Sunday, 3 March 2013

salatka owocowa

owoce w moim wykonaniu to jablka. czasami dla odmiany kupuje brzoskwinie lub nektarynki, czasami jakiegos melona czy ananasa, ale generalnie, codziennie jem jablka.

w sobote zostalam zaproszona na rolowanie sushi, a ze bylo to w dzielnicy, w ktorej mieszka wiecznie narzekajaca na slabe w porownaniu z Berlinem zycie socjalne Katrin, postanowilam umowic sie z nia na kawe, po drodze do "suszarni".

z kawy zrobil sie lunch, bo Katrin zaparla sie na calego, ze bedzie jej super przyjemnie, jezeli bedzie dla mnie mogla cos ugotowac. :)
no jezeli gotowanie dla mnie sprawi jej az taka przyjemnosc, to przeciez nie moglam sie dlugo opierac... ;)
udalo mi sie wynegocjowac tylko tyle, ze to ja zorganizuje deser.

po drodze do Katrin, w sklepie, lazilam pomiedzy namietnie necacymi lodami i czekoladami.. i choc rece mi drzaly na ich widok, w glowie panowal spokoj! ani to zdrowe, ani naprawde dobre (ostatni raz, po pierwszych kilku lyzkach, kiedy moje zapotrzebowanie na zywy cukier spadlo, w smaku zaczelam czuc cos tlustego i mdlego i, o zgrozo!, nie dokonczylam pollitrowego kubla, ktory kilka miesiecy temu  wchlonelabym bez mrugniecia okiem ;) ), ani weganskie! i choc na sobote dalam sobie totalna dyspense z weganizmu, jakos czulam, ze ilosc przeprocesowanego poddanego kilkunastu odmleczajacym obrobkom zawartego w nich mleka mi nie odpowiada. ufff.. bosko! widac juz  przystosowala mi sie glowa do mysli, ze jak poslodzone, odtluszczone, spulchnione i bezmleczno-mleczne, to jednak raczej nie! :)

no dobrze, ale jak nie to, to co?

i wtedy mnie olsnilo!

kilka razy w zyciu jadnam salatke owocowa, ale nigdy nie zrobilam jej sama. bedzie okazja potrenowac. :)

kupilam jablko, banana, mango, mandarynke i mala mieszanke orzechow i suszonych owocow. po dotarciu do Katrin szybko wszystko pokroilam i zostawilam w misce na czas obiadu, zeby puscilo soki. zanim dokonczylysmy pyszny lunch przygotowany przez Katrin, salatka byla gotowa i byla tak pyszna, ze pomimo rodzinnej porcji (okazalo sie, ze 4 owoce to za duzo na 2 osoby) nie moglysmy jej przestac jesc! :D

dzis powtorzylam eksperynemt: pol starego jablka, kawalek melona, ktory od tygodnia dojrzewal na oknie, swieza mandarynka i troche jagod kupionych na bazarku w ramach niedzielnego dogadzania sobie.

ja wiem, ze to brzmi smiesznie, ale to po prostu eksplozja smaku i witamin. z kazda kolejna lyzka pakowana do buzi czulam, jak moje szare komorki zaczynaly szybciej pracowac, a moje cialo budzilo sie do radosnej lekkosci i checi dzialania...

zakladam biale szaty i ruszam przez swiat glosic dobra nowine: jedzcie ludzie salatki owocowe! sa bossskie! :D

No comments:

Post a Comment