od kilku dni bardzo trudno mi sie z czyms pogodzic.. umiera moj bliski kolega..
umiera na nienawisc..
Pejo byl czlowiekiem wielkich idealow, wierzyl w wartosci niesione przez ideologow komunizmu, wierzyl w sile czlowieka, w to, ze trzeba twardo stapac po ziemi a nie wierzyc w zlote krzyzyki i obrazki, ktore nam cudownie wykreuja upragniona piekna rzeczywistosc, jesli tylko bedziemy przed nimi klepac wierszyki na kolanach.. Wierzyl tez w rownosc i potrzebe sprawiesliwosci.. Pejo ma wyzsze wyksztalcenie. Studia doktoranckie przerwal po roku czy dwoch, kiedy uswiadomil sobie, ze nawet w kregach 'elity' naukowej reka reke myje, a nowym doktorem bedzie syn profesora - bo miejsce jest tylko jedno.. Pejowi zrobilo sie niedobrze. Rzucil doktorat i zaczal pracowac w hucie.. po kilku latach z roznych powodow i w roznych okolicznosciach wyjechal za granice. Pracowal w zawodzie prostym, leczyl prywatne rany, bawil sie, spotykal ludzi, szukal mozliwosci rozwoju zawodowego w kierunku, w ktorym znajomosci i uklady towarzyskie maja mniejsze znaczenie niz umiejetnosci praktyczne.
Kilka lat temu znienacka wpadlam na Pejo na ulicy. Godzine pozniej spotkalismy sie ponownie i Pejo mnie rozpoznal. Rozmawialismy o rozrywkach, o emocjach, o tym, co znacza dla nas przyjaciele.. kilka dni pozniej skontaktowalismy sie przez gg. Pejo napisal mi o ideologii w ktora wierzy, o historii swojego zycia i kilka jeszcze innych.. Zbratalismy sie. Rozmawialismy czesto. Dwie dusze probujace zrozumiec rzeczywistosc, szukajace przyczyn zjawisk, rozmawiajace o tym, co sie dzieje i dlaczego.
Po jakims czasie Pejo poznal magiczna dziewczyne. :) Rok pozniej, kiedy mial juz pierscionek zareczynowy i dobieral slowa, ktore chcial jej powiedziec na wiezy Eiffle'a, okazalo sie, ze dziewczyna Peja jest w ciazy. Pejo rozplakal sie z radosci. Ja tez. Zgodnie z wczensniejszym planem, tydzien pozniej w Paryzu Pejo uslyszal: tak. :)
Maszyna ruszyla. Pejo dostal wyczekiwana prace kierowcy autobusow, ktora miala mu dac solidny, bezpieczny dochod, prawo do urlopu, wiarygodnosc kredytowa i spokoj..
Podczas ciazy Pejo byl jedyna osoba pracujaca w domu i zalatwiajaca wszystkie sprawy zwiazane z kupnem mieszkania. Pracowal non stop, zglaszal sie na wszystkie nadgodziny, bywalo, ze mial tylko dzien wolnego miesiecznie. W momencie otrzymania mieszkania przyszla tez coreczka. Obojgu im bylo ciezko.. Pejo mial plan, ze kiedy jego zona wroci do pracy i on bedzie mial ciut wiecej czasu, wezmie sie za ksiazki, zapisze na jakies kursy, podciagnie jezyk i bedzie szukal innych mozliwosci. No wlasnie, taki byl plan na przyszlosc...
Pejo byl przemeczony praca. Okazalo sie, ze do pracy w autobusie umiejetnosc bezpiecznej jazdy nie jest jedynym, co niezbedne. W autobusie kierowca musi potrafic emocjonalnie unosic kontakt z ludzmi z najnizszych warstw spolecznych. Ludzmi bez wyksztalcenia, perspektyw, szans, nadziei. Ludzmi agresywnymi, wulgarnymi, podlymi. Ludzi, ktorych zachowan az nie chce sie tlumaczyc. Niestety najczesciej Ci ludzie to imigranci, ktorym jeszcze niewiele sie udalo osiagnac lub ktorzy nie planuja zostac - niewiele mieli w kraju, przyjechali pozarabiac, spia 4 w jednym pokoju i za kilka miesiecy wracaja do domu; lub tez ludzie, ktorzy niewiele osiagneli - najczesciej tacy, ktorzy w tym lub poprzednim pokoleniu przyjechali z innych kultur, nie potrafili lub nie chcieli sie wziac za robote i nie dostosowali sie do tego swiata (jeszcze). Zawsze ludzie niskowyedukowani, nieskowykwalifikowani. Tacy zawsze dra sie znajglowniej. W kazdym kraju. Pejo, po upartym zadaniu okazania waznych biletow od takich delikwentow, byl atakowany: przez bialych wyzywajacych go od imigrantow i wyganiajacych do Polski lub skadkolwiek on pochodzi; przez Polakow, ktorzy nie chcieli placic za bilet a wyczuli, ze jest ich rodakiem (wtedy to juz rowne ch..je i kur..y lecialy); przez Murzynow wyzywajacych go od imigrantow i rasistow - najczesciej. Niestety prawda statystyczna jest taka, ze spolecznosc Murzyska do 3ciego pokolenia stanowi najwiekszy margines sprawiajacych problemy w Wielkiej Brytanii. W trzecim pokoleniu dzieci juz ida do lepszych szkol, rodzice juz rozumieja, ze nauka i rozwoj zawodowy daje zdecydowanie wiecej niz wieczne pretensje.. Pejo pracuje w 'slabych' dzielnicach, gdzie nie ma dobrych szkol, osrodkow pomocy dla mlodziezy, ktora rozpaczliwie trzeba czyms zajac i zabrac z ulicy i gdzie duzy procent spoleczenstwa jest naplywowy i ciemnoskory (w Afrykanskiej dzielnicy nie bedzie mial przeciez problemow z Azjatami!). Trudno dziwic sie, ze kiedy pracujesz w szemranej dzielnicy, do Twojego autobusu nie wsiadaja Panowie w garniturach, tylko chlopcy z grubymi lancuchami na szyi.
Pejo plul na swoja prace non stop. Przy kazdym telefonie wylewal morze zlosci i agresji. Sam przyznawal, ze taka prace trzeba unosic emocjonalnie, ze niszczy czlowieka, a on nie potrafi odwrocic glowy i na rzucane pod jego katem obelgi odpowiada agresja, zamiast 'policzyc do 10' i wezwac policje. Kazdy kierowca autobusu przez to przechodzi. Kazdy. Nie kazdy klocac sie z pasazerami.
Pejo nie dal rady. Wracal do domu i zamiast za ksiazki bral sie za podnoszenie ciezarow. Zamiast kursu angielskiego, nowa odzywka proteinowa i zlosc. Przyznawal, ze emocje z pracy 'przynosi' do domu. Zaczynal byc dumny ze swojej zlosci. Jeszcze wciaz czul, ze chyba nie powinien byc az tak agresywny i chyba na poczatku czul sie troche 'winny' tych emocji. Zaczal szukac potwierdzenia, ze ma racje - wszystkiemu winne czarnuchy - nie on. Zamiast odwracac glowe od rozwrzeszczanego, obrazajacego go czlowieka, ktory nie chcial kupic biletu, Pejo zaczynal odkrzykiwac. Rozmawialismy o tym, krytykowalam takie podejscie. Mowilam, zeby nie znizal sie do ich poziomu, zeby (skoro nie daje rady w tej pracy psychicznie) zmienil ja, bo zniszczy siebie. Pejo przyznawal racje.. Zreszta, sam mial bardzo podobne przemyslenia.
Zamiast zmienic prace, przestal myslec. To znaczy mysli, tylko inaczej.. W autobusach juz nie ma agresywnych pasazerow bez biletow - sa czarne malpy. O Polakach wyzywajacych go od ch..ow Pejo zapomnial. Na www spolecznosciowych Pejo promuje nacjonalistyczne tresci, zada czystosci rasy i krwi slowianskiej (ale i Polskiej w ramach slowianszczyzny), rzuca obelzywe teksty o malpach, podludziach, smieciach i pisze z duma o nadnarodzie. Cytuje bardzo wybiorczo teksty i statystyki, szykanuje 'malpe' z bledem na tatuazu, podczas gdy na plakacie jego nacjonalistycznego stowarzyszenia wychwala 'wspulnote' przez 'u'.
Napisalam Pejowi, co czuje i mysle. Nie chcialam odwrocic sie po cichu. Przeciez to Pejo, ktory zawsze o wszystkim ROZMAWIAL, zeby zrozumiec... Pejo napisal, ze oczekiwal ode mnie wiekszego obiektywizmu i szacunku dla wartosci ktore on wyznaje skoro on nie wypowiada sie na temat mojego, niezgodnego z jego wartosciami, podejscia do posiadania dzieci. Bo ja dzieci juz powinnam miec. Dwojke lub wiecej. Z bialym. Najlepiej z Polakiem.
Po pieciu dniach oblednej szarpaniny emocjonalnej zaczynam dochodzic do siebie. Wiem, ze sposrod znajomych Pejo zniknely juz 2 inne osoby. Odeszly po cichu nie chcac sie zadawac z agresywnym rasista.
Ja nie chcialam sie poddac.. Przeciez to ten sam czlowiek z ktorym jedlismy Wigilie. Co z tego, ze glaszczacy sie po miesniach zamiast uczyc sie rzeczy, ktore go moga wyrwac z tego chorego zawodu! Trzeba mu powiedziec, ze Ci nowi kumple od 'wspulnoty' przez 'u' bez zadnych skrupulow skopia mu tylek, kiedy tylko im podpadnie.. Ale Pejo juz angazuje sie w dzialanosc na wyzszych szczeblach. To on bedzie teraz robil plakaty.. Pejo znalazl nowa idee, w ktora wierzy..
Napisalam mu, ze chcialabym zeby sie obudzil, bo to 'nas' kiedys przedstawial swojej obecnej zonie, zeby zdobyc jej zaufanie. To z nami ja zapoznal, zeby pokazac kim sa jego przyjaciele. Kogo by jej teraz przedstawil? Przeciez my odchodzimy, bo on sie skrajnie zmienil! On juz zupelnie nie pasuje do kategorii czlowieka, w ktorego towarzystwie chcielibysmy przebywac
Pejo nie slucha. Wysyla odpowiedzi o nadnarodzie, bialej rasie i ze zrobilby porzadek, ale nie moze.. prawo go ogranicza.
Jaki porzadek by zrobil, gdyby nie bylo prawa?
Chyba zaczynam sie godzic z tym, ze Pejo umarl. Ten ktorego znalam byl w sumie dobrym, myslacym, czasem wscieklym, czasem rozesmianym czlowiekiem. Wielkim i ulomnym, jak my wszyscy.. Myslacym. Ten ktory jest, podzega do okaleczania innych. Nie-ludzi. Pod-ludzi.
Pejo umiera na nienawisc, a ja sie wypisuje z listy jego znajomych. Wstyd mi. Ktos dla mnie bliski zamienil sie w typ, ktorego wszyscy bliscy mi ludzie omijaja na ulicy z kciukiem na klawiszach telefonu.. zeby w razie czego szybko wzywac policje..
...i wciaz mi przykro...
No comments:
Post a Comment