a w zasadzie jej brak.
zamiast szlonego noworocznego natchnienia na zmiany, na nowe, na lepsze.. no wlasnie.. kisze sie we wlasnym, podsmierdnietym, zeszlorocznym sosie.. jak kszone ogorki ze spizarni, ktore przeczekaly w ukryciu czasy swojej swietnosci.
moze macie jakies metody na natchnienie i na wytrwalosc?
metoda malych krokow na mnie nie dziala. na przyklad: nie ciesze sie ze zrzuconego kilograma, kiedy do zrzucenia jest ich 10, nie ciesze sie, ze przebiegam bez zadyszki 5 kilometrow, skoro wiem, ze biegalam po 16scie i wiecej. w dodatku przemyslajac glebsze zagadnienia filozoficzne!
i to nie tylko o kilogramy i kilometry chodzi..
chodzi o idee.
szukam idei na 2012. idei, ktora bedzie napedzala mlyn mojego ciala radoscia i sila do dzialania. i to nie jest tak, ze ja z jakiegos powodu placze. dni da dobre, ludzie fajni, Kotlety nas w sobote odwiedzily i szhuffle'owalismy do rana. po prostu brak mi jakiegos celu.. i tak bardzo, jak chcialabym, tak mi sie nie chce. i po jakims czasie nawet chcialobymsiec sie odechciewa. a ja bym naprawde chciala i jakies sporty i po rak kolejny wrocic do biegania i teatr znalezc alternatywny..
a moze trzeba lykac witamine B? a moze E i D, bo slonce ostatnio widzialam w Chorwacji przeciez. moze to po prostu brak slonecznego swiatla zamienil mnie w nienatchniony niczym flak?
a moze to len poswiateczny wlazl w 4 litery i wygonic go tylko kijem mozna, a ze rodzice daleko, to nie ma komu. (bo jakby Bibsztyl w dobrej wierze sprobowal to sam by przed tym kijem uciekac musial) ;)
no i tak sobie siedze, stoje, leze, chodze i kminie bzdury. tutaj to nie ma sensu, a co dopiero w mojej wlasnej glowie!!? i dalej bla, bla, bla..
idee i sily przybywajcie. jestem gotowa do zebrania sie w garsc i do akcji.
czekam.
;-) Jak celu brak to może myśleć o innych celach to w między czasie ten właściwy przyjdzie niespodzianie, ot i co.
ReplyDeleteno moze tak. :)
ReplyDelete