..nie czuje, ze jestem daleko, jak sie dzieje cos dobrego i sie mozna z tego razem cieszyc - skype lub telefon zalatwiaja spontaniczne wybuchy radosci...
czuje, ze jestem daleko, kiedy trzeba w ciszy i skupieniu byc blisko i po prostu milczec..
wczoraj rano moja Babcia sie nie obudzila..
wczoraj w nocy moi najblizsi czuwali przy Babci okazujac jej szacunek po raz ostatni i ostateczny.. nie bylo mnie tam z nimi..
dzis rano nie wyprowadzalam z nimi Babci z domu i nie milczalam z nimi w cerkwi.. nie pomagalam podczas obiadu, dla przyjaciol, ktorzy przyszli na pogrzeb Babci..
i nie ma mnie tam dzis wieczorem, kiedy wszyscy zaczynaja zasypiac zmeczeni wczorajszym calonocnym czuwaniem...
pomimo wynalazkow wspolczego swiata te kilka tysiecy kilometrow okazalo sie bariera zbyt trudna do pokonania w kilka godzin.. nawet w prawie 24 godziny.. i co dziwne, to ostatnie 240 kilometrow stalo sie najwiekszym problemem..
i mam nadzieje, ze moja Babcia, zachwycona czuwaniem i wyprowadzeniem z domu, a potem piekna masza cerkiewna, pogrzebem i obiadem, na ktorym zgromadzili sie wszyscy synowie, rodzina i przyjaciele, slyszala moje ciche mysli lecace do niej z tego, jakze dzis nieistotnego, swiata, w ktorym zdecydowalam sie zyc...
No comments:
Post a Comment