Na luch pobiegłam z Amelia.. Tak, jak zawsze jem lunche ugotowane w domu i przyniesione do pracy lub kupione po drodze składniki ubrane własnoręcznie w sałatkę, tak dziś postanowiłam pójść z Amelia na miasto.
Zapakowałam w kieszenie klucze, portfel i 2 telefony i poszłam.
Zjadłyśmy szybko, przeplatając gryzy i łyki wakacyjnymi opowieściami. W drodze powrotnej skręciłyśmy do banku, żebym mogła wpłacić czek na konto i.. tuz przed przed drzwiami wejściowymi zauważyłam, że nie mam portfela! L
Sprawdziłam kieszenie. Klucze na miejscu, telefon prywatny, telefon służbowy (oczywiście już było na nim kilka maili, sms i nie odebrane połączenie, które postanowiłam zignorować do momentu kiedy wrócę do biura). Portfela nie było.
Prawie przebiegłyśmy drogę powrotną do jadłodajni, wypytałyśmy obsługę, czy nie widziała portfela.. Nic..
W drodze powrotnej do biura zaczęłyśmy się zastanawiać, czy jest szansa, że ktoś mi mój portfel odeśle. Haczyk polegał na tym, że nie było w nim pieniędzy, tylko same dokumenty i karty bankowe. Moja logika podparta wspomnieniami niesmacznych historii opowiadanych kilka lat temu przez znajomych w Polsce, szeptała, że jak są w portfelu pieniądze, to ktoś je sobie zabiera i z wdzięczności odsyła portfel pocztą, jak portfel jest pusty, to wdzięczność się nie należy i ten ktoś go po prostu wyrzuca do najbliższego kosza na śmieci…
Amelia powiedziała, że ona by zdecydowanie portfel odesłała, jeśli byłby pusty, a jeżeli byłyby w nim pieniądze, to zadzwoniłaby i oddala do rak własnych. Taki dobry człowiek z tej Amelii...J
I nagle obie się ucieszyłyśmy! Zadzwonić! No przecież!!! Wizytówki! Czy ja je miałam w portfelu? Chyba tak…
I kolejne olśnienie! Nieodebrany telefon!!!!
Oddzwoniłam błyskawicznie – nikt nie odebrał. Sprawdziłam smsa – ‘Masz wiadomość na poczcie głosowej’, poczta głosowa: ‘Cześć, wygląda na to, że znalazłam Twój portfel. Czekam na telefon.’
Oddzwoniłam, portfel odebrałam po kilkunastu minutach. Przesympatyczna dziewczyna w niebieskiej sukience powiedziała, że dopóki nie znalazła wizytówki nieźle się nagłówkowa nad tym, jak mnie odnaleźć.. Bo adres na prawie jazdy może być nieaktualny, a bank nie poda żadnych informacji z moich kart. W końcu wpadła na pomysł, że wpisze moje nazwisko w google i sprawdzi, czy mam swój profil na jakimkolwiek portalu.. A chwilę później znalazła wizytówkę! J
Zadzwoniła na moja komórkę, zostawiła wiadomość, zadzwoniła na telefon do pracy i tam tez zostawiła wiadomość..
Jak przyjemnie, że są wokół nas uczciwi ludzie, którym w dodatku tak bardzo zależy, żeby znaleziona rzecz jak najszybciej trafiła do właściciela..
Lucky me.. :))
No comments:
Post a Comment