Friday, 16 September 2011

skrzywdzony pies



przy okazji rozmowy na forum biegowym przypomniała mi się pewna historia
generalnie biegacze rozmawiali o tym, jak sobie radzić z agresywnymi psami. czy lepszy jest odstraszacz dźwiękowy, gaz pieprzowy, czy kij bejsbolowy na właściciela, który agresywnego psa spuszcza ze smyczy. 
i przypomniała mi się historia 'mojego' pieska. 
bo tak ogólnie rzecz ujmując, ja nigdy nie miałam złych doświadczeń z psami – może z powodu farta, a może dlatego, że psom ufam, gadam do nich i naprawdę wiem, że mi nic nie zrobią? a może to po prostu zbieg okoliczności..
ale miałam jedno zdarzenie, które umocniło we mnie przekonanie, że jednak psów nie należy kopać ani spryskać ich gazem.. (natomiast powtarzam, że na mnie nigdy żaden wściekły rottweiler nie wyskoczył w ciemnej uliczce..)
biegłam wzdłuż rzeki, niedaleko domu, było już późno. jakieś 10 metro przede mną wyskoczył z klatki schodowej mały agresywnie rozjazgotany pies i poczułam, że może się zaraz zrobić gorąco... odruchowo zwolniłam krok do marszu, wyciągnęłam rękę i zaczęłam do niego mówić pewnym i w miarę beztroskim głosem: no co Ty? głupi jesteś? przecież jak ja Cię kopnę, to długo się będziesz z tego wylizywał.. głupi piesek.. naprawdę..

pies zdziwił się, zwolnił i przestał ujadać.. wypadła za nim właścicielka, przeprosiła mnie i wylewnie mi podziękowała, że nie zrobiłam jej psu krzywdy (!!!!!) ..powiedziała, że ona wie, jak ludzie mogą oceniać jej psa, ale on tylko tak obłąkanie szczeka. zaczął ujadać na ludzi w szybkim ruchu po tym, jak go potracił rowerzysta.

miesiąc czy 2 po tamtym wypadku pies wystraszył kogoś biegnącego i dostał kopniaka, po którym znowu wylądował u weterynarza - miał przetracona szczękę... i ona już nie potrafi go uspokoić, jak ktoś dorosły biegnie lub go mija rowerem. z tego, co mówiła, pies nie gryzie. dzieci wręcz mogą po nim hulajnogami i rowerami jeździć.
rozmowa skończyła się głaskaniem psa i jego radosnymi podskokami obok mnie, kiedy wracałam do biegu.

tym razem miałyśmy szczęście - ona, ja i pies.
i mam nadzieje, że tak już będzie.

generalnie, w Wielkiej Brytanii (Londynie) psy są mniej agresywne niż w Polsce, a większość z nich chodzi bez smyczy i bez kagańca.  Nie wiem na czym to polega, ani skąd się bierze, ale widzę to na co dzień. słynne angielskie pitbulle i im podobne wielkoszczękie liżą się nawzajem po pyskach i radośnie merdają ogonami do świata.. 

psy pewnie są w jakiś sposób odzwierciedleniem osobowości, nastrojów, stresów i ogólnej sytuacji ich właścicieli.. podpisuje się cala sobą pod tym, że to właściciele, a nie psy są winni/odpowiedzialni i to im trzeba by gazem po oczach za każde ugryzienie przez ich psa.i dalej biegam późnymi wieczorami po mieście, mijam dziesiątki psów i czuje, że jeśli pojawi się sytuacja zagrożenia, to rozwiąże ja bez przetracania psu szczeki.. ale na 100% zakończę ja potężnym bluzgiem i awantura skierowana na właściciela.. w celach edukacyjnych. ;)
i trzymam kciuki, żeby to się jednak nigdy nie stało.


No comments:

Post a Comment