uderzenie przyszlo zniencka, jak to sie zwykle staje.
duzo sie wydarzylo w bliskim mi zyciu i, tak jak bylam zabiegana, teraz czasu ani sil nie ma m juz prawie na nic. jak tylko sie wokol tego wszystkiego zaczelam troche organizowac, dowalono mi poltora etatu w pracy. po cholere tak gonic cale zycie? po cholere pozwalac wrzucac sobie na kark coraz wiecej i wiecej, tylko dlatetgo, ze innym wrzucic nie mozna? czy mi sie kiedykolwiek uda zwolnic? wyglada na to, ze nie.. :(
i jest tylko jedo wyjsice - zmienic do tego nastawienie. dzis od rana zajelam sie szukaniem domu nowego i porzadkowaniem obecnego. w miare kolejnych telefonow do agentow i kolejnych warstw kurzu usuwanych z mebli zaczelo mi sie wszytko ukladac w ciut bardziej sensowny plan.
czasu nie bedzie wiecej. to znaczy bedzie, ale nie o tyle wiecej, zeby to mialo wywolac jakas wielka rewolucje, wiec musze po raz kolejny przeorganizowac to, co mam.
jutro wstaje wczesnie rano. jade robic Wiolce zdjecia. to bedzie zabawa i wyzwanie.. to bedzie dla mnie. odpoczynek. ;)
w drodze powrotnej jde kolejka nadziemna i w drodze rezerwowuje ogladanie mieszkan - moze juz niedlugo bede szczesliwym posiadaczem kredytu (!), potem do BB, potem powrot do domu i praca.. no coz.. w koncu w weekend sie odpoczywa...
jeszcze kilka tygodni i skonczy sie to szalenstwo. zacznie sie jakies inne.
uch..
bedzie dobrze, wszystko bedzie dobrze
a mieszkanie bedzie mialo ogrod albo balkon! :))
PS. O Maroku jszcze kilka rzeczy opowiem.. sni mi sie czasami tamten magiczny czas.. az trudno uwierzyc, ze to tylko 3 godziny stad.
No comments:
Post a Comment