umarl moj laptop
po 3,5 roku wspopracy, wielu chwilach radosci przy rozmowach z Przyjaciolmi, kilku lzach uronionych podczas pisania maili i ogladania filmow, po setkach godzin pochylonego nad obrobka zdjec polamanego karku, wzial i padl.
najpierw zaczal wydawac dziwne dzwieki - dokadnie takie, jakie na filmach wydaja spersonifikowane robociki, kiedy je cos 'boli'.. po zorientowaniu sie, ze to moj 'robocik' tak popiskuje, wylaczylam go blyskawicznie.
po chwili wlaczylam ponownie, ale komputer juz nie reagowal na moje ruchy mysza.. a moze mysz poszla do srodka laptopa, zeby przytulic chorego robocika?
wylaczylam komputer ponownie.
wlaczylam jeszcze raz..
robocik wewnatrz milczal.. juz nie zyl.. :(
i jakos dziwnie mi sie zrobilo. te godziny sleczenia nad dopieszczanymi photoshopowym pedzlem zdjeciami, godziny czytania rzeczy wznioslych i niskich, rozpacz i radosc nad interfacem konta bankowego (!) ;).. i godziny przesiedziane na skypie z Rodzicami.. wszystko wewnatrz srebrnej obudowy, na ktora patrzylam codziennie przez ponad 3,5 roku.. nierozlaczna czesc mojego zycia, wlaczana rano przed praca i wylaczana tuz przed zasnieciem.. na szczescie wiekszosc danych, ktore byly wazne mam zabezpieczonych
i.. co dziwne, wcale nie rozpaczam.
chyba stoicyzm mnie wreszcie oblal swym blogoslawionym spokojem i zobojetnieniem.. a moze przyplyw histeri dopiero sie zbliza..? ;)
no w kazdym razie.. robocik umarl, proby reanimacji trwaja, a historia dziewczyny z aparatem nabiera ksztaltu wewnatrz mnie.. i az sie nie moge doczekac, kiedy uzdrowie laptopa i bede mogla ja opowiedziec..
a moze to lepiej, ze to musi troche potrwac?
a moze ta historia, choc tyle lat dojrzewala, nie jest jeszcze gotowa...?
No comments:
Post a Comment