Tuesday, 19 October 2010

Dilute before use..

na czubku nosa zrobil mi sie pryszcz.. male denerwujace zaczerwienienie, ktore o kilku dniach czekania sprobowalam zlikwidowac metoda jak najbardziej tradycyjna..  w wyniku 5minutowych tortur nosa powsytala ranka.. wygladalo na to, ze pryszcz zostal usuniety, ranka sie zagoi i zycie wroci do normy..
niestety tak sie nie stalo..
przez nastepne 2 tygodnie, co drugi, trzeci dzien pryszcz rzucal mi w twarz obietnice, ze tym razem sie juz wyprowadzi na dobre i zostawi mnie w spokoju, jesli tylko..
no wlasnie..
przez nastepne 2 tygodnie, co drugi, trzeci dzien wychodzilam z lazienki z czerwonym nosem i coraz wieksza ranka na owym. zostawic natury naturze nie potrafilam, bo ranka sie nie goila, dopoki swinstwo sie w niej plenilo i bakterie!

no i wlasnie! po drugin tygodniu stwierdzilam juz na pewno, ze musi w nim byc tam jakas infekcja, ktora trzeba zdezynfekowac.. przegrzebalam w apteczce domowej ze swiadomoscia, ze nie mam zadnej wody utlenionej ani spirytusu, pomyslalam troche, po czym poszlam do lokalnej apteki i kupilam najbardziej zblizony do spirytusu kosmetycznego plyn odkazajacy..
wieczorem pomarowalam ranke plynem czujac dobroczynna sile odkazania i zapowiedz przyszlego pieknego zycia..
przed snem posmarowalam ranke ponownie.. plus, oczywiscie, wszelkie inne miejsca na twarzy, ktore moglyby sie potencjalnie zaczerwienic, zarozowic, czy cokolwiek im by tam nie przyszlo do glowy - nos, policzek, broda. niech gina wredne bakretie! smierc najezdzcom!
zasypiajac, szczesliwa myslalam o tych wszystkich bakteriach i wirusach, ktore teraz sie wyprowadzaja obrazone..
moj nos zacznie sie w koncu goic! nie bedzie juz zadnych ran ni pryszczy..  same zmarszczki zostana na twarzy, jak przystalo na kogos, kto sie przestawil na kremy '30+'.. zasnelam w tumanie blogich mysli o pieknym zyciu z dojrzala cera, na ktorej pryszczy NIE MA, BYC NIE POWINNO i NIE BEDZIE!!

rano budzilam sie powoli i z niedowierzaniem.. okrutny bol skory twarzy. bol dziwny, nie przypominajacy niczego, co do tej pory przezylam..
kiedy juz wybudzialm sie ze snu i zrozumialam, ze mnie naprawde boli skora, pobieglam do lazienki.
..lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiekniejszy w swiecie?..

skore mam ksiazkowo spalona i poparzona. mozna by zdjecia do podrecznikow skauta robic. wszystkie posmarowane na twarzy miejsca - czerwone, bolace i spuchniete! O zgrozo, przeciez nie poprzestalam na czubku nosa, ktoy ma sie stosunkowo najlepiej.. czolo, policzek, broda.. pieknie!
prawie wyszarpalam z szafki buteleczke z plynem odkazajacym. na naklejce, obok nazwy plynu, widnieja zastanawiajace 3 slowa:

DILUTE BEFORE USE (rozcienczyc przed uzyciem)

oczywiscie, ze nie rozcienczylam plynu do odkazania woda!

po tylu latach w anglojezycznym kraju nie znalam slowa 'dilute', wiec w ogole mi sie nie rzucil w oczy wytluszczony napis na opakowaniu! i, oczywiscie, nie czytalam 'instrukcji' uzywania plynu! no przeciez to jest 'to samo', co spirytus kosmetyczny! czy ktokolwiek rozciencza wode utleniona przed odkazeniem rany?

..po 2 dniach przyciagania speszonych spojrzen na ulicach moja twarz zaczyna wracac do normy.. prawie wszystko juz odpuchlo.. na buzi mam plaskie, brazowe plamy, pokryte skorupka zeschnietej, spalonej matki skory.. smaruje ja delikatnym zelem nawilzajacym z aloesem i bardzo marze, zeby w nagrode za naiwna i nieswiadoma glupote, spod starej skorupki wyjrzala do mnie piekna i usmiechnieta mloda skorka..
taka o 10 lat mlodsza, jesli to mozliwe.. ;)

No comments:

Post a Comment