mam kubek ze sloniem. dostalam go od Anity na 18ste urodziny, czyli bardzo dawno temu.. ;)
kubek jest bialy, slonie na nim trzy, zolte
2 wieksze, 1 mniejszy
jeden trzyma w trabce kwiatka, jeden ma na sloniowej pupie czerwone serce..
kubek jest MOJ.
przez pierwsze kilka tygodni od przyniesienia go do pracy, moj kubek rano znikal. ktos sobie w nim robil kawe zanim ja zdazylam sie zorientowac. za kazdym razem na glos odgrazalam sie w kuchni, co zrobie, jak tego kogos zlapie.. ale jutro, bo dzis rano jeszcze pozwole mu wypic kawe z MOJEGO kubka.. zartowalam na ten temat, zeby wiesc sie radosnie rozniosla: "Oh man.. jak Aga Cie zobaczy z tym kubkiem, to Ci nogi z ... powyrywa!" ;)
i tak mijaly kolejne dni.. jezeli nie bylam w pracy w pierwszej trojce-piatce, to nie zdazalam przechwycic wlasngo kubka. historia sie powtarzala co drugi, trzeci dzien..
pewnego dnia po przyjsciu do pracy, zamiast w kuchni zobaczylam kubek na moim biurku! wymyty, postawiony do gory dnem na kawalku papierowego recznika..
jak milo! jaka mi ktos niesodzianke zrobil! :)
ktos nade mna zlitowal i przyniosl mi kubek na biurko zanim ktos inny z niego skorzystal! :)
chcialam podziekowac za taki cieply gest, ale nikt sie do niego nie przyznawal.. od tego dnia kubek byl na moim biurku codziennie rano. :)
tajemnica pomocnej dloni zostala niewyjasniona przez ponad miesiac..
mniej wiecej po 4-5 tygodniach musialam przyjsc do pracy na jakas nieludzko wczesna godzine. kiedy weszlam do biura zobaczylam ogromnego mezczyzne idacego ku mojemu biurku z kubkiem ze sloniami i z papierowym recznikiem w dloni.. szczeka mi opadla ze zdziwienia.. czlowiek, ktory robil mi codziennie rano tak ciepla przysluge, to byl nasz 'sprzatacz'.. podeszlam do niego i podziekowalam wylewnie, opowiadajac, jak duzo to dla mnie znaczy i jakie to mile, ze on to dla mnie robi i jak bardzo walczylam o nieuzywanie mojego kubka wczesniej i.. a on, zawstydzony, kiwal glowa i od czasu do czasu wybuchal cichym, niesmialym smiechem.. po minucie slowotoku zrozumialam, ze.. ze on chyba nie mowi po angielsku..
zrobilo mi sie glupio.. podziekowalam mu wiec ostatni raz i uwolnilam od trudnej dla niego rozmowy..
ja usiadlam do komputera, a on wrocil do sprzatania biura..
kubek ze sloniem codziennie rano pojawial sie na moim biurku, a ja sie codziennie dziekczynnie usmiechalam do niesmialego znajomego, ktory zawstydzal sie jeszcze bardziej..
skad on wiedzial, ze to moj kubek?
skad? jak? kiedy uslyszal, ze ktos mi go podbiera i ze tak bardzo zalezy mi na piciu z mojego wlasnego kubka? kilkanascie pytan, kilkadziesiat luzno krazacych mysli.. jakim to musi byc dobry czlowiek, skoro przelaj sie tym i codziennie, bezinteresownie robil tak mily gest..
jedna z moich kolezanek z pracy powiedziala: wiesz, stara sie po prostu, bo chce, zebysmy go chwalili..
a ja wiem, ze to nieprawda.. jego obowiazki koncza sie na wstawieniu czystych kubkow do szafki. i koniec.
i tak sobie czasami mysle, ze moze to taki cichy biurowy list milosny.. taki bez slow i zupelnie platoniczny.. list serdecznosci i milosci do drugiego czlowieka..
No comments:
Post a Comment