Monday, 8 April 2013

przyplywy, zrywy i porywy...

nachodza mnie ostatnio zrywy potrzeby pisania.. a potem robi sie cisza.. i ciagly ped i niepokoj i potrzeba odprezenia sie pisaniem, a potem glucha niemoc..
zrzucam to na karb stresu, ktorym w miare dobrze zarzadzam, o ile o jakimkolwiek zarzadzaniu mozna mowic, skoro stres w ogole zaistnial..

i z jednej strony biegam, jak szalona, duzo i stresujaco pracuje, zalatwiam otwarcia/zamkniecia wielu spraw, transakcje finansowe, planuje kupno wlasnego kata, wakacje wyczekiwane od wrzesnia 2011.. 
a zaraz potem, zeby sie odprezyc czytam ZenHabits

i nie wiem jaki to ma sens..
i nie wiem, czy ktokolwiek wie, a jednak trudno wyrwac sie z wirujacego kolowrotka, dopoki czlowiek nie ma dachu nad glowa.. a potem bedzie splacanie tego dachu, potem moze dzieci, itd, itp, itd... 

i jak tu nie zwariowac...?

jesli ktos ma pomysl - poprosze o podpowiedz.. z korporacyjnym rozpedem (sic!) zbiore sie za wcielanie go w zycie..

No comments:

Post a Comment