krotki telefon do Taty, zeby powiedziec, ze co prawda polacze sie z nimi wieczorem przez skypa, ale nie moge przestac myslec o tym, ze to jego imieniny i dzwonie teraz tylko na chwile, zeby zlozyc mu zyczenia..
bo w tym roku mnie z nimi nie bedzie..
Tata odebral, podziekowal. Spytalam, czy cos planuja na wieczor, czy spodziewaja sie gosci..
"No wlasnie zlapalas mnie w ogrodku.. Zrywam szczypior na salatke.."
I znow trudno mi myslec o czymkolwiek innym niz zapach powietrza w Puszczy i szelest wiatru na pelnych ziol, nieskoszonych lakach Podlasia..
jak to mozliwe, ze wyrwalam siebie tak bardzo, bez korzeni.. to znaczy, korzenie sa.. tylko, ze one zostaly TAM..
chociaz wyrwac sie Puszczy, z korzeniami, chyba nie jest mozliwe..
bo jesli sie ja raz pokocha, to juz na zawsze zostaje w czlowieku..
i czlowiek zostaje w niej na zawsze..
usiade dzis z Rodzicami i ich goscmi na skypie.. posmieje sie, pozartuje..
a potem wyjde przed dom i bede wyla do ksiezyca, jak wyja psy na lancuchach pilnujace upraw pod tamtym lasem..
No comments:
Post a Comment