Pewnie na takim jednolitym tle dlugo nie wytrzymam, ale na razie jakos mi sie spodobalo... :)
Jakby ktos wolal cos innego - czekam na protesty. :))
***
Na urodziny, na spolke z Bibsztylem kupilismy mi garmina. Garmin, zwany odtad gremlinem jest zegarkiem sportowym. Taki komputerek na reke, ktory mierzy i zapamietuje wszystko.
I ktory motywuje do tego, zeby dokrecic dodatkowy kilometr w drodze powrotnej z przebiegnietej petelki.
Gremlin motywuje, mierzy wszystko, zapamietuje, rysuje w komputerze wykresy i..
No i wlasnie.. na gremlinowej stronie internetowej daje mozliwosc ustalania celow biegowych..
I Aga, w natchnieniu szczesliwego swiezego posiadacza gremlina ustalila sobie 200km w 30 dni.
Cel wykonalny, jak najbardziej, ale i dosc ambitny w zyciu, w ktorym nie tylko bieganie zajmuje wazne miejsce i czas...
Zostaly 3 dni, 30 kilometrow i jest paskudna pogoda.
Naprawde paskudna. Mgliscie, szaro (w tej chwili to juz ciemno), mokro, kapusniak wisi w powietrzu, zamiast spadac na ziemie, wieje zimny wiatr. Korony drzew wygladaja, jakby je ktos naciagnal, zeby kolejnej przechodzacej osobie strzelic w pysk! ;)
...a wlasnie sobie uzmyslowilam, ze chyba wlasnie, w ten pokretny sposob, szukam sobie usprawiedliwienia, zeby nie wyjsc na ten ziab! ;)
(ups.. chyba wlasnie dokonalam psychoanalizy! ;) )
Dobra, ide. Len smierdzacy. ;)
Ci biegacze, ultramaratonczycy, o ktorych czytam z zapartym tchem, nie dostali sie do ksiazek i artykulow w pismach dlatego, ze w brzydka pogode zostawali w domu... ;)
...a to juz historia. Historia moja, Londynu, sztuki ulicznej i mojego biegania... ;)
to grafitti zostalo zamalowane jakies 2 tygodnie po tym, jakstryknelam mu zdjecie moja komorka.. jak wrocilam z aparatem, zeby zrobic mu jakies fajne zdjecie, na scianie, zamiast tego kawalka fantastycznej inwencji tworczej, byla rowno rozchalapana fioletowa farba... coz... widocznie ktos wolal fiolet... :(
PS. ...ale mi sie nie chceeee... ;) Dobra! Koniec. Ide choc na 8 kilometrow.
No comments:
Post a Comment