***
w sobote spotkalam sie z Panna M i Babsi na spozniony lunch swiateczny.
tym razem, jako ze poprzednio to ja sie nie pojawilam, na mnie spoczelo (zaproponowane przez winna sama przez siebie zreszta) zadanie zorganizowania spotkania, a ze bylo jedno przesuperowe miejsce, o ktorym slyszalam wczesniej i nie udalo mi sie do niego jeszcze dotrzec, ucieszylam sie moim obowiazkiem! ;)
na lunch zaplanowalam wybor wloski lub azjatycki, na deser... tajemnicze drinki..
na miejsce przyjechalam przed czasem - zajrzalam do kuchni azjatyckiej - niezaleznie od informacji na www - zamkanieta w weekendy!
zajrzalam do kuchni wloskiej, w ktorej powiedziano mi przez telefon, ze jest otwarta w soboty - tak, otwarta, ale od 17stej!
no kuchnia mac! a tu dopiero dochodzi druga!
dobra - ostatni strzal - magiczne miejsce drinkowe w czesci restauracyjnej serwuje jedzenie - pojdziemy od razu tam.
spotkalam dziewczyny, zaprowadzilam do 'klubu sniadaniowego', odstalysmy 20 minut w kolejce i usiadlysmy przy stoliku. wic polega na tym, ze te restauracje (4 w Londynie) sa inspirowane czasami prohibicji - wystroj wnetrz jest genialny - stare stoliki, niektore drewniane, niektore sklejkowe, stara waga szalowa na ladzie, kilka swiatelek.. ludzie krzycza: prohibicja! ja krzycze: stolowka na dworcu w Siedlcach! (ta za moich czasow studenckich, oczywiscie, bo obecna jest obklejona pepsi, coca-cola i im podobnymi .. :( )
w pewnym momencie do restauracji wszedl niesamowity przystojniak. normalnie takie ciacho, ze z Panna M (na szczescie Bibsztyl nie przeczyta tego wpisu!) spojrzalysmy na siebie z blyskiem w oczach i zrozumieniem, jakiego tylko zaprzyjaznione kobiety i to tylko w specyficznych sytuacjach moga doznac. facet wygladal, jakby sie obudzil 15 minut temu, nalozyl dzinsy i sweter i wybiegl do pracy. norlanie, jakby sie prosil, zeby mu ten sweter zdjac, polozyc go spowrotem do lozka i przyniesc kubek goracego kakao.... bosko przystojny, nie uczesany. kelnerki go sciskaly na przywitanie.. hmm.. nic dziwnego! ;)
facet przyszedl i zaczal nalewac szampana w lampki ustawione na tacach, a kelnerki gdzies te tace wynosily... jakos duzo tego szampana.. w koncu pomyslalam: "a gdzie jest moja lampka ??? ha!!??"
i doslownie minute pozniej podeszla do nas jedna z kelnetrek z taca. pochylila sie nad stolikiem i konspiracyjnym szeptem powiedziala, ze za 5 minut bedzie mala celebracja. jedna z ich kolezanek odchodzi po 4 latach pracy u nich i bardzo chcieliby, zeby wszyscy goscie z nimi wzniesli toast za jej zdrowie i powodzenie w nowej pracy.
- is this ok? - szepnela
- ok.. - odszepnelysmy rozchicotanym chorem..
jakies 3-4 minuty pozniej, zupelnie znienacka, chlopak ociagajacy sie z zamowieniem przy sasiedninm stoliku zaczal spiewac.. zaczal spiewac, potem wstal, a potem wstali jego czterej koledzy. wstali, dolaczyli do spiewania i kilka taktow pozniej na raz siegneli do swoich plecakow, wyciagneli z nich slomkowe kapelusze i wlozyli je na glowy.. zaspiewali dziewczynie 2 piosenki. dziewczyna wskoczyla na lade i wysciskala swojego prawie bylego szefa. oczy dziewczyny byly pelne lez, sala pelna wzruszonych chichotow i usmiechow.
toast: "for Lisa!!!!" "for Lisa!"
nagle, zapatrzona w jedno miejsce i na wpol sparalizowana czyms Panna M powiedziala na glos: "Aga, widzialam dwoje ludzi wchodzacych do lodowki!! Ja wlasnie widzialam, jak dwoje ludzi wchodzi do lodowki! Ja.."
"cicho!"
"ale ja widzialam..."
"cichOOOOO. Barbara jeszcze nie zauwazyla!"
spojrzalysmy na Babsi.. Babsi palaszowala sie swoj lunch..
"ciiiiicho.."
"czy to jest ten trik?"
"tak, to jest ten trik.. ;) "
kilka minut pozniej, kiedy Babsi byla w lazience a my placilysmy rachunek, spytalysmy kelnerke:
" czy moglybysmy zobaczyc sie z Merem Tchorzliwego Miasta?"
"prosze chwilke poczekac. zaraz po Panie przyjde"
po powrocie Babsi zdazylysmy jej tylko powiedziec, ze na obiecane magiczne drinki wchodzi sie tutaj dzieki wypowiedzieniu tajemnego hasla.. i ze to nie pop-kulturowy wystroj restauracji jest tu glownym nawiazaniem do czasow prohibicji!!!! ;D
kelnerka podeszla i poprosila, zeby isc za nia..
jako ze Panna M juz odgadla sztuczke powiedzialysmy Babsi, zeby szla przodem, za kelnerka.. i tu nastal kulminacyjny punkt spotkania... na widok otwierajacych sie przed nia drzwi do lodowki Babsi, robiac najokraglejsze na swiecie oczy, zaczela piszczec z wrazenia!
a lodowka byla przejsciem do ukrytego w piwnicy pubu...
spotkanie poswiateczne udalo sie rewelacyjnie. nieczesto udaje sie AZ TAK!
Panna M rozbawiona i zadowolona, Babsi oczarowana..
a pozniej, na dodatek do dnia, dolaczyl do nas Bibsztyl, ktory wykorzystal te okazje, zeby spotkac sie z dziewczynami i.. z Merem Tchorzliwego Miasta.. ;)
No comments:
Post a Comment