wyszlam z pracy.
nabuzowana szlam do pociagu.
w glowie ukladalam liste zadan na nastepny dzien.
zadanie po zadaniu, mysl po mysli; co zrobione, co nie zrobione, co mozna olac (zdepriorytetyzowac ;) ), a co trzeba przeniesc na dzien kolejny.
przy okazji zadan przemysliwalam na szybko kilka zawodowych zgrzytow.. milam racje, czy nie mialam racji.. mialam!
planujaca i analizujaca czastka tlumu maszerujacego ku kilkugodzinnej wolnosci od biura.. nikt mnie nie wyprzedzal, bo chodze dosc szybko, za to z naprzeciwka podchodzili i mijali mnie ludzie, skupieni, jak ja, maszerujacy w przeciwnym kierunku.. garnitury, sukienki, aktowki, torby z latopami, zolta kamizelka robotnika drogowego i znienacka usmiechniety z niedowierzaniem glos:
"cheer up, miss"
("rozpogodz sie, panienko"..? rozczmuchaj, usmiechnij - nawet nie potrafie tego dokladnie przetlumaczyc!) i usmiech od ucha do ucha, umiejscowiony nad zolta kamizelka..
usmiechnelam sie zwrotnie jeszcze szerzej - z zaskoczenia zostalam wyrwana z mojego analitycznego swiata, pelnego zlosci na niekompetencje kolegi, zlosci na ograniczane mozliwosci skutecznej pracy i na podnoszone wskazniki i oczekiwania, zlosci na przedluzajace sie godziny pracy, na potrzebe ukrywania, ze gdyby nie rachunki, to wiekszosci z nas by tam juz nie bylo, na potrzebe mowienia, ze rodzine chce sie zalozyc dopiero za kilka lat, na potrzebe udawania, ze pomimo choroby chce sie przychodzic do pracy, a nie, ze sie przychodzi, bo tego wymaga pracodawca..
..jaka ja musialam miec mine, skoro obcy czlowiek na ulicy zaczepil mnie, zebym sie rozpogodzila!!!?? ;)
i znienacka zrozumialam, ze to, czy ten swiat bedzie nieoddzielna czastka mnie, czy tez bedzie zostawal za obrotowymi drzwiami i bramkami ochrony kolejnego szklanego biurowca, zalezy tylko ode mnie.. to ja decyduje, ile czasu bede go w sobie nosic.. mam wolnosc decyzji.. mam wolnosc..
usmiech, przez chwile szeroki i spontaniczny, potem nienaturalny, powoli zaczal uspokajac sie na mojej twarzy..
i poczulam napiecie schodzace ze skutych miesni ramion.. przyciasna kamizelka gotowosci do walki zaczela zsuwac sie z mojej klatki piersiowej... odetchnelam z ulga..
cheer up, miss! ;) ...
chce te chwile i te slowa zapamietac na zawsze...
No comments:
Post a Comment