jest takie miejsce w Walii, które nazywa się Gower..
wieki temu dumne królestwo, dziś - po prostu półwysep. i mimo, że też jest półwyspem, niewiele ma wspólnego z półwyspem Helskim. Gower jest ogromne, wyraźnie obrysowane klifami postrzępionych skalistych wybrzeży, gdzie-niegdzie łagodnie głaszczące zatokę dłonią piaszczystej plaży..
na szczytach klifów spaceruje się po krotko wygryzionej przez owce trawie, od czasu do czasu przedzierając przez kwitnące na żółto krzewy, które niewiele zostawiają na nogach skóry, jeśli się miedzy nie wlezie w krótkich spodenkach.. to już wiem! ;)
w zboczach klifów Gower kryją się jaskinie. w 1823 roku w jednej nich profesor archeologii z Oxfordu, William Buckland odkrył szkielet. w związku z ilością biżuterii, włączając pierścionki i naszyjniki z kości słoniowej i muszelek i pomalowaniem czerwoną ochrą, profesor uznał, ze szkielet jest kobiecy a jego wiek został oszacowany na czasy imperium rzymskiego. szkielet otrzymał nazwę - Czerwona Dama Paviland'u (Red Lady of Paviland).
Buckland, który był kreacjonistą i wierzył, ze świat został stworzony przez Boga, nie dopuszczał do siebie myśli, ze szkielet ludzki może pochodzić sprzed Wielkiego Potopu. i tu się nieźle rąbnął. podwójnie. ;)
po pierwsze rzymska czarownica, czy tez prostytutka (jak zakładał) okazała się mężczyzną, po drugie mężczyzna ten zmarł 29 tys. lat temu i ozdoby z kości słonia były ozdobami z kości mamuta! :D
jaskinia, w której został pochowany Czerwony Dżentelmen (do dziś nazywany Dama zresztą), jest tak usytuowana, że jej otwór znajduje się w ścianie klifu, od strony morza. wejść do niej można tylko podczas odpływu, wiec jeśli ktoś chce ją zwiedzić musi zmieścić się w godzinnym okienku, kiedy woda z zatoki pójdzie sobie na ploty do morza. wtedy trzeba przebiec po kamieniach odsłoniętego dna, wspiąć się na skały, obejrzeć jaskinie i biegiem po kamieniach wrócić na najbliższy klif. jeśli ktoś nie zdąży – zostaje w jaskini na 12 godzin – do kolejnego odpływu.
bez wątpienia Czerwona Dama miała mieszkanko z niezłym widokiem, niezależnie od tego, że 29 000 lat temu ten widok był trochę inny. tam, gdzie dziś jest zatoka, zamiast wody falował las.. Walia była połączona (czy raczej jeszcze nie rozdzielona) z Devon. Czerwona Dama, z wrót jaskini miała widok na kilkadziesiąt kilometrów niziny porośniętej drzewami i krzewami.. zamiast szumu morza, szum lasu.. też pięknie.. myślę, że takie rzeczy się docenia nawet jeśli się nie jest damą. ;)
i od kiedy Steve opowiedział mi historie jaskini i Damy, która profesor z Oxfordu uznał za wiedźmę lub ladacznicę, tymczasem ona okazała się być mężczyzna (!), bardzo chciałam te jaskinię obejrzeć. potem stanąć w wejściu, odwrócić się twarzą do morza, zamknąć oczy i wsłuchać się w szum pełnego widłaków i paproci paleolitycznego lasu..
na klif Jaskini Paviland dotarliśmy z Bibsztylem 2 godziny po najgłębszym odpływie. poziom wody już się powoli podnosił. sprawdziliśmy wszystkie możliwe ścieżki i obadaliśmy zbocza, ale na wejście do jaskini już nie było szans.. jakiś czas staliśmy na kamieniach wciąż jeszcze odsłoniętego dna pod klifem. Bibsztyl pokazywał mi przyrośnięte do skał muszle, szukał ślimaków i morskich żyjątek, cieszył się jak dzieciak, który może się pochwalić ciekawostkami komuś, kto będzie go słuchał zafascynowany.. :)
a ja go nie słuchałam.. ;) pomimo, że nie weszliśmy do Paviland, a może właśnie dlatego, szukałam szumu lasu, który zniknął tysiące lat temu.
kiedyś wrócimy do Paviland, stanę w wejściu do jaskini i spojrzę na ten las z góry.. i założę się, że w grzbietach fal zatoki dopatrzę się wtedy kształtów futrzastych mamutów.. i może szum lasu wtedy też będzie słychać ciut wyraźniej.. ;)
No comments:
Post a Comment