Zmienilam prace, zmienilam otoczenie, zmienili sie ludzie, z ktorymi dziele robocze dni.
Nowi ludzie sa inni... Oni sa bardzo mili, nie tylko z usmiechami, ale i z sercem na dloni, a jednak inni do tego stopnia, ze miesiac temu zadeklarowalam Amelii, ze przyjazni z tej firmy raczej nie wyniose..
Nigdy nie mow nigdy. ;)
Radhike zauwazylam 3 tygodnie temu, bo miala zapuchniete uczuleniem oczy. Przed tym dniem widzialam ja wielokrotnie, oczywiscie, ale przesuwalam po niej wzrokiem i wymienialam grzeczne usmiechy - kolezanka z pracy. Zwykla, szara kolezanka. Troche zamyslona, troche strapiona, mowiaca tak szybko, ze czasami trudno ja zrozumiec.
O Radhice wiedzialam tylko, ze jest mezatka i ma coreczke, do ktorej wybiega z pracy codziennie o 5tej po poludniu.
I ze jest mila.
***
Na zapuchniete oczy Radhiki zwrocilam uwage w lazience. Myslac, ze to od placzu, spytalam, czy cos sie stalo.. Odpowiedziala, ze nie, ze wszystko jest w porzadku, tylko ona ma takie okropne uczulenie.. Az jej wstyd..
I zaczelysmy rozmawiac o jej uczuleniu, spytalam, czy moge jakos pomoc, czy to boli, czy ma na to leki.. Okazalo sie, ze Radhika czeka na urlop, kiedy pojedzie do swojego egzotycznego rodzimego kraju i poprosi o przygotowanie dla niej specjalnych lekow homeopatycznych, a poki co ratuje sie miesjcowymi. Chwile porozmawialysmy o medycynie z jej kraju, o medycynie tutejszej i zachaczylysmy o moj kregoslup i Radhika podpowiedziala mi niekonwencjonalny pomysl, jak sobie z nim poradzic. Chyba sprobuje. :)
Dzien pozniej Radhika zapytala mnie, czy moge jej pomoc z czyms-tam sluzbowym. Pewnie, ze moglam. Radhika jednak nie oddala mi czegos-tam do zrobienia, tylko zaczela zadawac mnostwo pytan, jak to sie robi i po co. W koncu zrobila wszystko sama.
I wtedy tak naprawde pomyslalam po raz pierwszy, ze pomimo tego, ze w ogole sie nie wyroznia w tlumie moich nowych kolegow, to wlasnie jest inna. I ze to wrecz zaskakujace, ze ktos chce zainwestowac czas i nauczyc sie dodatkowych rzeczy, choc moglby je oddelegowac do zrobienia komus innemu.
Pozniej, pod wplywem filmu o Gandhim, spytalam Radike o to, jak ludzie postrzegaja go w jej kraju.. Radhice zaswiecily sie oczy. Mowila przez kilka minut, jak zwykle cichym glosem, jakby czekala, czy komus nie ustapic miejsca w zyciowej kolejce..
A potem byl tydzien z minimalnym kontaktem i nagle lunch. I rozmowa przy stole, podczas ktorej Radhika powiedziala, ze ona i jej maz planuja zostac w Wielkiej Brytanii. Osiedlaja sie tutaj, choc bardzo lubia podrozowac i mogliby jeszcze pojezdzic po swiecie zawodowo, ale coreczka niedlugo pojdzie do szkoly i w ogole.. to jest dobry kraj, zeby w nim mieszkac..
- Lubicie podrozowac? A jakie kraje, kontynenty?
- Ja to kocham Azje - Japonie szczegolnie, ale lista moich miejsc do zobaczenia jest ogromna..
- Japonie? Hmm.. Japonia nie jest na szczycie mojej listy, ale tez chcialabym ja kiedys z bliska obejrzec..
- Aga, naprawde warto. Japonia jest niesamowita.
- To Ty juz bylas w Japonii?
- Ja tam mieszkalam. 3 lata. (...)
Rozmowa poplynela magicznie.. Radhice znow blyszczaly oczy.
Znajac ciut literatury japonskiej spytalam, czy lubi czytac ksiazki. - Czy lubi? Uwielbia! Czyta mnostwo ksiazek!
A czy zna literature japonska? - Troche zna.
A kogo lubi najbardziej? - Kilku autorow, ale ostatnio dominuje Haruki Murakami.
(No przeciez ja dlatego spytalam o literature, ze pomyslalam, ze skoro tak uwielbia Japonie, to ja jej moge pozyczyc jego ksiazki, zeby jej sie przyjemnie poczytalo cos wyplywajacego z kultury, ktora ja az tak zafascynowala!!!!)
I tak jakos cieplo sie zrobilo - i mnie, i jej. Nawiazala sie nic bliskosci i porozumienia.
Kilka dni temu znienacka zaczelysmy rozmowe o zdrowym odzywianiu (bo Radhika zwraca uwage na to, co je i, jak ja, czyta w sklepach etykiety) i z tej rozmowy wyplynelo, ze Radhika kilka lat temu uciekla nowotworowi. Po diagnozie i wstepnej rozpaczy zaprzegla wszelkie dostepne metody - chemie i naswietlania wspolczesnej medycyny, diete, bioenergoterapie, techniki oddechowe i wszystko czym ja medycyna naturalna mogla wesprzec. Jej determinacja przyniosla swietny rezultat. 2 lata pozniej urodzila sie Aditi, ktora jest w polowie checia posiadania dziecka przez Radhike i jej meza, a w polowie checia najpelniejszego i najglebszego podziekowania Rodzicom i tesciom za kazdy dzien, kiedy Radhika walczyla z nowotworem, a oni wszyscy byli przy niej i z nia w kazdym momencie radosci i zalaman w tej walce.
Radhika powiedziala, ze miala w tym wszystkim duzo szczescia, i to doswiadczenie nauczylo ja doceniec wszystko co ma. Wszysto. Nie nauczylo jej za to ani spokoju ducha, ani cierpliwosci. ;)
***
Nie wiem, czy bedzie z tego przyjazn. Chyba dzieli nas zbyt duza roznica kultur, za duza odleglosc miedzy naszymi mieszkaniami. Za malo jest tez czasu w ciagu kolejnych dni i tygodni.
Ale ciesze sie niesamowicie, ze zaczelysmy tamta rozmowe o zapuchnietych oczach Radhiki, bo moglabym przegapic te szara dziewczyne w tlumie kolorowych ludzi.
***
I ciesze sie, ze ktos tak daleki kulturowo, jakby troche z innej planety, ma tak podobne zainteresowania. I z ten ktos, dokladnie to samo mysli o mnie! ;)
No comments:
Post a Comment