Wednesday, 30 January 2013

inspiracja byc

stala sie tragedia na miare wszechswiata..

we wtorek rano, na wpol jeszcze spiaca, szlam do lazienki i kopnelam ciezki metalowy przedmiot na podlodze, lezacy w waskim przejsciu, w miejscu, gdzie go nie powinno byc..

po kilku godzinach okladania stopy pod biurkiem torebka z lodem opuchlizna wokol najmniejszego palca przestala sie powiekszac.. kiedy poszlam do lazienki sprawdzic, czy palec sie wciaz zgina, w przeciwienstwie do porannego sprawdzania, uslyszalam i poczulam chrupanie.. 3 godziny pozniej lekarz potwierdzil diagnoze - zlamany, jak nic.

trzeba plastrem przykleic do sasiada/kumpla i za 6-8 tygodni bedzie dobrze.

na chwile zawalil sie moj swiat. moj maraton..
moj wymarzony i juz zaplanowany maraton...  w moim wymarzonym, dokladnie rozplanowanym na treningi czasie sie juz nie stanie.
przynajmniej nie w tym roku.. a to oznacza, ze czwarty rok pod rzad nie uda mi sie spelnic tego samego magicznego marzenia..

juz sie z tego zawalonego swiata troche wygrzebalam, ale wciaz mnie nekaja bole w duszy.. BB powiedzial dzisiaj, ze jestem negatywna i ze on nie lubi podejscia, gdzie zamiast szukania rozwiazania robi sie z czegos ogromna tragedie..
ja nie do konca to rozumiem, bo rozwiazania szukam, dopytuje wysluzonych biegaczy o inne mozliwosci treningow, ale wszystko wskazuje na to, ze jednak tego maratonu, w tym czasie nie uda mi sie zrobic.. marzeniem/planem/postanowieniem nie byl jakikolwiek maraton w jakimkolwiek czasie. mial to byc maraton Szekspira przebiegniety ponizej 4 godzin, na angielskiej wsi, z twarza oslonieta daszkiem czapki od letniego juz prawie slonca, z plucami wypelnionymi swierzym powietrzem.
czy powiedzienie, ze to marzenie upadlo i sie nie spelni to bycie negatywnym? to realizm w moim odczuciu.
bylo ono konkretnie okreslone czasowo i geograficznie. jesli sie nie dokona, to koniec. jest nie spelnione.

BB powiedzial, ze nie szukam pozytywow.. cozz.... zlamany palec w stopie dla biegacza szykujacego sie do maratonu... jakies pozytywy? nie moge biegac, wiec sie nie bede meczyc. zaoszczedze pieniadze na bilet i dojazd na miejsce maratonu. w sumie mam farta, bo moglo byc gorzej. hura?

a Bibsztyl mowi pieknie: ogladasz filmiki o inspirujacych ludziach - stan sie inspiracja dla innych. jak sie palec zrosnie zacznij trenowac i pokaz sobie i wszystkim, ze niezaleznie od tej kontuzji spelnilas swoje marzenie..
ale moje marzenie to przebiegniecie tego maratonu w konkretnym czasie.. w czasie, do ktorego musialabym trenowac intensywnie, bo przekracza moje obecne mozliwosci sprawdzone na krotszych dystansach, i tak bardzo, jak chcialabym podpisac sie pod sugestia Bibsztyla, to przeciez ja nie pokaze nikomu, ze spelnilam swoje marzenie, bo ja w ten sposob mojego marzenia nie spelnie...

to, co na pewno rozumiem, to to, ze kazdy chcialby pomoc, a mojego 'problemu' (przepraszam: mojego wyzwania, mojej mozliwosci podjecia wyzwania? - brzmi lepiej?) chwilowo sie nie da rozwiazac.. czy tu tez jestem negatywna? czy moze nie widze jakichs rozwiazan..
to konkretne moje marzenie nie spelni sie w tym roku na pewno (uwaga, uzylam frazy potwierdzajacej, ze mysle negatywnie, bo z gory zakladam, ze sie nie uda (jak to BB powiedzial..).. a ja niczego nie zakladam. ja WIEM ze sie nie uda. ponizej 4 godzin bez intensywnego treningu nie pobiegne. zeby nie byc goloslowna spytalam juz 2 odwiecznych biegaczy. sa tak samo negatywni, jak ja! - napisalam prosbe o sugestie treningu rowniez na forum biegowym. czekam z nadzieja na nadzieje ;) )

przejrzalam liste pozniejszych maratonow.. tak, jak przez 4 minione lata, tylko ten jeden do mnie przemawia.. slysze jego wolanie.. coz.. moze to wolanie dotyczy przyszlego roku..

*** nie spedze mojego zycia myslac o tym, jakie mnie spotkalo nieszczescie, ale jak slysze o tym, ze nie szukam pozytywow i ze ktos nie lubi, jak sie nie szuka rozwiazan tylko robi z czegos tragedie, to mam mu ochote nakopac lewa noga tak, zebym kulala na obie.

ja nie prosilam o cofniecie czasu, zebym mogla nie zlamac tego glupiego, malego palca. nie prosilam tez o naprawienie mojego swiata.. po prostu powiedzialam, jak sie z tym czuje i jaki to ma wplyw na moje zycie. moze za dlugo o tym mowilam (tak powiedzial BB), ale to nie jest codzienna sprawa. to jest pierwsze zlamanie w moim zyciu. zlamanie, ktore zaprzepascilo (o negatywy!) spelnienie czegos, co mi sie nie udaje od kilku lat.
i jakos dziwnie zalozylam, ze bliskie mi osoby moga wysluchac jednego telefonu bez irytowania sie, zbijania tego, co ja czuje, zarzucania, ze nie szukam pozytywow i temu podobnych reakcji. i ze moga okazac zrozumienie, ze w MOIM swiecie stalo sie cos bolesnego DLA MNIE.

i pewnie, ze przezyje. i bede sie smiac, ale maratonu Szekspira pod koniec kwietnia 2013 juz nie pobiegne ponizej mojej magicznej czworki niezaleznie od tego, jak pieknie by bylo to zrobic, a potem wzruszyc sie, doznac szalonej radosci, dumy i satysfakcji i stac sie inspiracja dla innych i sila dla samej siebie.

moze w przyszlym roku sie uda..

*** a najmniejszy paluch mojej lewej stopy, wciaz obolaly i siny odpoczywa przyklejony plastrem do swojego  sasiada. powoli zaczyna sie zrastac, polamany biedak...

No comments:

Post a Comment