..chyba jedyna korzystna dla mnie rzecz wiążąca się z wyjazdem Łasiczki do kraju kangurów, dziobaków i kolczatek to kilka (aż poszłam policzyć, czy nie kilkanaście – jest dokładnie dziewięć!) książek, których Łasiczka nie dała rady dopakować do paczek i walizek wrzuconych na statek. najważniejsze książki pojechały za Wielka Wodę w miejsce bez skrupułów wyrzuconej zastawy stołowej, zielonego zestawu kubków, kompletu garnków, oddanych znajomym foteli, mebli, pościeli i wszystkiego, co ludzie zazwyczaj ciągną za sobą po świecie. Łasiczka zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zabrała to, co najważniejsze i najpotrzebniejsze – własnego małżonka, trochę ciuchów na podroż i na początek nowego, komputer, kilka drobiazgów i ukochane książki, które dostawała z rożnych okazji od Mamy Łasiczki, która zawsze była, jest i będzie absolutnym autorytetem w sprawie literatury.
dziewięć książek, tych mniej ulubionych dostałam ja. :) i pomimo, ze minął już ponad rok, od kiedy książki wylądowały na mojej półce zabrałam się za nie dopiero niedawno.
kilka dni temu otworzyłam 'dziewczyny z portofino' Grażyny Plebanek. otworzyłam i zaczęłam czytać. od początku w miarę zainteresowana, ale jeszcze nie do końca wciągnięta w treść, śmiałam się z PRL'owskiej rzeczywistości – cztery bohaterki, ośmiolatki, poznają się zaraz po zamieszkaniu na nowo wybudowanym osiedlu. jest hałda żwiru, jest murek i jest trzepak. TRZEPAK!!!! przecież my na trzepaku całe dzieciństwo przesiedziałyśmy! i tu się już rozkręciłam na dobre.. w sklepach są kolejki i jest obowiązkowe trzymanie sobie miejsca w kolejkach, nie ma łapówek – są prezenty i podziękowania, jest osiedlowa zawiść i osiedlowe ciepło, jest bazar, na którym się targuje warzywami.. czytałam książkę coraz szybciej, a dziewczyny rosły, dojrzewały, uczyły się ceny płaconej za naiwność, za brak doświadczenia, uczyły się unoszenia porażek, walczyły o siebie i .. przyjaźniły się. dziewczyny o kilka lat starsze od nas. nasze koleżanki.
i książka nie jest łatwa. są w niej trudne rodziny i trudne dzieciństwa, jest niesprawiedliwość i kara bez winy.. dzieje się wiele rzeczy, w miejsce których można by wstawić lalki barbie z pevexu i różowe zasłonki. ale różowych zasłonek wtedy nie było. i ta powieść nie kłamie. pokazuje niesprawiedliwy świat dojrzewania w trudnym świecie lat 70tych i 80tych. takim nierealnym, że czasami śmiać się chce, a czasami nie chce się wierzyć w pokazywana za plecami dziewczyn ogólną paranoję.. świat absurdów nad absurdami.
ale ja pamiętam, ja znam ten świat. świat, który już nie istnieje. i jakkolwiek by nie był oceniany przez historię, jest światem mojego dzieciństwa. i ja go nie potrafię źle wspominać.
opowieść o naszych starszych koleżankach, którym udało się nie ulec naciskom i wywalczyć niezależność. nie zawsze najłatwiejszymi metodami, prawie zawsze w bólu.. ale się udało. warto było otworzyć tę ksiażkę..
..i tak na marginesie.. dwie z czterech przyjaciółek wyjechały za granicę. jedna chyba na stale.. jak ja, Łasiczka i jak Grażyna Plebanek.. ;)
No comments:
Post a Comment