mielismy zacmienie Ksiezyca, a ja siedzialam w Royal Opera House i sluchalam Macbetha..
na szczescie/nieszczescie (na 'wszystko jedno', bo przeciez i tak bym go nie zobaczyla..) nic nie bylo widac ze wzgledu na zbyt duze zachmurzenie, wiec sobie wybaczam przedlozenie ogladania opery nad ogladanie cudu natury..
zabiegalam sie przedurlopowo prawie na smierc.. historia pora na scianie powoli blaknie w mojej glowie, a tu znowu 23:41 i nawet na polskie literki juz jest za pozno.. prysznic i spac.. rano do pracy..
dobranoc..
No comments:
Post a Comment