Baćko Biegluk zapukal do nieba. Swiety Piotr otworzyl okienko w perlowych wrotach, wyjrzal przez nie i natychmiast zatrzasnal. Zapukal Baćko Biegluk do piekla:
“Zamkniete! Nie przyjmujemy!” krzyknal ktos zza wrot..
“Ale..”
“Nie ma zadnego ale!” ;)
Podrapal sie Baćko Biegluk po kudlatej brodzie…
Poszedl z powrotem do Nieba, zapukal i kiedy tylko wychyila sie glowa swietego Piotra, zapytal:
“Swiety Piotrze, przyszedlem tu z dobrej woli, moglem pojsc gdziekolwiek indziej i nie rozumiem, dlaczego mnie nie wpuszczasz..?”
“Zbyt uparty i nie lubisz ekologow! Wracaj skad przyszedles, Biegluk. Popracuj nad soba. Moze nastepnym razem sie zastanowimy.”
Kilka godzin pozniej Baćko Biegluk wybudzil sie z narkozy. Mostek bedzie sie zrastal kilka miesiecy. Serce pokrojone i pozszywane, ale dziala. Jakie te srodki do narkozy dziwne… Co to mu sie snilo…?
I nikt juz nigdy nie bedzie wiedzial, czy to dzieki sprawnym dloniom hirurga, czy dzieki wlasnej zasiedzialej wredocie Biegluk Senior wrocil spokojnie na te strone…
I nikt wiedziec nie musi. Grunt, ze jeszcze nie nadszedl czas...
*
No comments:
Post a Comment