Dotarła do mnie historia o osobie mi bliskiej, bliskość z którą rozeszła się na szwach, jak stara poszwa na kołdrę.. znam tę historię tylko z ust wspólnego przyjaciela, więc pewnie Ania opowiedziałaby ja zupełnie inaczej, ale to chyba nie jest aż tak ważne.. ;)
Kilka lat temu znajomi Ani pojechali na wakacje do Hiszpanii. Kilka dni z tych wakacji spędzili u koleżanki w Alicante. Po powrocie, zachwyceni miastem i jego atmosferą, powiedzieli Ani, że koniecznie musi tam pojechać i że na pewno jej się spodoba.
Ania postanowiła zwiedzić Alicante podczas długiego weekendu. Po kilku dniach wróciła z rozmarzonymi oczami, a tydzień później oświadczyła rodzinie, że wykupiła kurs języka hiszpańskiego w Alicante i na najbliższy urlop jedzie na 2 tygodnie do Hiszpanii. Kilka kolejnych miesięcy spędziła żyjąc wizją wyjazdu. W końcu nadszedł czas i Ania poleciała do swojego wytęsknionego miasta.
Po 2 tygodniach kursu językowego wsiadła do samolotu powrotnego do Polski i zaczęła płakać.. Płakała przez pół drogi, po czym uspokoiła się i zaczęła kombinować, liczyć oszczędności, przypominać sobie zobowiązania i... planować! :)
Na lotnisku w Polsce Ania wysiadła z samolotu i powiedziała rodzinie, że wszystko przemyślała i przekalkulowała i że wraca do Alicante. :)
Wykupiła kolejny kurs hiszpańskiego, wróciła do pracy, po kilku miesiącach złożyła wypowiedzenie, spakowała walizkę, powiedziała rodzinie, żeby się nie martwili, bo wszystko będzie dobrze i znów wsiadła do samolotu.
W Alicante Ania wynajęła pokój czy tez mieszkanie, uczyła się hiszpańskiego, wysyłała i roznosiła swoje CV prawie wszędzie, gdzie się dało i chodziła na bardzo nieliczne rozmowy kwalifikacyjne. Zapasy finansowe topniały, jedyne prace, jakie jej oferowano to handel obnośny lub naciąganie ludzi na pieniądze. Tego Ania absolutnie nie chciała robić. Czekała więc dalej.
Po kilku miesiącach zapasy finansowe zniknęły. Rodzina, wiedząc jak Ani jest ciężko i jak beznadziejnie wygląda sytuacja z pracą, namawiała ja do powrotu, ale Ania była nieugięta.. Powiedziała:
Może będę mieszkać pod mostem. Ale to będzie most w Alicante.
Któregoś dnia w południe zadzwonił telefon, poszła na rozmowę kwalifikacyjną i dostała pracę na okres wakacyjny, na kawałek etatu. Zarobki pokrywały koszt wynajmowanego mieszkania. Ania była wygrała! ...z czego opłacała jedzenie nikt nie ma pojęcia – pewnie z minimalnych resztek oszczędności, które jej zostały oraz z nadgodzin, które robiła od czasu do czasu. Na pewno doszła do mistrzostwa w oszczędzaniu i w życiu za minimalne środki. Życiu w Alicante. :)
Po jakimś czasie pracodawcy zaproponowali jej większą część etatu, po wakacjach ucieszyli się, że Ania chce w Hiszpanii zostać na stale i zaproponowali jej prace na etat...
To wszystko działo się już jakiś czas temu.
Ania mieszka w swoim ukochanym Alicante, spotkała mężczyznę, z którym sobie nawzajem zawrócili w głowach.. Mówi, że jest szczęśliwa. :)
A mi się bardzo często przypomina zdanie które Ania powiedziała rodzinie: Może będę mieszkać pod mostem. Ale to będzie most w Alicante.
I wzruszam się, i podziwiam, i cieszę.. Marzenia się spełniają. Warto o nie walczyć.
No comments:
Post a Comment