Tuesday, 14 December 2010

swiatelko do nieba

jedna z bardzo bliskich mi kobiet napisala dzis do mnie maila..
"..musze Ci powiedziec bo glupio ze Ci jeszcze nie powiedzialam a stalo sie to tak nagle. Miesiac temu.."

zadna dzielaca odleglosc nigdy nie zmieni przyjazni, ciepla i zrozumienia, ktore polaczylo nas juz ponad 10 lat temu.. zadna odleglosc, ani w czasie ani w przestrzeni nie zachwieje pewnosci, ze ta druga osoba, Przyjaciel, jest blisko.. czesto nawet blizej, niz myslimy.. przezywajac podobne rozterki, dotykajac swiata podobna, tak doskonale nam znana wrazliwoscia..
to na co jednak odleglosc ma wplyw, to dostep do informacji.. nie lacza nas juz dlugie minuty przewisiane na telefonie.. ginie wiele spraw blachych, codziennego uzytku i wiele spraw waznych.. czasami gina tez sprawy najwazniejsze.. zbyt wazne, zeby yslac o nich informacyjnego maila, jezeli ta druga osoba telefonem nie trafi w czas, kiedy sie dzieja..

dzisiaj minal miesiac, od dnia, kiedy umarl Tata mojej Przyjaciolki.
przeczytalam jej maila w pracy, potem sama zaskoczona swoja reakcja, przeplakalam 20 minut w lazience.. do pewnego momentu razem przechodzilysmy przez choroby naszych ojcow.. trzecie / czwarte pytanie w kazdym telefonie brzmialo: a jak sie czuje Twoj Tata? dopiero po Tacie padalo pytanie o Mamy, bo Mamy sie zawsze dobrze trzymaly, na szczescie..
obie przezywalysmy kolejne operacje i leczenia naszych ojcow.. przejmowalysmy sie nimi, trzymalysmy kciuki, zeby wszystko szlo pomyslnie..
niedawno jej Tata uslyszal wyrok..

choroba zaatakowala znienacka, zdecydowanie i nieodwracalnie..
a jednak dosc litosciwym scenariuszem - po nieskutecznej probie leczenia jej Tata nie cierpial bardzo.. a moze cierpial tylko trzymal sie dzielnie, zeby im wszystkim bylo latwiej? wiedzeli, ze nadchodzi koniec, ze zostalo tylko kilka tygodni..
spedzili ten czas razem.
bardzo blisko.
po 2,5 tygodniach Tata mojej Przyjaciolki bardzo oslabl.. powiedzial, ze w takim stanie nie chcialby juz dlugo zyc. 2 dni pozniej umarl. umarl spokojnie.. wsrod najblizszych.

i nie wiem, dlaczego az TAK mna to wstrzasnelo.. bardzo dotkliwie poczulam, ze nie bylo mnie wtedy przy Niej, jesli kiedykolwiek bylam potrzebna do wysluchania lez przez telefon.. i ze nie bylam na pogrzebie, zeby postac w ciszy i zostawic wiazanke kwiatow czlowiekowi, ktorego zawsze bardzo szanowalam i dzieki ktoremu mam Przyjaciolke..


..w moim oknie plonie dzis swieczka.. malutkie swiatelko do nieba.. niezaleznie od tego, czy tam gdzies jest wszechwiedzacy kosmos, bog ktorejkolwiek religii, drzwi do kolejnych zyc, czy gluchy koniec swiadomosci, mam nadzieje, ze tam, w tamtym miejscu, widac moje migoczace nad Tamiza swiatelko.. i ze zrobilo sie tam od niego odrobine cieplej i przyjemniej, nawet jesli tego zupelnie nie potrzeba..

No comments:

Post a Comment