Bibsztyl rzucil dowcip na moj temat, odwrocil sie i zaczal isc w strone kuchni..
komentarz byl nieakceptowalny! zaczelam saczyc jadowita riposte... dosc zadowolona z siebie, ze tak szybko i uszczypliwie potrafie oddac cios! i w sumie zadowolona z cietosci i trafnosci mojej riposty! :)
w polowie wyszukanego zdania wypowiadanego do Bibsztyla zrozumialam, ze wlasciwie w ogole nie zrozumialam tego, co on mowil! to znaczy slowa, jak najbardziej, ale nie intencje! on nie kopal mnie po kostkach, tylko smial sie z samego siebie!!! ;)
zamilklam. zrobilam "inteligentna" mine.
- a mozesz zapomniec to, co mowilam przez ostatnie pol minuty?
ale Bibsztyl chyba nie bedzie mogl... jego oczy byly pelne tkliwej wyrozumialosci i wspolczucia, z ktorymi obserwuje sie padajacego na pysk szczeniaka... potem z lekkim niedowierzaniem pokiwal glowa, odwrocil sie i poszedl.. ;)
w morde, no! ;)
czy z tego sie wyrasta? bo mi sie w zasadzie wydawalo, ze juz wyroslam.. i nic. ;)
*
No comments:
Post a Comment