zrzucam to na karb stresu, ktorym w miare dobrze zarzadzam, o ile o jakimkolwiek zarzadzaniu mozna mowic, skoro stres w ogole zaistnial..
i z jednej strony biegam, jak szalona, duzo i stresujaco pracuje, zalatwiam otwarcia/zamkniecia wielu spraw, transakcje finansowe, planuje kupno wlasnego kata, wakacje wyczekiwane od wrzesnia 2011..
a zaraz potem, zeby sie odprezyc czytam ZenHabits
i nie wiem jaki to ma sens..
i nie wiem, czy ktokolwiek wie, a jednak trudno wyrwac sie z wirujacego kolowrotka, dopoki czlowiek nie ma dachu nad glowa.. a potem bedzie splacanie tego dachu, potem moze dzieci, itd, itp, itd...
i jak tu nie zwariowac...?
jesli ktos ma pomysl - poprosze o podpowiedz.. z korporacyjnym rozpedem (sic!) zbiore sie za wcielanie go w zycie..
No comments:
Post a Comment