania kleju.. jeszcze nigdy nie mialam 'przyjemnosci' sprobowac, ale mysle, ze jakby ktos mi dal klej o zapachu kawy, to bym sie niezle nasztachala! ;) O! niespodzianka! nie mam pojecia skad ja wiem, ze klej sie sztacha! ale ze sie sztacha, to wiem na pewno! ;P ) ..Pan od Kawy z arabskim usmiechem zmielil mi ziarenka o zapachu Belgijskiego Cynamonu, a dla Bibsztyla - milosnika whiskey, Jack'a Daniels'a.
kawa pachniala przepieknie i tak mocno, ze w drodze do domu Dziabcie czuly ja przez wszystkie opakowania i moja torbe..
w domu bylo cieplo i przyjemnie, Bibsztyl gotowal obiad.
radosnie oderwalam go od przypraw i powiedzialam, ze kupilam mu kawe Jack'a Daniels'a. Bibsztyl niewinnie spytal, czy w butelce...
- "nie! w papierowej torebce, baranie!" :D
rozesmialismy sie oboje i zostalam odprawiona z naszej kuchni..
i w zasadzie nie bylo by w tym zadnej historii, gdyby nie to, ze Bibsztyl i BBdlugo siedzieli tej nocy..
i, ze kiedy ja oraz oba Dziabcie juz dawno spalismy snem spokojnym, Bibsztyl i BB dopili ostatnia krople alkoholu.. i wtedy Bibsztyl zaczal szukac butelki.. bo przeciez Aga kupila mu Jack'a Daniels'a na Greenwich Market..
ale ze kupila KAWE O ZAPACHU Jack'a Daniels'a Bibsztyl po prostu zapomnial..
:D
No comments:
Post a Comment