co 2-4 miesiace pije ze Sliwka herbate... na skypie. :)
umawiamy sie na caly wieczor, parzymy herbaty i ziola, i snujemy historie minionych 2-4 miesiecy, dzielimy sie radosciami i smutkami - zawsze konczac pozytywna nuta..
i po kazdej takiej herbacie mam wyrzuty sumienia, ze tyle Sliwkowej energii polknelam, ale Sliwka tez twierdzi, ze podladowuje baterie, wiec staram sie nie podwazac tego w myslach, tylko sie cieszyc! :) (egoistka!) ;)
a co sie wydarzylo wczoraj? wczoraj po raz kolejny udowodnilam sobie, ze jezeli spotkasz osobe bliska na poziomie duszy (dla duszewnych ateistow - na poziomie komorkowym ;) ), to niezaleznie od uplywu czasu, zmiany warunkow, wiekszych lub mniejszych wydarzen zyciowych, ta osoba wciaz Ci bedzie bliska...
i wczoraj, po raz kolejny - a kilkadziesiat ich juz przeciez bylo, okazalo sie, ze przechodzimy ze Sliwka podobne zyciowe perypetie, fazy rozwoju, fazy uniesien i upadkow...
obie od wielu miesiecy, stopniowo, konsekwentnie i nieodwracalnie przechodzimy na swiadome i zdrowe odzywianie, czytajac niezalezne zrodla i potwierdzonych "ozdrowicieli" (czytac: naturalnych lekarzy, ktorzy zamiast tabletka lecza pokazujac, gdzie popelniasz bledy w odzywianiu i stylu zyia, ktore doprowadzaja Cie do choroby - prawdy niewygodne, bo latwiej polknac tabletke i za brak poprawy winic medycyne i podly los, niz przejac odpowiedzialnosc za to, co sie ze swoim organizmem wyprawia)..
obie z pewna skutecznoscia zarazamy tym naszych najblizszych
obie wciaz marzymy o lazeniu po jaskiniach - ja dodatkowo o nurkowaniu w jakiniach. :)
obie tesknimy za kreatywnoscia na skale wieksza niz zycie zawodowe nam na to pozwala..
i...
obie szukamy drogi, zeby ta kreatywnosc nie rozsadzila nas wewnetrznie, a zeby przyniosla nam radosc i spelnienie... :))
i te pomysly, ktorymi codziennie pulsuja moje skronie, dzis zaczely przybierac ksztalty ciut bardziej realistyczne. wciaz jest ich kilkanascie, ale chyba zaczynam podejmowac dedcyzje, w ktore zainwestowac czas.. i jak zainwestowac czas. przemyslenia minionego tygodnia, wypowiedziane na glos ponad kubkiem herbaty imbirowej, zatwierdzone kiwnieciem Sliwkowej glowy, nabraly mocy urzedowej. :)
prawda, ze ja te decyzje podjlam juz kilkakrotnie.
prawda, ze planow dwuletnich bylo juz trzy lub cztery, ale jednak kazdy kolejny przybliza mnie do mety, prawda? :)
a meta nie jest zakonczeniem tarsy. meta jest poczatkiem nastepnej. i choc nigdy nie jezdzilam na nartach, to widze mete, jak szczyt gory, na ktora sie tak mozolnie wspinam.. kiedy w koncu tam dotre, wloze narty i zaczne szusowac z rozwianym wlosem, na rozbicie lba i polamanie karku.. i to bedzie jedna z tych tras, ktore nie maja konca. :))
jezeli doprowadze moj plan do punktu realizacji, to sie podziele radoscia..
jezeli nie doprowadze, to pewnie tez sie podziele..
realizacji planow, Wszystkim. :)
No comments:
Post a Comment